Kraj

Prokuratorzy IPN umarzają zbrodnie PRL

Teraz nawet skazani już funkcjonariusze służb PRL składają wnioski kasacyjne od swoich wyroków, powołując się na uchwałę Sądu Najwyższego. Na zdjęciu stan wojenny, Warszawa, 1983 r.
Fotonova
IPN prowadzi już tylko sprawy zabójstw w PRL. Tak zalecił prokurator generalny po wyroku sądu
Andrzej P., elektryk z Bielska-Białej, za udział w demonstracji w 1982 r. został skazany na trzy lata więzienia i pozbawienie praw publicznych na dwa lata. Wyszedł po siedmiu miesiącach na mocy prawa łaski Rady Państwa. Po aresztowaniu został dwukrotnie pobity przez milicjantów. Po latach nie może liczyć na sprawiedliwość.  Katowicki IPN nie będzie wszczynał postępowania w jego sprawie.
– Choć wiemy o takim czynie, nie możemy już nic w tej sprawie zrobić – przyznaje Ewa Koj, naczelnik katowickiego oddziału Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. W ciągu ostatniego roku oddziałowe komisje IPN umorzyły aż 219 spraw o tzw. zbrodnię komunistyczną zagrożoną karą do pięciu lat więzienia – najwięcej we Wrocławiu (32 śledztwa) i Katowicach (29) – które wcześniej wszczęto. W ciągu roku odmówiono wszczęcia kolejnych 21 spraw, 16 – umorzył sąd.
Wszystkie blisko 250 spraw dotyczy przestępstw innych niż  zabójstwo, usiłowanie zabójstwa bądź ciężkie uszkodzenie ciała, a więc pobicia, znęcania się czy gróźb, a także preparowania dowodów, niszczenia i fałszowania akt SB. Umorzone śledztwa dotyczą głównie funkcjonariuszy MO i SB, którzy pacyfikowali strajkujących czy demonstrantów w latach 70. i 80. Takie przestępstwa miały być ścigane dzięki definicji „zbrodni komunistycznej" zawartej w ustawie o IPN z 1990 r.  Te zagrożone karą do pięciu lat więzienia przedawniały się po pięciu latach. Ale w 1999 r. znowelizowano ustawę o IPN i wydłużono terminy przedawnień. Sąd Najwyższy w maju 2010 r., rozpatrując sprawę wydarzeń radomskich z lat 70., uznał jednak, że – mimo nowelizacji – przestępstwa przedawniły się w 1995 r. Formalnie uchwała SN nie jest wiążąca dla sądów powszechnych. Ale prokuratorzy umarzający sprawy powołują się też na „stanowisko prokuratora generalnego z 11 sierpnia 2010 r. w pełni aprobujące argumentację podniesioną przez Sąd Najwyższy". Pismo powstało na wniosek dyrektora Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Dariusza Gabrela.   Niezastosowanie się do wytycznych Andrzeja Seremeta może w ostateczności grozić prokuratorom nawet postępowaniem dyscyplinarnym. – To związało nam ręce, postawiło nas pod ścianą, zabrało nam niezależność w podejmowaniu decyzji – opowiada jeden z prokuratorów komisji proszący o anonimowość. – Możemy się nie zgadzać z oceną sądów, ale musimy je szanować. To są zasady państwa prawa, które musi mieć jednolitą linię orzecznictwa, inaczej doszłoby do anarchii – mówi z kolei Maciej Schulz z gdańskiej komisji. Prokuratorzy dodają, że wiele pokrzywdzonych żaliło się w sądach na umorzenia. Te jednak utrzymywały w mocy decyzje śledczych. Efekty umorzeń mogą mieć jeszcze inne skutki. Esbecy, którzy wcześniej zostali prawomocnie skazani, teraz składają wnioski kasacyjne od swoich wyroków i powołują się na uchwałę SN. Żądają uniewinnienia. – Tak, są takie przypadki – przyznaje Andrzej Arseniuk, rzecznik IPN. Jeden z prokuratorów: – Przez „sprawiedliwość" tych czasów triumfuje „sprawiedliwość" tamtych czasów.  Komunistycznych zbrodniarzy może już co najwyżej osądzić historia. My już nie. Dariusz Gabrel odmówił rozmowy z „Rz".  
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL