fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Krwawych porachunków nie będzie

Rozmowa z Fadelem Lamenem, prezesem Rady Amerykańsko-Libijskiej, pisarzem, ekspertem ds. Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej
Korespondencja z Waszyngtonu
Rz: Po sześciu miesiącach walk rebelianci pokonali reżim Muammara Kaddafiego. Jak po upadku dyktatora może zmienić się Libia?
Fadel Lamen: W ciągu ośmiu miesięcy powinna zostać wybrana Rada Narodowa, która opracuje projekt konstytucji i podda go pod referendum. Ona też ogłosi wybory prezydenckie i parlamentarne, które powinny odbyć się w ciągu osiemnastu miesięcy.
Osiemnaście miesięcy wystarczy na stworzenie szkieletu nowego systemu politycznego?
Osobiście uważam, że nie i że część planów będzie musiała ulec zmianie. Ale dobrze, że istnieje chociaż teoretyczny plan, co i kiedy musi zostać zrobione. Potem można go modyfikować. Moim zdaniem na taką transformację ustrojową potrzeba co najmniej trzech lat.
Do tej pory różne grupy rebeliantów jednoczył jeden cel: obalić Kaddafiego. Teraz będzie im trudniej, bo przecież różni przywódcy mają różne wizje przyszłości kraju.
W Libii są obecnie trzy rodzaje rebeliantów. Pierwszy to lekarze, inżynierowie, profesorowie i przedstawiciele różnych innych zawodów, którzy zgłosili się na ochotnika, aby walczyć o wolność, i po zakończeniu walk wrócą do swoich zajęć. Druga grupa to ci, którzy będą mogli teraz wstąpić do narodowej armii i w zależności od wykształcenia i umiejętności otrzymają stosowną rangę wojskową. Trzecia to rebelianci o politycznych aspiracjach, którzy będą mogli zakładać partie polityczne lub wstępować do różnych ugrupowań. Ja propaguję organizację o nazwie National Democratic Trend, która ma zrzeszać wszystkich tych, którzy chcą wspólnie pracować nad sukcesem politycznej i gospodarczej transformacji kraju. Dopiero wróciłem z Bengazi, gdzie spędziłem dwa tygodnie, rozmawiając z islamistami, zwolennikami państwa świeckiego, liberalnymi demokratami itp. Istnieje powszechna zgoda na stworzenie organizacji, która zrzeszałaby wszystkie demokratyczne siły. Wszyscy muszą zrozumieć, że należy położyć kres przemocy i w procesie transformacji nie używać broni. Jestem przekonany, że rewolucja sama oczyści się z bardziej radykalnych elementów.
Libijczykom uda się uniknąć krwawych aktów przemocy, jak te które targały Irakiem po obaleniu Saddama Husajna?
Sądzę, że tak. Po inwazji na Irak doszło do kompletnego rozpadu systemu, do podziału społeczeństwa na odłamy religijne i do aktów przemocy. W przypadku Libii nie dojdzie do podziału. Próbował do tego doprowadzić Kaddafi, ale mu się nie udało. Potem próbował grać podziałami plemiennymi, ale i to, jak widać, nie przyniosło rezultatów, bo żadne z plemion nie przyszło mu na ratunek. Nie spodziewam się więc konfliktu na tym tle. Może dochodzić do starć z lojalistami Kaddafiego, ale – przynajmniej do tej pory – Libijczykom udało się opanować przemoc na tle politycznym. Jeśli spojrzymy na wyzwolony już wcześniej wschód, to akty krwawej zemsty były tam bardzo rzadkie. To dobry zwiastun tego, co może stać się w innych częściach kraju. Konieczny będzie proces pojednania, którego częścią będą procesy osób odpowiedzialnych za zbrodnie podczas obecnej wojny, a także podczas 42 lat panowania reżimu Kaddafiego.
Rebelianci zgodzą się, by Saif al Islam, syn Kaddafiego, którego prokuratorzy Międzynarodowego Trybunału Karnego oskarżyli o tłumienie antyrządowych protestów, a także inni przedstawiciele reżimu byli sądzeni w Hadze?
Wielu Libijczyków wolałoby, aby zbrodniarze reżimu byli sądzeni w kraju, wielu rebeliantów domaga się ich głów, a w Hadze nie orzeka się kary śmierci. Sądzę jednak, że procesy najważniejszych osób mogłyby się odbywać w Holandii, a po odbyciu kary skazani byliby odsyłani do Libii, gdzie odpowiadaliby za inne zbrodnie.
Czy istnieje ryzyko, że islamiści zagarną sukces libijskiej rewolucji?
Nie. W Libii nie mogą liczyć na poparcie wyższe niż 25 – 30 proc. społeczeństwa. To za mało, by mieli szansę na przejęcie kontroli nad krajem. Właśnie dlatego namawiamy liberałów i zwolenników państwa świeckiego, aby zamiast walczyć z islamistami, wspólnie pracowali w naszej organizacji nad najważniejszymi problemami Libii.
Co teraz powinno zrobić NATO?
Zgodnie z mandatem ONZ jak długo toczą się walki, powinno chronić cywilów. Spodziewam się jednak, że najpóźniej za dwa, trzy miesiące NATO będzie mogło opuścić Libię, czego będą zapewne chcieli zarówno przedstawiciele państw NATO, jak i sami Libijczycy.
—rozmawiał Jacek Przybylski
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA