fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Hektary za tanio oddane

Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Wycena gruntu w Warszawie oddanego elżbietankom była znacznie zaniżona – potwierdzili biegli
To był jeden z najgłośniejszych skandali towarzyszących decyzjom likwidowanej Komisji Majątkowej.
W 2008 r. poznańskie zgromadzenie elżbietanek dostało grunt w warszawskiej dzielnicy Białołęka w ramach rekompensat za ziemie utracone w PRL. Wskazał go ich ówczesny pełnomocnik Marek P., były funkcjonariusz SB (reprezentujący przed Komisją wiele kościelnych instytucji). On też znalazł nabywcę, któremu w imieniu elżbietanek ziemię od razu sprzedał.
Marek P. dostarczył Komisji Majątkowej wycenę, z której wynikało, że wskazane przez niego 47 ha w Białołęce są warte 30,7 mln zł.
Wkrótce wybuchł skandal, bo według dzielnicy teren był wart nawet 240 mln zł (według Agencji Nieruchomości Rolnych, właściciela gruntu przed siostrami – 106 mln). Władze Białołęki jeszcze w 2008 r. zawiadomiły prokuraturę o nieprawidłowościach przy wycenie.
Prokuratorzy, którzy zajęli się sprawą, zamówili niezależną wycenę w Zachodniopomorskim Stowarzyszeniu Rzeczoznawców Majątkowych. Jak dowiedziała się „Rz", jego ekspertyza potwierdza, że wartość gruntu drastycznie zaniżono.
– Biegli wycenili dysproporcje między operatem szacunkowym [opinią o wartości nieruchomości], na podstawie którego Komisja orzekła o przekazaniu gruntu zakonowi elżbietanek w Poznaniu, a tym, ile grunt był faktycznie wart. Z opinii wynika, że dysproporcje były znaczne, ale nie podajemy jak bardzo – mówi prokurator Dariusz Ślepokura z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Kto dokonał pierwszej wyceny, którą przedstawiono Komisji Majątkowej? Jej autorem był Krzysztof B. wynajęty przez Marka P.
Później elżbietanki dostarczyły prokuraturze jeszcze jedną ekspertyzę: Komisji Opiniującej przy Małopolskim Stowarzyszeniu Rzeczoznawców Majątkowych z Krakowa. Rzeczoznawca z tego stowarzyszenia Jarosław S. uznał, że pierwotna wycena była prawidłowa.
Autorzy obu wycen – Krzysztof B. i Jarosław S. – usłyszeli w ubiegłym roku zarzut poświadczenia nieprawdy dla osiągnięcia korzyści majątkowych przy wycenie gruntu w Białołęce.
Komisja Majątkowa przyznała zgromadzeniu elżbietanek ziemię w Białołęce błyskawicznie, zaledwie dwa tygodnie po sporządzeniu operatu szacunkowego. Inne kościoły czy parafie, które nie miały pełnomocnika Marka P., czekały na decyzje nawet po kilkanaście lat.
Prokuratura uznała orzeczenie w sprawie Białołęki za sfałszowane – podpisali je tylko przedstawiciele strony kościelnej (ks. Mirosław P. i mec. Krzysztof W.), a zgodnie z prawem powinni to zrobić też członkowie strony rządowej. Orzeczenie parafowali po fakcie. W czerwcu ubiegłego roku usłyszeli zarzuty poświadczenia nieprawdy.
– Nie mamy wątpliwości, że ziemię siostry dostały bardzo tanio – mówi „Rz" burmistrz Białołęki Jacek Kaznowski. – I jak dziś już wiemy, okoliczności pozyskania gruntu i handlu nim są prawnie wątpliwe, a nawet przestępcze.
Dzielnica domagała się w prokuraturze, by nałożyć klauzulę zakazu sprzedaży gruntu. Bezskutecznie.
Marek P. sprzedał ziemię w Białołęce za wartość wskazaną w operacie, czyli ponad 30 mln zł, Stanisławowi Marcowi, przedsiębiorcy z Pomorza. Marzec złożył poświadczenie, że jest rolnikiem z Jabłonny (warunek zakupu gruntu rolnego), co było nieprawdą.
Marzec nie zapłacił zakonnicom pełnej sumy, tylko zaliczkę – 5,5 mln zł. Dlaczego?
– Pełnomocnik zakonu sprzedał nam grunt z wadą prawną, bo bez zgody Watykanu. To my jesteśmy stroną poszkodowaną w sprawie – twierdzi Radosław Marzec, syn biznesmena. Od września spółka, której jest prezesem – Śląska Grupa Inwestycyjna z Katowic – jest właścicielem gruntu w Białołęce, bo Stanisław Marzec sprzedał go swoim dwóm synom (za 80 mln zł).
Mimo że sprawa nie jest sfinalizowana, spółka złożyła kilka miesięcy temu w dzielnicy wniosek o podział ziemi na kilkadziesiąt działek. Chce budować tu osiedle. Czy opinia biegłych rzeczoznawców z Zachodniopomorskiego może przeszkodzić w tych planach?
– Nie. Ta sprawa nas nie dotyczy. My nabyliśmy ten grunt od ojca, a on – w dobrej wierze, po cenie, jaką mu zaproponowano – kwituje prezes Marzec.
Białołęka ma teraz nie lada problem. Na fragmencie tego gruntu ma powstać węzeł komunikacyjny trasy mostu Północnego. – Będzie tam też biegła trasa z Olszynki Grochowskiej – podkreśla Kaznowski. Dzielnica będzie musiała odkupić część ziemi od braci Marców.
Prokuratura, choć dysponuje opinią, że grunt w Białołęce został oddany elżbietankom po znacznie zaniżonej cenie, nie zamierza składać wniosku o unieważnienie orzeczenia Komisji Majątkowej. Sprawa wydaje się zamknięta.
– Do końca czerwca zamierzamy zakończyć śledztwo: albo aktem oskarżenia, albo umorzeniem – zapowiada prokurator Ślepokura. Elżbietanki z Poznania nie chciały rozmawiać z „Rz" telefonicznie. Poprosiły o przesłanie pytań listownie.
Szef CBA Paweł Wojtunik przesłał w poniedziałek do prokuratora generalnego zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstw w 11 orzeczeniach Komisji Majątkowej, m.in. niegospodarności, przekroczenia uprawnień i poświadczenia nieprawdy w dokumentach.
Wątpliwości agentów budzą m.in. zwroty nieruchomości i wyceny. Według CBA w efekcie działania Komisji Majątkowej Skarb Państwa, instytucje państwowe i samorządowe poniosły szkody majątkowe w wielkich rozmiarach. Śledztwo w sprawie działań Komisji od prawie trzech lat prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gliwicach, która kilka miesięcy temu postawiła adwokatowi z komisji Piotrowi P. zarzut przyjęcia 200 tys. zł łapówki od Marka P. Markowi P. zaś zarzuty: trzy dotyczące oszustw na sumę 10 mln zł, jeden korupcji członka komisji.
Rządowo-kościelna Komisja Majątkowa przez 20 lat zajmowała się przyznawaniem rekompensat kościołom, parafiom i zakonom za mienie zagrabione w czasach PRL. Od 1 marca przestanie istnieć. Jak ujawniła już „Rz", 8 marca Trybunał Konstytucyjny ogłosi, czy komisja działała zgodnie z konstytucją (chodzi m.in. o brak możliwości odwołania się od jej decyzji). Zajął się tym na wniosek SLD. TK może sprawę umorzyć, bo komisja już nie działa. Może też uznać, że przepisy, na podstawie których działała, były konstytucyjne. A jeśli sędziowie orzekną o ich niezgodności z ustawą zasadniczą, to musieliby wydać wyrok z mocą wsteczną, by samorządy (które przez orzeczenie komisji straciły majątek na rzecz Kościoła) mogły dochodzić odszkodowań. TK może również orzec o niekonstytucyjności tych przepisów, ale wyłączyć w wyroku możliwość dochodzenia odszkodowań przez samorządy.
 
i.k.
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA