fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

11 listopada

Czy polskie służby są gotowe na Euro

W czasie zamieszekuszkodzono 14 radiowozów oraz samochody TVN i Polskiego Radia. Miasto swoje straty szacuje na 72 tys. zł
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Janina Blikowska
Eksperci niepokoją się o bezpieczeństwo kibiców podczas mistrzostw. Rząd rozważy zmianę prawa
Zamieszki, do jakich doszło w Warszawie 11 listopada, sprawiły, że część ekspertów i polityków stawia pytanie, czy polskie służby są przygotowane do zapewnienia bezpieczeństwa podczas piłkarskich mistrzostw Euro 2012.
– Istnieje niebezpieczeństwo, że na Euro przyjadą grupy bardzo agresywnie nastawionych kibiców z innych krajów, z Niemiec, Holandii czy Wielkiej Brytanii. Między nimi i polskimi chuliganami może dojść do starć na ulicach – mówi "Rz" prof. Brunon Hołyst, kryminolog i ekspert ds. terroryzmu. – Trzeba przeanalizować sposób interwencji policji tego dnia, sprawdzić, czy rzeczywiście dokonano należytego rozpoznania zagrożenia, i wyciągnąć wnioski z tych wydarzeń.

Chuligani nie wjadą?

Z kolei poseł PiS Andrzej Jaworski w interpelacji do premiera Donalda Tuska pisze, że "polskie służby działały nieudolnie, nie potrafiły zapewnić bezpieczeństwa uczestnikom Marszu Niepodległości, nie potrafiły właściwie zareagować na najazd niemieckich bojówek". I pyta, dlaczego do tego doszło.
Policja się broni i odpowiada, że zrobiła, co do niej należało. – Zadaniem funkcjonariuszy było nie dopuścić do starcia obu grup i to się udało zrealizować – mówi "Rz" rzecznik Komendy Głównej Mariusz Sokołowski. – Policja może wkroczyć, dopiero gdy dochodzi do popełnienia przestępstwa, gdy ktoś rzuci kamieniem czy butelką. Nie możemy nikogo zatrzymać prewencyjnie tylko dlatego, że podejrzewamy, iż ma zamiar tak postąpić.
Rzecznik zapewnia, że policja zatrzymywała i kontrolowała autokary wiozące Niemców do Warszawy. – Sprawdzaliśmy, czy nie wiozą niebezpiecznych przedmiotów. Pałki czy kije, które mieli podczas awantur, prawdopodobnie dowieźli do Warszawy prywatnym samochodem – dodaje Sokołowski.
Działań funkcjonariuszy broni ekspert ds. bezpieczeństwa Jerzy Dziewulski. – Taktyka policji, działania zwartych pododdziałów, była bardzo dobra – uważa. Zaznacza jednak, że inaczej ocenia decyzje podejmowane tego dnia w stołecznym ratuszu. – Taki brak komunikacji z policją, jakim wykazali się urzędnicy ratusza, to zwykły bajzel – mówi. I zwraca uwagę, że urzędnicy podali policjantom wiadomość, iż manifestacja na placu Konstytucji jest zdelegalizowana, a potem to odwoływali. – Obawiam się, że do Euro 2012 nic w tej mierze się nie poprawi i wszystko spadnie na barki policjantów – dodaje.
Policja zapewnia, że da sobie radę podczas mistrzostw Europy. – W kontekście Euro będziemy musieli mieć dobre rozpoznanie i na pewno będziemy mieli przygotowany plan działania – podkreśla Sokołowski.
Polscy policjanci twierdzą, że od dawna współpracują z funkcjonariuszami z państw, z których kibice wybierają się na mistrzostwa. I dzięki temu najniebezpieczniejsi chuligani w ogóle do Polski nie wjadą.
W związku z zamieszkami pojawiły się też zarzuty pod adresem policji o zbyt brutalne działania. W Internecie można obejrzeć film, na którym widać, jak idący wraz z grupą funkcjonariuszy cywil wielokrotnie brutalnie kopie mężczyznę.
Według informatorów "Rz" kopiącym prawdopodobnie był tajniak pracujący w komisariacie przy ul. Wilczej. – Od piątku prowadzone jest postępowanie w tej sprawie. Badamy wszystkie okoliczności zdarzenia. Jeśli się okaże, że rzeczywiście – co wydaje się  prawdopodobne – osobą, która kopała zatrzymanego, był policjant, poniesie poważne konsekwencje służbowe – zapowiada Sokołowski.
Z działań funkcjonariuszy 11 listopada zadowolone są władze. – Policja wzorowo wykonywała swoje obowiązki – uważa premier Donald Tusk. – Musimy się bez histerii zastanowić, czy potrzebne są zmiany przepisów, jeśli chodzi o swobodę manifestacji i wyrażania poglądów.
Jak poinformował wcześniej minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski, w grę wchodzić może m.in. wprowadzenie zakazu zasłaniania twarzy podczas demonstracji.

Bilans starć

W sumie po zamieszkach zatrzymano 210 osób. – Prokuratura przedstawiła zarzuty 46, w tym 35 zarzucono czynną napaść na policjanta – mówiła wczoraj rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Monika Lewandowska. Kolejnym 20 osobom zarzuty postawili policjanci.
Wśród zatrzymanych było 95 cudzoziemców, 40 z nich ma odpowiedzieć przed sądem w Polsce, ale ich rozprawy odroczono go grudnia, a oni sami zostali wypuszczeni na wolność.
Są już pierwsze wyroki wydawane w trybie przyspieszonym. – Dwóch Polaków zostało skazanych przez Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście na trzy miesiące więzienia bez zawieszenia i 300 złotych za napaść na policjanta, trzeci za udział w nielegalnym zgromadzeniu – poinformował sędzia Wojciech Małek. Znany jest też wstępny bilans strat. W czasie zamieszek uszkodzono 14 radiowozów oraz samochody TVN i Polskiego Radia. Miasto swoje straty szacuje na 75 tys. zł. – Kwota ta obejmuje zniszczone mienie, takie jak wiaty, chodniki czy barierki, ale też sprzątanie ulic czy objazdy – wylicza Bartosz Milczarczyk, rzecznik stołecznego ratusza. – Będziemy dochodzić wyrównania strat od organizatorów demonstracji.

Nie czują się winni

Ci nie poczuwają się jednak do odpowiedzialności. Organizatorzy Marszu Niepodległości twierdzą, że zamieszki wywołali chuligani i prowokatorzy, którzy z samym marszem nie mieli nic wspólnego. – Robiliśmy wszystko, co było możliwe, by zapewnić bezpieczeństwo – zapewniają liderzy Młodzieży Wszechpolskiej. Lewicowe organizacje, które blokowały marsz, twierdzą, że nie zapraszały bojówek ani z Polski, ani z zagranicy.
Przedstawiciele "Krytyki Politycznej" grożą, że wszystkich, którzy tak twierdzą, będą podawać do sądu. A przedstawiciele Niemców, którzy "blokowali" marsz, stwierdzili, że nikogo nie atakowali, lecz jedynie się bronili.
Spory przeniosły się także do parlamentu. Prezes PiS Jarosław Kaczyński stwierdził, iż Donald Tusk odpowiada za to, że niemieccy bojówkarze bili Polaków z historycznych grup rekonstrukcyjnych przy biernej postawie policji.
– Kaczyński marzy o zamieszkach i o tym, że one go przywrócą do władzy – odpowiadał mu Janusz Palikot. I zapowiedział złożenie przeciwko liderowi PiS wniosku do Komisji Etyki.

Opinia

Wojciech Wiza, adwokat z kancelarii Wiza, Paplaczyk & Partnerzy
W przypadku gdy sprawcami przestępstw popełnionych w Polsce są obywatele państw członkowskich UE, prokurator może wystąpić o wystawienie przez właściwy sąd okręgowy europejskiego nakazu aresztowania (ENA). Na mocy tego dokumentu obcokrajowcy zostaną zatrzymani u siebie w kraju i doprowadzeni przed polski sąd w celu przeprowadzenia postępowania karnego.
Państwa wydające swoich obywateli zastrzegają najczęściej, że w przypadku skazania ich na karę pozbawienia wolności kara będzie wykonywana na ich terenie.
W razie prawomocnego orzeczenia przez sąd polski wobec cudzoziemca grzywny, a także w razie zasądzenia od sprawcy kosztów procesu, sąd może wystąpić o jego wykonanie bezpośrednio do właściwego sądu lub innego organu państwa członkowskiego UE, w którym sprawca posiada mienie lub osiąga dochody albo ma stałe lub czasowe miejsce pobytu.
W tym samym trybie ściągane będą należności z tytułu mandatów karnych. Z tym że zgodnie z art. 116b § 2 kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia w postępowaniu o wykonanie grzywny nałożonej mandatem karnym do właściwego sądu lub innego organu państwa członkowskiego UE występuje organ uprawniony według przepisów o postępowaniu egzekucyjnym w administracji.
notował cyran
Źródło: Rzeczpospolita OnLine
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA