Film

Orzeł dla Chmielewskiego

eżyser i producent filmowy. Działacz Stowarzyszenia Filmowców Polskich, wiceprezes w latach 1983-87. Kierownik artystyczny Zespołu Filmowego "Oko". W latach 1987-89 członek Komitetu Kinematografii.
Film Polski
Orły 2011. Nagrodą za osiągnięcia życia członkowie Polskiej Akademii Filmowej uhonorowali Tadeusza Chmielewskiego
Tadeusz Chmielewski wpisał się do historii polskiej kinematografii głównie jako twórca komedii. Dziś filmy tego gatunku stają się kasowymi przebojami, a ich twórcy chodzą w glorii artystów umiejących nawiązać kontakt z publicznością. Chmielewski pracował w czasach, gdy nie był to gatunek szczególnie poważany. Jego obraz „Gdzie jest generał" z ogromnym trudem udało się skierować do produkcji. Pod koniec lat 60., gdy partyzanci umierali na ekranie brocząc czerwoną krwią, komedia „Jak rozpętałem II wojnę światową", jako „błaha", powstała na czarno-białej taśmie, tracąc szanse na sprzedaż za granicą.
A przecież te tytuły, podobnie jak inne filmy Chmielewskiego — „Ewa chce spać" czy „Nie lubię poniedziałku" powinni dziś oglądać młodzi filmowcy, by uczyć się sztuki rozśmieszania widzów. — Komedia wymaga taktu i wyczucia smaku, a jej scenariusz trzeba przerabiać wiele razy — twierdzi Tadeusz Chmielewski. Urodził się w Tomaszowie Mazowieckim, miał 12 lat, gdy wybuchła wojna. Chodził do zawodówki, dorabiał jako czeladnik ślusarski, ale strasznie chciał wyrwać się z marazmu małego miasta. Po wojnie wyjechał do rodziny do Świnoujścia. Pracował jako robotnik i eksternistycznie zdał maturę w Szczecinie. I pisał. Posłał próbki tego pisania do szkoły filmowej do Łodzi, a tam przeczytał je Antoni Bohdziewicz. Wziął zdolnego chłopaka pod swoje skrzydła.
Chmielewski należał do drugiego rocznika studentów, którzy trafili do Łodzi. Był w grupie z Kazimierzem Kutzem, z Januszem Morgensternem. Razem chcieli zrobić film o powstaniu warszawskim. Ale był rok 1953, nie pozwolono im. Chmielewski zadebiutował w fabule w 1957 roku obrazem „Ewa chce spać". To do dzisiaj jedna z najzabawniejszych polskich komedii. — Początkowo scenariusz miał motto: „Policjantom, żeby częściej się uśmiechali". Ale film nie wszedłby do kin, gdybym nie przeniósł akcji w jakiś nieokreślony świat bajki. W latach sześćdziesiątych Tadeusz Chmielewski nakręcił „Waleta pikowego", „Dwóch panów N.", „Gdzie jest generał?", „Pieczone gołąbki", trzy części „Jak rozpętałem drugą wojnę światową". Potem powstały jeszcze komedie „Nie lubię poniedziałku" i „Wiosna, panie sierżancie". W 1978 roku na podstawie powieści Ladislava Fuksa zrealizował „Wśród nocnej ciszy" — interesujący obraz sensacyjny, z mroczną aurą tajemnicy i znakomicie zarysowanymi postaciami. W 1983 roku nakręcił „Wierną rzeka" według Żeromskiego. Film - bardzo piękny, starannie wyreżyserowany - został zatrzymany przez cenzurę. Wszedł na ekrany dopiero po stanie wojennym. Od tej pory Tadeusz Chmielewski nie stanął za kamerą. - Nie bardzo odpowiadają mi współczesne recepty na sukces: nie chcę inscenizować pościgów samochodowych, zatrudniać w głównych rolach piosenkarki — powiedział mi kilka lat temu. Od 1984 roku jest szefem zespołu, a potem studia filmowego „Oko". To w jego studiu Dorota Kędzierzawska zrobiła „Wrony", to tu powstał cykl „U Pana Boga..." i film „To ja, złodziej" Jacka Bromskiego. „Oko" było współproducentem „Ogrodu Luizy" Wojtyszki i „Galerianek" Katarzyny Rosłaniec. Ten wyciszony, starszy pan, Tak jak kiedyś Stanisław Różewicz, nie potrafi odnaleźć się w czasach, w których trzeba rozpychać się łokciami. Ale przecież jest jednym z ostatnich twórców, dla których kino nie jest przemysłowym produktem, lecz magią.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL