Kraj

Afera stoczniowa - kulisy umorzenia śledztwa

Zarejestrowana na Karaibach Fundacja Stichting Particulier Fonds Greenrights w 2009 r. starała się o zakup stoczni w Gdyni (na zdjęciu w 2008 r.) i w Szczecinie. Ostatecznie nie wpłaciła pieniędzy za te zakłady
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Choć śledczy uznali, że wiceszef ARP faworyzował jednego inwestora, nie postawili mu zarzutów
piotr nisztor
„Rz" ujawnia kulisy umorzenia głośnej dwa lata temu afery stoczniowej. Dotarliśmy do dokumentu, w którym prokuratura uzasadnia swą decyzję z czerwca. Wynika z niego, że były wiceszef Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) Jacek Goszczyński działał niezgodnie z prawem, faworyzując fundację z Karaibów starającą się o zakup stoczni w Gdyni i Szczecinie. Nie usłyszał jednak zarzutów. Co więcej, jak ustaliła „Rz", kilka tygodni temu z rekomendacji Ministerstwa Skarbu został członkiem zarządu ważnego przedsiębiorstwa – Towarowej Giełdy Energii (TGE).

Po raporcie CBA

Zarejestrowana w Curacao na Karaibach Fundacja Stichting Particulier Fonds Greenrights (SPFG) w 2009 r. starała się o zakup polskich stoczni. Za nią mieli stać arabscy szejkowie chcący kontynuować produkcję statków w Gdyni i Szczecinie. Ostatecznie fundacja z Karaibów nie wpłaciła pieniędzy za przedsiębiorstwa.
Kulisy transakcji stoczniowej opisywała „Rz", wskazując, że uczestniczył w niej Abdul Rahman El-Assir, libański handlarz bronią, który w imieniu SPFG wpłacił nawet wadium za stocznię gdyńską. Skandal wybuchł, gdy jesienią 2009 r. ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński zaalarmował najważniejsze osoby w państwie, że przy przetargu były poważne nieprawidłowości. Wśród nich faworyzowanie karaibskiej fundacji przez kierownictwo państwowej ARP, która przygotowywała i nadzorowała transakcję. Chodziło m.in. o trzykrotne przesuwanie dla SPFG terminu zapłaty za stocznie. Zgromadzony przez CBA materiał trafił do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie, która po dwóch latach badania afery stoczniowej nie dopatrzyła się przestępstwa i umorzyła sprawę. Uzasadnienie tej decyzji zostało w części utajnione.

W pokoju obok

„Rz" dotarła do liczącego blisko 60 stron jawnego fragmentu dokumentu. Wynika z niego, że prokuratura potwierdziła część ustaleń CBA. Wykazała m.in., że wiceprezes Goszczyński, uznawany za zaufanego człowieka ministra skarbu Aleksandra Grada, działał niezgodnie z prawem i za wszelką cenę próbował przeforsować katarską ofertę. Ze zgromadzonego przez prokuraturę materiału wynika, że dzięki Goszczyńskiemu fundacja z Karaibów swoją siedzibę w Polsce miała de facto w biurze ARP przy ul. Wołoskiej 7 w Warszawie. Przesłuchani świadkowie wskazywali, że Jan Ruurd de Jonge, przedstawiciel SPFG, miał do dyspozycji pokój sąsiadujący z gabinetem Goszczyńskiego. Informatyk ARP zeznał, że wielokrotnie był proszony o instalowanie tam Internetu na potrzeby de Jonge. Także formalnie korespondencja do SPFG dotycząca stoczniowego przetargu trafiała pod adres ARP. „(...) [Pracownica Agencji] zeznała, że propozycja wpisania adresu ARP jako adresu dla doręczeń do umów zawieranych przez SPFG wypłynęła od Jacka Goszczyńskiego, nie powstał jednak w związku z tym żaden oficjalny dokument" – czytamy w uzasadnieniu o umorzeniu śledztwa. „Kiedy pierwszy raz taka korespondencja wpłynęła do kancelarii, pytała prezesa Goszczyńskiego, co z tym zrobić, bo właściwie powinna to odesłać pod właściwy adres. Wtedy Goszczyński powiedział, że nie ma takiej potrzeby, należy tę korespondencję przyjmować i przekazywać jego sekretarce, która następnie przekaże to Janowi Ruurd de Jonge". Szef ARP Wojciech Dąbrowski zeznał, że nie wyrażał na to zgody. Wiedział tylko, że de Jonge był częstym gościem w siedzibie ARP i korzystał w tym czasie m.in. z sali konferencyjnej. Goszczyński podczas przesłuchania bronił swoich decyzji. Ostro krytykował osoby bezpośrednio odpowiedzialne za stoczniowy przetarg za zbyt duży formalizm. Podkreślał, że dokumenty dotyczące sprawy przesyłano na Karaiby, zamiast znaleźć dogodniejszy dla inwestora sposób ich doręczenia. Tłumaczył, że użyczał de Jongowi pomieszczenia w ARP „na zasadach gościnności". Prokuratura w uzasadnieniu stwierdziła, że ówczesny wiceprezes ARP „wykazał się nadmierną gościnnością w stosunku do przedstawiciela inwestora zagranicznego", ale nie można w tym przypadku mówić „wprost o przekroczeniu uprawnień". Powód? Według śledczych te działania nie naruszyły niczyjego interesu – ani publicznego, ani prywatnego. „Wskazywanie adresu ARP przez jednego z inwestorów może budzić wśród pozostałych uczestników postępowania wątpliwości co do bezstronności pracowników tej instytucji" – napisano w uzasadnieniu. Ale podkreślono też: „posiadanie takiego adresu SPFG przyczyniło się do tego, że zarządca kompensacyjny mógł skutecznie doręczyć oświadczenie o odstąpieniu od zawartych umów i o zatrzymaniu wadium, a więc w sposób niezamierzony w rzeczywistości stało się działaniem w interesie publicznym".

Interwencja u rywala

Według prokuratury Goszczyński naciskał na Konrada Jaskółę, prezesa spółki Polimex-Mostostal, aby wycofał się z jednego z przetargów dotyczących szczecińskiej stoczni, co miałoby pomóc fundacji z Karaibów. W tym celu rozmawiał z Markiem G., współpracownikiem Jaskóły. Wprawdzie Goszczyński podczas przesłuchania zaprzeczył, aby wywierał takie naciski, ale prokuratura nie dała wiary jego wyjaśnieniom. „Podjęcie interwencji w sprawie Polimeksu było czynnością wykraczającą ewidentnie poza uprawnienia służbowe Jacka Goszczyńskiego, do której nie było podstaw faktycznych lub prawnych. Jako wieloletni pracownik organów państwowych zdawał sobie sprawę, że podejmowanie tego rodzaju interwencji podczas trwającego przetargu nie jest zgodne z prawem" – twierdzi prokuratura.   Dlaczego więc były wiceprezes ARP nie usłyszał zarzutów? „Interwencja J. Goszczyńskiego nie była działaniem na szkodę Polimeksu-Mostostalu, ponieważ po pierwsze, nie wpłynęła w żaden sposób na decyzję Konrada Jaskóły (...) Ponadto w ostatecznym rozrachunku przegrana w Szczecinie spowodowała, że Polimex wystąpił w przetargu na tereny po Stoczni Gdynia, które wygrał, a były to lokalizacje korzystniejsze z punktu widzenia ekonomicznego i logistycznego" – stwierdziła prokuratura. Wykazała też w śledztwie, że były wiceprezes ARP nie przyjął korzyści majątkowej, a jego działania były w interesie publicznym. „(...) działał on w przekonaniu, że dla interesu publicznego najbardziej istotne jest, aby zbywalny majątek stoczni trafił w ręce inwestora, który będzie kontynuował produkcję stoczniową" – twierdzi. Uzasadnienie umorzenia nie dziwi Zbigniewa Ćwiąkalskiego, byłego ministra sprawiedliwości. – Nie każde naruszenie przepisów daje podstawy do stwierdzenia przestępstwa – mówi. – Aby prokurator mógł postawić zarzut przekroczenia uprawnień, musiałby wykazać działanie na szkodę interesu publicznego lub prywatnego.

Posada w TGE

Jacek Goszczyński tak skomentował pytania „Rz" o kontrowersyjne działania przy prywatyzacji stoczni: „najważniejszym i najbardziej istotnym w tym wszystkim jest stanowisko niezawisłej prokuratury, która (...) zajęła w czerwcu br. jednoznaczne stanowisko – nie dopatrując się najmniejszych nawet uchybień w tym procesie". Od lipca Goszczyński z rekomendacji resortu skarbu jest wiceprezesem Towarowej Giełdy Energii. Skarb Państwa ma ponad 20 proc. akcji tej spółki. – Gdyby usłyszał zarzuty, na pewno nie objąłby tego stanowiska – mówi „Rz" wysoki rangą urzędnik resortu. Ministerstwo Skarbu w piśmie do „Rz" podkreśla, że żaden z 17 akcjonariuszy TGE nie zgłosił sprzeciwu wobec kandydatury Goszczyńskiego.    
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL