fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Piotr Winczorek polemizuje z Bronisławem Wildsteinem

Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Nie słyszałem, aby ktokolwiek, kto liczy się w Polsce, jawnie chwalił korupcję i nawoływał do jej praktykowania – konstytucjonalista polemizuje z Bronisławem Wildsteinem
Bronisław Wildstein w ciekawym i pełnym sympatii, choć niepozbawionym też akcentów krytycznych, artykule poświęconym Gruzji („Gruzińska nadzieja", „Rz", 11 – 12.06.2011) zawarł kilka uwag na temat naszego kraju i panujących w nim stosunków ustrojowych. Nie są to uwagi pochlebne, ale, co ważniejsze, albo oparte zostały na fałszywej wiedzy o faktach, albo nie podbudowano ich przekonywającym dowodem.

Niecelne porównanie

Pierwsza z tych uwag odnosi się do polskiej konstytucji z 1997 r. Autor pisze, że prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili pragnie pozostać na kluczowym urzędzie w państwie, czemu służyć ma zmiana konstytucyjnego ustroju tego państwa z prezydenckiego na parlamentarno-gabinetowy. Dzięki temu, nie mogąc być już prezydentem, zostanie premierem.
Bronisław Wildstein nie jest tym zachwycony, ale znajduje usprawiedliwienie. Dobre obyczaje są, pisze, naruszane także w krajach o dużo starszej tradycji demokratycznej niż gruzińska. „Polska konstytucja, której twórcy zwiększyli zakres władzy prezydenckiej po wygranej Aleksandra Kwaśniewskiego, jest tego dobrym przykładem".
Jeśli już chciałoby się podać przykład próby zwiększenia zakresu władzy prezydenta, to trzeba by sięgnąć do projektu konstytucji z lat 2005 – 2006 autorstwa PiS
Otóż takim przykładem nie jest. Gdy Aleksander Kwaśniewski wygrał wybory w 1995 r., obowiązywały w Polsce dwa akty konstytucyjne regulujące status prawny urzędu prezydenta RP. Były to utrzymane w mocy przepisy znowelizowanej już konstytucji z 1952 r. oraz obowiązująca od 1992 r. tzw. mała konstytucja. Akty te wprowadzały m.in. następujące rozwiązania ustrojowe: do prezydenta miało należeć określanie głównych kierunków polityki zagranicznej i wewnętrznej państwa; weto prezydenckie do ustaw mogło być odrzucone przez Sejm większością 2/3 głosów; rozwiązanie izb mogło nastąpić, między innymi, z powodu uchwalenia przez Sejm tzw. niekonstruktywnego wotum nieufności. Skorzystał z tego Lech Wałęsa, reagując rozwiązaniem Sejmu na uchwałę skierowaną przeciw rządowi Hanny Suchockiej. Mała konstytucja przewidywała, że przed zaproponowaniem kandydatur na ministrów obrony narodowej, spraw wewnętrznych i spraw zagranicznych premier powinien skonsultować je z prezydentem. W ten sposób ukształtowała się praktyka tzw. resortów prezydenckich, o których obsadzie decydowała de facto głowa państwa.

Jaka pozycja prezydenta

Prowadzenie polityki zagranicznej i wewnętrznej Rzeczypospolitej konstytucja z 1997 r. powierza jedynie Radzie Ministrów. W tym duchu wypowiedział się Trybunał Konstytucyjny w głośnym orzeczeniu rozstrzygającym spór między prezydentem Lechem Kaczyńskim a szefem rządu Donaldem Tuskiem „o krzesło w Brukseli". Sejm może teraz odrzucić weto prezydenckie łatwiej, bo większością 3/5 głosów. Skrócenie kadencji Sejmu stało się natomiast trudniejsze, ponieważ jest możliwe jedynie w dwóch ściśle określonych konstytucyjnie przypadkach, wśród których nie ma już niekonstruktywnego wotum nieufności, bo takie z konstytucji znikło.
Byłbym rad wiedzieć, na jakich prawnych przesłankach Bronisław Wildstein buduje swą tezę. Bo jeśli sięgnąć nieco dalej w przeszłość, to łatwo da się zauważyć, że pozycja ustrojowa prezydenta osłabła w 1997 r. również w stosunku do rozwiązań z 1989 r. Wtedy bowiem prezydent mógł rozwiązać Sejm (i Senat), gdy przyjęły one ustawę lub uchwałę uniemożliwiającą głowie państwa wypełnianie jej konstytucyjnych obowiązków. Ten kauczukowy przepis nie został szczęśliwie wykorzystany, ale groźba jego zastosowania stale wisiała nad posłami i senatorami.
Jeśli już chciałoby się podać przykład próby zwiększenia zakresu władzy prezydenta, to sięgnąć by trzeba do projektu konstytucji z lat 2005 – 2006 autorstwa PiS. Prezydent miał uzyskać możliwość skrócenia kadencji Sejmu między innymi w „okresie 6 miesięcy od dnia wyboru prezydenta Rzeczypospolitej, jeżeli od wyborów do Sejmu upłynął co najmniej rok". W ten sposób chciano zapewne doprowadzić do zgodności między wyłonioną właśnie większością prezydencką a wcześniej ukształtowaną większością parlamentarną.
Co do generalnego położenia ustrojowego prezydenta, ówczesny projekt PiS zakładał, że prowadzi on „politykę wewnętrzną i zagraniczną Rzeczypospolitej". Prezydent ma zapewniać niepodległość, suwerenność, integralność terytorialną, bezpieczeństwo publiczne i zewnętrzne państwa oraz realizację zasad społecznej gospodarki rynkowej. Jest to, z niewielkimi wyjątkami (kultura, nauka, oświata), całokształt spraw przekazanych przez konstytucję z 1997 r. w gestię rządu.

Pochwała korupcji?

Druga uwaga poświęcona Polsce dotyczy korupcji. Bronisław Wildstein chwali Gruzję za skuteczną walkę z tym zjawiskiem. Nie jest to tylko – pisze – „dodatkowy, stosunkowo niewinny, nieformalny podatek, jak wmawiają nam teoretycy III RP. To stopniowa likwidacja mechanizmów rynkowych, a także fundamentów moralnych państwa".
Co do oceny korupcji i jej destrukcyjnego wpływu na obywateli, funkcjonariuszy publicznych i samo państwo – nie ma sporu. Ale kim są owi „teoretycy III RP" – politycy, publicyści, naukowcy zajmujący się sprawami ustrojowymi, historycy? Dobrze byłoby, aby autor to wyjaśnił.
Co do mnie, nie słyszałem, aby ktokolwiek, kto liczy się w Polsce, jawnie chwalił korupcję i nawoływał do jej praktykowania. Nie twierdzę, oczywiście, że nie ma takich, którzy głośno ją potępiają, a po cichu są w nią zaangażowani. Ale czy to są właśnie „teoretycy III RP"? Panie redaktorze Wildstein, niech pan, proszę, mnie oświeci.
Autor jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, znawcą tematyki konstytucyjnej, stałym współpracownikiem „Rzeczpospolitej"
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA