fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Ustawodawcy nie konsultują z branżą zmian w prawie

Archiwum
Magdalena Lemańska
Ustawodawcy nie mają wystarczającej wiedzy na temat Internetu, azmieniając przepisy dotyczące sieci nie konsultują tego z branżą
Rz: - Co najbardziej bulwersuje firmy działające w Internecie, jeśli chodzi o spodziewane zmiany w prawie dotyczące Internetu?
Piotr Kowalczyk: Nas, jako organizację zrzeszającą takie firmy, najbardziej bulwersuje to, że przy większości projektów zmian w regulacjach prawnych, nikt nie analizuje ich pod kątem wpływu, jakie mogą mieć na konkurencyjność polskich przedsiębiorców internetowych. Brakuje analizy, z której często wynikałoby, że wprowadzenie jakiejś regulacji będzie skutkowało wzrostem kosztów po stronie firm działających w tej branży, bo ustawodawcy brakuje wiedzy na temat zasad działania firm internetowych i funkcjonowania internetu w ogóle. Organizacje takie jak IAB chętnie angażują się w konsultacje, ale nie zawsze jesteśmy do tych konsultacji zapraszani. Gdyby była na to szansa, można by uniknąć wielu nieporozumień i zapisów, które powodują, że musimy głośno protestować.
Rz: - Co wywołało taki sprzeciw w nowelizacji ustawy medialnej pod kątem dyrektywy audiowizualnej i co dalej z tymi przepisami?
Wiele kwestii wywołało sprzeciw, i to nie tylko branży internetowej ale także internautów. Przede wszystkim proponowany kształt ustawy medialnej był niezgodny z samą dyrektywą, która zaleca minimum regulacji w zakresie audiowizualnych usług medialnych w internecie oraz minimum barier wejścia na ten rynek. Konkretne zapisy ustawy powodowałyby właśnie np. wyższe koszty działalności firm internetowych. To wynikałoby z dwóch zapisów. Pierwszy kontrowersyjny zapis dotyczył obowiązku przeznaczenia określonej części materiałów wideo na żądanie na audycje europejskie. O ile to ma sens w przypadku tradycyjnego radia czy telewizji, w przypadku Internetu nie ma, bo tam konsument sam decyduje, co będzie oglądał. I nawet gdyby ta kwota została ustalona na 90 proc., internauci i tak mogą zdecydować, że będą oglądać tylko pozostałe, nieeuropejskie 10 proc. oferty.
Przy większości projektów internetowych zmian w przepisach, nikt nie analizuje
Drugi dotyczył  wprowadzenia dodatkowych, technicznych zabezpieczeń służących do ochrony małoletnich przed oglądaniem treści niepożądanych. Gdyby każdy serwis wideo miał wprowadzać takie zabezpieczenia, wzrosłyby koszty działania, trudne do udźwignięcia zwłaszcza dla mniejszych serwisów. W dodatku nikt nie ma pomysłu, jak takie mechanizmy skutecznie wprowadzić, bo nie ma możliwości sprawdzania, kto faktycznie siedzi przy komputerze. Można żądać od internauty próbującego wejść na jakąś stronę jakiejś formy identyfikacji, ale to też nie daje 100 proc. gwarancji, że jest dorosły. Trzeba też pamiętać, że te obowiązki dotyczyłyby tylko firm polskich, cała zagraniczna konkurencja w praktyce zapewne nie musiałaby się do nich stosować, a więc de facto ograniczamy konkurencyjność własnych przedsiębiorstw na globalnym rynku.
Całość zapisów o Internecie w nowelizacji ustawy o rtv została na razie uchylona przez Senat, ale rząd w osobie Pana Premiera Tuska zapowiedział powrót do tego tematu i rzetelną debatę z uwzględnieniem również naszych postulatów, na co bardzo liczymy.
Rz: - Dlaczego urzędnicy twierdzili, że rejestracja bibliotek wideo w Internecie nie obejmie np. blogów, a branża uważa, że to realne?
Większość prawników skłaniała się ku temu, że w takiej formie, w jakiej to było zapisane, objęłoby nawet blogi i strony prywatne. Kryterium decydującym zapisanym  w propozycji ustawy było prowadzenie działalności gospodarczej, a taką przecież może prowadzić każdy bloger, wystarczy że wyświetla na swoim blogu reklamy pochodzące z którejś z wielu sieci reklamowych.
W innych krajach europejskich są dwa rodzaje podejścia do implementacji tego zapisu dyrektywy. W pierwszym bardzo wąsko określa się w ustawie zakres podmiotów, które mają podlegać rejestracji. Drugie zakłada, że zakres firm, które mogą podlegać rejestracji jest dość szeroki, ale wtedy nie ma obowiązku rejestracji, przedsiębiorstwo samo decyduje czy się zarejestruje czy nie lub obowiązki wynikające z tej rejestracji są stosunkowo mało uciążliwe.
Rz: Dlaczego branża podważa propozycje blokowania stron zawierających pornografię dziecięcą?
Ten temat jest nieco na uboczu w stosunku do głównego profilu IAB, jakim jest przede wszystkim reprezentacja interesów naszych członków, a więc tematy bliższe biznesowi, w szczególności mające związek z reklamą internetową, ale zabraliśmy głos w tej sprawie kiedy rząd polski musiał się ustosunkować do tej kwestii wobec Rady UE. Według nas ten pomysł jest niedobry, bo nieskuteczny. Jeśli ktoś jest zainteresowany takimi treściami, nie będzie miał problemu żeby takie blokady obchodzić. Dlatego nielegalne treści powinny być usuwane, a nie blokowane, a ich autorzy ścigani z mocy prawa. Stworzenie infrastruktury do blokowania takich treści, w późniejszym czasie może rodzić pokusę do wykorzystania jej do blokowania jeszcze innych treści, a więc stanowi wstęp do ustanowienia cenzury internetu. A takie działania z kolei mogą ograniczać nie tylko sferę wolności obywatelskich, ale także swobodę prowadzenia działalności gospodarczej w internecie. W samej UE kwestia blokowania treści pojawiła się zresztą już wcześniej, w 2007 roku, w kontekście przeciwdziałania terroryzmowi – wtedy argument o tym, że blokowanie nie zastąpi usuwania przeważył i z pomysłu blokowania UE się wycofała.
Rz: - Co z kwestią tzw. cookies?
Jest projekt nowelizacji prawa telekomunikacyjnego, gdzie kwestia zapisywania cookies jest regulowana w sposób nieprzemyślany i niekorzystny dla branży oraz internautów. Zakłada, że trzeba będzie każdorazowo uzyskiwać zgodę użytkownika na zapisanie cookie na jego komputerze. To implementacja dyrektywy o e-prywatości, która naszym zdaniem jest zła, bo skutkowałaby tym, że każdy internauta codziennie musiałby przeglądać i zatwierdzać ileś-tam formularzy w sprawie cookies. Można sobie wyobrazić, jakby wyglądało takie korzystanie z Internetu. Za każdym razem użytkownik mógłby się też nie zgodzić na instalację cookies, co miałoby wpływ na badania Internetu w Polsce, bo część informacji nie byłaby możliwa do uzyskania. Nie wspominam już, że taki pomysł powodowałby w praktyce niemożność współpracy z policją, prokuraturą i innymi uprawnionymi organami w zakresie udostępniania przez firmy internetowe informacji związanych z bezpieczeństwem państwa, dotyczących np. osób poszukiwanych. Gdyby użytkownicy mogli się nie zgadzać na rejestrację cookies, wielu informacji nie moglibyśmy uzyskać. Dlatego liczymy, że przepisy w tej formie w życie nie wejdą. Trwają w tej sprawie konsultacje społeczne i liczymy, że będziemy mieli możliwość rozmawiać z ministerstwem infrastruktury na ten temat.
- Co jeszcze nas czeka, jeśli chodzi o regulowanie Internetu?
Cały szereg zagadnień, np. specjalne regulacje dotyczące handlu w internecie – w związku z tym zresztą w IAB zawiązała się niedawno grupa robocza e-commerce, której celem m.in. będzie włączenie się w konsultacje z tymi regulacjami związane. Cały czas toczy się dyskusja nad zmianami w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną, m.in. określeniem zakresu i wyłączeń odpowiedzialności dostawców usług za treści umieszczane na ich platformach przez użytkowników bądź tworzone w sposób automatyczny i procedur z tym związanych. Wciąż tak naprawdę nieuregulowana jest kwestia retencji danych w odniesieniu do dostawców treści w internecie.
Rozmawiała Magdalena Lemańska
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA