fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Walka o samolotowy kontrakt za 1,5 mld zł

Włoski T 346 Master
Archiwum
W poniedziałek minister obrony zdecyduje o losach wartego 1,5 mld zł przetargu na samoloty szkoleniowe
Przetarg na zakup systemu 16 lekkich, ale uzbrojonych odrzutowców, symulatorów lotu i obsługi logistycznej już kilka razy wisiał na włosku, dwukrotnie przesuwano termin składania ostatecznych ofert. Ze względu na wyśrubowane wymagania związane przede wszystkim z bojowym charakterem maszyn LIFT (ang. lead in fighter trainer) z konkursu wycofali się BAE Systems i Aero Vodochody. – Gry wokół przetargu trwają w najlepsze, ale nie przybliżają nas do rozwiązania rzeczywistego problemu, czyli pilnej wymiany przestarzałych szkoleniowych iskier – mówi Bartosz Głowacki z pisma „Skrzydlata Polska".
Rząd kilkakrotnie zapowiadał, że wybierze nowy samolot jeszcze w tym roku, aby jak najszybciej można było zrezygnować z kosztownego szkolenia pilotów F-16 w Ameryce. Zdecydowano również, by zamówić samoloty w wersji uzbrojonej, które, choć droższe, mogłyby w przyszłości wypełnić lukę po wycofywanych ze służby szturmowcach Su-22. – To błąd. Uzbrojony LIFT nigdy nie osiągnie możliwości maszyny w pełni bojowej, a jego dodatkowe wyposażenie jedynie podniesie cenę szkoleniowych samolotów. Treningowa flota musi być jak najtańsza w zakupie i eksploatacji – twierdzi Tomasz Hypki, wydawca fachowego pisma „Raport WTO". Wydaje się, iż niezależnie od sporów i dyskusji ekspertów MON zdecyduje się w tym tygodniu na pokerową zagrywkę. Postanowienie o kontynuowaniu przetargu doprowadzi do konfrontacji dwóch faworytów: jednym jest koncern Korea Aerospace Industries i jego uzbrojony lekki odrzutowiec T-50 Golden Eagle. Złoty Orzeł, już wykorzystywany w koreańskiej armii, zmierzyłby się w rozstrzygającym starciu z najnowszym produktem włoskiej grupy Alenia Aermacchi – uzbrajanym dopiero odrzutowcem T 346 Master.
Wydaje się jednak, iż prawdziwym celem spektakularnej konfrontacji będzie ujawnienie ofert cenowych producentów i ich elastyczności w tym zakresie. – To może być ciężka próba dla obu rywali, bo ani jeden, ani drugi nie jest skłonny do ustępstw – przyznaje Jerzy Gruszczyński, szef miesięcznika „Lotnictwo". W opinii Bartosza Głowackiego faworyci zacisną zęby i zejdą z ceny, ile się da, by zbliżyć się do oczekiwań komisji przetargowej. Regulamin konkursu przewiduje bowiem odstąpienie od przetargu, jeśli oczekiwania cenowe producentów znacznie przekroczą kwotę, jaką na zakup samolotów przewiduje MON.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA