fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Rośnie liczba upadłości

Fotorzepa, Sławomir Mielnik
W sektorze budowlanym przybywa bankrutów. Do większych zatorów płatniczych może dojść jesienią
Mimo ożywienia na rynku nieruchomości kondycja firm budowlanych nie poprawia się. Ze względu na silną konkurencję cenową wiele kontraktów jest realizowanych przez generalnych wykonawców na granicy opłacalności lub też poniżej. – Projekty często się przeciągają, kontrakty są zrywane lub też koszty przerzucane są na podwykonawców. To powoduje dalsze zatory płatnicze – twierdzi Marcin Siwa, dyrektor działu oceny ryzyka w Coface Poland.

Więcej upadłości

Zdaniem Marcina Siwy, branża budowlana jest obecnie jedną z najbardziej ryzykownych. Nadal dość często firmy związane z tym sektorem bankrutują i ta tendencja ciągle się nasila.
– W 2010 r. w tym sektorze zanotowaliśmy o 20 proc. więcej upadłości niż rok wcześniej. W ciągu czterech miesięcy tego roku upadło także więcej firm budowlanych niż w podobnym okresie w 2010 r. Rynek mieszkaniowy odradza się powoli i nie widać tu szczególnego przełomu. Wprawdzie kredytów hipotecznych przybywa, ale popyt nie rośnie w oczekiwanym tempie. Ceny mieszkań też są raczej stabilne. Na wyższe marże nie ma zatem co liczyć. A mniejszy ruch w budownictwie odbija się także na hurtownikach. Konkurencja w tym segmencie jest bowiem bardzo duża, a marże niskie. Każda utrata należności może spowodować problemy z płynnością i zagrożenie dla istnienia firmy – opowiada Marcin Siwa.
Firmy (zarówno duzi, główni wykonawcy, jak i podwykonawcy), aby zdobyć zlecenia znacznie obniżyły swoje marże, by dzięki temu dostać zlecenie i spłacać wcześniejsze zobowiązania za sprzęt, materiał itp. Liczyły też na możliwość późniejszej renegocjacji umów, dopisania nieuwzględnionego w ofercie zakresu kosztów do aneksu, co często miało miejsce kilka lat temu, w czasach hossy. – Jednak obecnie inwestorzy usztywnili się i nie mogą sobie na to pozwolić – twierdzi Piotr Pławski, kierownik zespołu ds. oceny ryzyka branży budowlanej w spółce Euler Hermes.

Sezon ratuje sytuację

Przedstawiciele spółki windykacyjnej Intrum Iustitia obserwują w ciągu ostatnich dwóch lat wzrost liczby dłużników w branży budowlanej w porównaniu z innymi podmiotami, np. z branży reklamowej czy telekomunikacyjnej.
Jednocześnie, jak podają analitycy Euler Hermes, budowlane firmy wykonawcze nie wypadają najgorzej na tle innych branż – otrzymują w terminie ok. 76 proc. swoich należności. W trudniejszej sytuacji znajdują się dostawcy materiałów budowlanych, na których konto wpływa na bieżąco 61 proc. należnych pieniędzy.
Jakub Holewa, wiceprezes Pragma Inkaso i Pragma Faktoring, twierdzi, że obecnie przedsiębiorstwa budowlane mają dobry okres, bo trwa sezon dla tej branży. – Na rynku widać olbrzymie zapotrzebowanie na finansowanie robót budowlanych. Natężenie inwestycji jest szansą na wzrost i wzmocnienie kondycji dla wielu firm wykonawczych. Większych zatorów można się spodziewać na przełomie października i listopada, kiedy sezon budowlany będzie dobiegał końca i motywacja płatników będzie spadać – mówi Jakub Holewa. Dodaje, że średni okres opóźnień w branży skrócił się w ostatnich miesiącach.
Największe jednostkowe długi w tej branży sięgają kilkunastu milionów. Najczęściej dochodzi do nich na linii inwestor – generalny wykonawca i dotyczą realizacji dużych obiektów (np. hotele). – Na rynek obrotu wierzytelnościami takie zobowiązania trafiają rzadko, bo z reguły są one zabezpieczane na etapie podpisywania kontraktów – twierdzi Jakub Holewa. Do Intrum Iustitia trafia w tym roku więcej spraw „budowlanych" niż w analogicznym okresie 2010 r., jednak średnia wartość długów sięgających od kilkuset do kilkuset tysięcy złotych jest niższa i są one zdecydowanie mniej przeterminowane.
– Klienci przekazujący regularnie wierzytelności do windykacji dbają, aby nie były one „starsze" niż sześć miesięcy. Zazwyczaj, bo w 80 proc., zaległości są przeterminowane co najwyżej trzy miesiące – zapewnia Jolanta Piasecka z Intrum Iustitia. Zdaniem Piotra Pławskiego kondycja firm budowlanych już nie powinna się pogorszyć. – Nie widać jednak przesłanek do przesadnego optymizmu – dodaje Marcin Siwa. Coraz więcej gmin ma problemy z pozyskiwaniem środków na inwestycje z powodu wysokiego już zadłużenia i kosztów związanych z jego obsługą. W efekcie do sądów trafia coraz więcej spraw o wydanie nakazu zapłaty na rzecz wykonawców samorządowych inwestycji, co kiedyś było nie do pomyślenia.

Opinia

Piotr Pławski, kierownik zespołu ds. oceny ryzyka branży budowlanej, Euler Hermes
– Samorządowcy starają się wykorzystywać różne kruczki odraczające płatność dla wykonawców ich inwestycji. Wstrzymują odbiór, zmieniają harmonogram i zakres prac w trakcie realizacji pod rygorem wypowiedzenia umowy itd. Zaległe kwoty zasądzone przez sądy i dochodzone na drodze komorniczej nie są problemem tylko małych, prowincjonalnych samorządów, ale też bogatych dotychczas samorządów podwarszawskich czy innych aglomeracji. To jest nowa i niebezpieczna tendencja, bo do tej pory inwestycje publiczne były pewne pod względem płatności.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA