fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Szpieg w Izbie Gmin?

Jekatierina Zatuliwietier
AP
Przygody z politykami – w tym z 65-letnim deputowanym do brytyjskiej Izby Gmin – i szpiegowanie na rzecz Rosji.
Z takich zarzutów musi się tłumaczyć Jekatierina Zatuliwietier, której grozi deportacja z Wielkiej Brytanii. 26-letnia Rosjanka przyznaje się do przygód miłosnych, zaprzecza jednak, by współpracowała z moskiewskim wywiadem. Śledczy nie dają wiary jej zapewnieniom.
Bliska znajomość Zatuliwietier z żonatym Mike'em Hancockiem, wpływowym działaczem Liberalnych Demokratów i członkiem parlamentarnej Komisji Obrony, trwała cztery lata. Rosjanka poznała go w kwietniu 2006 roku w Moskwie, gdzie opiekowała się brytyjskimi delegatami na szczyt Rosja – UE. Z jej zeznań wynika, że Hancock zaproponował jej wspólną noc w pokoju hotelowym. Odmówiła, ale dwa miesiące później, gdy Hancock ponownie odwiedził Moskwę, znów się z nim spotkała, żeby – jak wyjaśniała – „podszlifować angielski". Wtedy rozpoczął się romans.
Przelotna przygoda nabrała rumieńców, gdy jesienią tego samego roku Rosjanka rozpoczęła naukę na uniwersytecie w Bradfordzie. Stała się regularnym gościem w londyńskim domu Hancocka. – Wiedziała pani dokładnie, co się stanie, prawda? Chodziło pani o nawiązanie relacji intymnej – dociekał podczas przesłuchania przedstawiciel resortu spraw wewnętrznych Jonathan Glasson, który twierdzi, że Zatuliwietier już wtedy pracowała dla rosyjskich służb. Rosjanka zaprzeczyła.
Hancock byłby dla Moskwy atrakcyjnym źródłem informacji. Nie stronił od kobiet, co czyniło z niego łatwy cel, a jako członek Komisji Obrony, Grupy Parlamentarnej ds. Rosji i deputowany z okręgu Portsmouth South, gdzie mieści się baza marynarki wojennej, miał dostęp do interesujących dokumentów. Zatuliwietier, która z kochanki szybko awansowała na jego asystentkę i dostała przepustkę do Izby Gmin, przyznaje, że miała wgląd do wielu danych. Nie korzystała z tej możliwości, bo – jak mówiła – to jej nie interesowało.
Błyskawiczna kariera Rosjanki zaintrygowała brytyjski wywiad. W 2009 roku urzędnicy MI5 i MI6 odbyli z Katią Zatuliwietier szereg spotkań, podczas których wypytywali ją o znajomości i cel jej pobytu w Wielkiej Brytanii. Sugerowali, że bez wsparcia rosyjskiego wywiadu nie stać by jej było na wynajem mieszkania w Londynie. Wyjaśniła im wtedy, że pomaga jej Mike Hancock. Przyznała również, że w 2008 roku spotkała się z dwoma rosyjskimi dyplomatami – jednym znanym jako „Borys", który wkrótce potem został wydalony do Rosji za działalność szpiegowską.
Hancock nie był pierwszą zdobyczą pięknej Rosjanki. Z jej pamiętników wynika, że już w wieku 18 lat miała romans z holenderskim dyplomatą, a potem kolejno z przedstawicielem NATO i z urzędnikiem ONZ. Zapytana, co spodobało się jej w Hancocku, który mógłby być jej dziadkiem, odpowiedziała, że „inteligencja, dowcip i szarmanckość".
Rząd w Londynie nie wierzy jej jednak i chce ją deportować. Losy Rosjanki wyjaśnią się w przyszłym tygodniu.
W ostatnich latach Moskwa była wielokrotnie oskarżana o szpiegowanie w Wielkiej Brytanii. Kolejne afery doprowadziły do ochłodzenia stosunków między obydwoma krajami. Londyn ciągle nie może się też doprosić od Rosji wydania mu osób podejrzanych o zamordowanie byłego szpiega KGB Aleksandra Litwinienki.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA