Wraz z 1 lipca kończy się okres, w którym podmioty pośredniczące w obrocie kryptowalutami, zgodnie z unijnym rozporządzeniem MiCA, mogły działać legalnie, bez zezwolenia. W skali UE zaledwie 20 proc. świadczących usługi w tej branży zdobyło licencję. Pozostałe powinny zakończyć działalność, a wcześniej zaproponować inwestorom albo zwrot pieniędzy, albo transfer kryptoaktywów do podmiotu z licencją. W Polsce zdobycie zezwolenia jest niemożliwe, bo prezydent zawetował ustawę.

Wygaszanie działalności

„Sam wpis do polskiego rejestru działalności z zakresu walut wirtualnych nie stanowi zezwolenia na prowadzenie działalności regulowanej przez MiCA i po 1 lipca nie będzie uprawniał do wykonywania działalności w zakresie walut wirtualnych, ani w Polsce, ani poza jej granicami” – wskazuje dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Katowicach w swym komunikacie.

Największe podmioty (choć nie wszystkie, czego przykładem jest światowy gigant na rynku krypto giełda Binance) uzyskały licencję w innych krajach UE. Pozostałe (w skali całej UE ich liczbę szacuje się na 80 proc.) muszą przestać świadczyć swe usługi. Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) w wydanym 23 czerwca komunikacie oczekuje, że podmioty, które nie uzyskały zezwolenia zlikwidują działalność (wind down) w zakresie kryptoaktywów. Mają też „natychmiast zaprzestać przyjmowania nowych klientów z UE, powstrzymać się od otwierania nowych relacji z klientami lub kont oraz zaprzestać działań marketingowych i akwizycyjnych”, a także ograniczyć świadczenie usług do działań niezbędnych do sprzedaży lub transferu kryptoaktywów, realokacji aktywów lub zamknięcia pozycji. Przechowywanie kryptoaktywów klientów może być kontynuowane tylko przez okres niezbędny do przeprowadzenia uporządkowanego wyjścia”.

281

podmiotów widnieje w rejestrze dostaw usług kryptowalutowych (CASP) prowadzonym przez ESMA (stan na 26 czerwca)

80 proc.

podmiotów w skali całej UE dotychczas prowadzących pośrednictwo w zakresie kryptowalut nie uzyskało zezwolenia na kontynuowanie działalności

ponad 1,8 tys.

podmiotów jest wpisanych do rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych (VASP)

Tę wykładnię przepisów w odpowiedzi na pytania „Rzeczpospolitej” potwierdza resort finansów. „Po tej dacie (1 lipca 2026 r.; red.) podmioty, które do tej pory prowadziły działalność na rynku kryptoaktywów, a nie uzyskały zezwolenia na podstawie rozporządzenia MiCA muszą zakończyć swoją działalność. Dalsze prowadzenie działalności na terenie UE bez zezwolenia będzie złamaniem przepisów unijnych” – pisze resort.

– Proceder wypychania z Polski firm zajmujących się kryptowalutami trwa od lat. Brak przyjęcia na czas ustawy o kryptoaktywach i przykre konsekwencje tego stanu rzeczy nie są więc, niestety, zaskoczeniem. Komisja Nadzoru Finansowego i generalny inspektor informacji finansowej (GIIF) umywają ręce od odpowiedzialności za ten sektor. Co się jednak stanie z klientami firm, które jak dotąd działały legalnie? Przecież inwestor nie musi wcale chcieć wycofać swoich środków, a firma nie ma prawa go do tego zmusić. Konsumentów chronią bowiem przepisy polskie i unijne – mówi Robert Wojciechowski, prezes Izby Gospodarczej Blockchain i Nowych Technologii.

Czytaj więcej

Binance na cenzurowanym w Europie. Od 1 lipca duże zmiany dla Polaków

Nasz rozmówca przekonuje, że Polska, nie uchwalając ustawy o rynku kryptoaktywów, doprowadziła do naruszenia nie tylko interesów firm kryptowalutowych, ale również praw konsumentów.

– Gdyby przyjąć, że po 1 lipca podmioty bez zezwolenia powinny zniknąć z rynku, to wówczas inwestorzy – klienci pozostaliby pozbawieni swoich środków i prawa do swobodnego dysponowania nimi. Trudno oszacować, o jak wielu podmiotach mówimy – jest ich jednak z pewnością niemało. Przyjmujemy więc, że brak krajowych przepisów zabrania pozyskiwania nowych klientów, ale nie nakłada obowiązku zerwania współpracy ze starymi. Prognozuję też, że sprawa swój finał znajdzie w TSUE, który nałoży na Polskę gigantyczną karę za doprowadzenie do wielkiej niepewności dla polskich inwestorów – zaznacza Wojciechowski.

Mogą być problemy z wypłatą pieniędzy

– Przekonanie niektórych firm kryptowalutowych, że po 1 lipca będą mogły bez zezwolenia świadczyć usługi dla swoich starych klientów jest błędne. Podmioty te nie są uprawnione do prowadzenia działalności na terenie UE, wyjątkiem może być pod pewnymi warunkami oparcie się o zasadę reverse solicitation (tzw. odwrócony marketing, wyjątek umożliwiający firmie spoza UE świadczenie usługi na życzenie klienta; red.). W skali całej UE ok. 80 proc. firm, które dotychczas działały w obszarze kryptoaktywów nie uzyskały zezwolenia MiCA w żadnym kraju członkowskim. Te podmioty muszą zniknąć z unijnego rynku, a wcześniej zwrócić swoim klientom zainwestowane środki – tłumaczy Jan Ziomek, adwokat, ekspert ds. rynku kryptoaktywów

Zastrzega jednak, że odzyskanie pieniędzy w postaci złotówek albo euro może być problematyczne. – Banki oraz instytucje płatnicze ze względów regulacyjnych są bowiem zobowiązane do wypowiedzenia tym podmiotom umów rachunków, jeśli nie uzyskają zezwolenia zgodnie z rozporządzeniem MiCA. Proces wypowiadania umów trwa od kilku tygodni i powinien zakończyć się przed 1 lipca. Klienci z tego powodu mogą mieć problemy w odzyskaniu pieniędzy w walucie FIAT (np. euro albo złotówki – red.) Natomiast wciąż bez problemów powinni móc odzyskać środki w postaci kryptowalut, np. bitcoina – mówi mec. Ziomek.

Zapytane o bezpieczeństwo portfelów inwestorów MF odesłało nas do cytowanego już komunikatu ESMA. Resort wskazał również, że „klienci korzystający z usług kryptoaktywów w UE są proszeni o sprawdzenie, czy ich dostawca posiada autoryzację MiCA w rejestrze ESMA i niezwłoczne podjęcie działań w przypadku braku autoryzacji, w tym poprzez przeniesienie swoich kryptoaktywów do autoryzowanego podmiotu CASP. Klienci napotykający trudności powinni w pierwszej kolejności skontaktować się ze swoim dostawcą” – czytamy w odpowiedzi nadesłanej do „Rzeczpospolitej”.

Państwo bezsilne

Zapytaliśmy KNF, czy będzie karać, a jeśli tak, to na jakiej podstawie, podmioty działające bez zezwolenia. W odpowiedzi odesłano nas do komunikatu KNF sprzed tygodnia. Czytamy w nim, że „w związku z brakiem wejścia w życie w Polsce ustawy wdrażającej rozporządzenie MiCA, żaden krajowy organ administracji publicznej, w tym KNF, nie został dotychczas wyznaczony jako właściwy organ w odniesieniu do nadzoru nad działalnością objętą tym rozporządzeniem, z wyjątkiem działalności emitentów tokenów będących e-pieniądzem”. Rzecznik KNF wyjaśnił „Rzeczpospolitej”, że „w praktyce oznacza to, że KNF nie jest właściwa, jeśli chodzi o nadzór nad rynkiem kryptowalut, nie licencjonuje giełd kryptowalut i nie posiada wobec nich prawnych narzędzi oddziaływania”.

– KNF i GIIF nie chcą ścigać tych, którzy działają bez zezwolenia, bo prawo nie daje im podstawy do takiego działania. Obstawiam, że takie giełdy kryptowalutowe mogą być ścigane przez prokuraturę. Polskie organy zapominają albo udają, że nie wiedzą, że blockchain jest transgraniczny. Jeśli włączę VPN i zaloguję się np. w Singapurze, to nie będę już przecież podlegał pod polskie i unijne prawo. Na tej sytuacji skorzystają więc arbitrażyści regulacyjni i podmioty gotowe przenosić działalność poza realny nadzór, a nie uczciwi inwestorzy – stwierdza Robert Wojciechowski.

O to, czy wobec nieprzyjęcia na czas ustawy państwo polskie pozostanie bezsilne wobec firm działających bez zezwolenia zapytaliśmy również MF. „Brak krajowych przepisów, w tym przede wszystkim brak wyznaczonego organu nadzoru nad rynkiem kryptoaktywów bardzo ogranicza możliwość reakcji państwa na niepożądane zjawiska na tym rynku. Trzykrotnie zawetowana przez prezydenta ustawa przyznawała KNF szereg narzędzi nadzorczych i kontrolnych mających na celu minimalizowanie nadużyć na rynku kryptoaktywów oraz surowe kary dla podmiotów niedostosowujących się do zasad przewidzianych w unijnym rozporządzeniu MiCA” – czytamy w nadesłanej do nas odpowiedzi.

– KNF wprost nie ma podstaw do nadzorowania dostawców usług w zakresie kryptowalut, ale jeśli taka firma będzie prowadziła działalność inwestycyjną albo płatniczą (a w praktyce zazwyczaj będą) bez wymaganego zezwolenia, to wówczas KNF będzie już miała podstawę do ścigania tego podmiotu na podstawie dotychczasowych przepisów. Po drugie, nawet jeśli taka firma dziś nie będzie ścigana, to działając nielegalnie, narazi się na brak możliwości uzyskania zezwolenia kiedykolwiek w przyszłości, bo łamiąc przepisy, nigdy nie przejdzie pozytywnie weryfikacji poprzedzającej udzielenie zezwolenia – zaznacza mec. Ziomek.

Na możliwość działania publicznych organów wskazuje też dr hab. Konrad Zacharzewski, adwokat, profesor Akademii Leona Koźmińskiego, kierownik Zakładu Prawa Handlowego i Rynku Kapitałowego ALK.

– Podmioty działające bez zezwolenia będą mogły być ścigane przez policję, prokuraturę, urzędy skarbowe i GIIF na podstawie przepisów ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy. Jeśli te podmioty będą prowadziły doradztwo inwestycyjne albo działalność maklerską, to również KNF będzie miała w tym zakresie uprawnienia m.in. do wpisywania na listę ostrzeżeń publicznych, co już dziś robi – wylicza prawnik.

Chaosu można było uniknąć

Historia prób uregulowania rynku kryptowalut jest znacznie dłuższa niż toczący się przez ostatnie pół roku spór na linii rząd – prezydent. Zaczęło się od uchwalonego w 2023 r. unijnego rozporządzenia MiCA, czyli pierwszego „kodeksu” regulującego rynek, dotychczas pozostający niemal całkowicie poza regulacjami prawnymi. Choć MiCA, jak każde unijne rozporządzenie, obowiązuje bezpośrednio, to do wyznaczenia krajowego organu odpowiedzialnego za nadzór nad rynkiem i wydawanie zezwoleń na obrót kryptoaktywami (miała nim być KNF) potrzeba było polskiej ustawy.

Rząd powinien był przyjąć stosowne regulacje jeszcze przed wejściem w życie unijnego rozporządzenia, czyli przed 30 grudnia 2024 r. Tak się jednak nie stało mimo – co warto zaznaczyć – licznych apeli samych giełd kryptowalut. Zwłoka rządzących nie przekreślała jednak szans na zapobiegnięcie problemom. MiCA przewidywała półtoraroczny okres przejściowy, w którym podmioty branży krypto mogły działać legalnie na podstawie wpisu do prowadzonego przez Izbę Administracji Krajowej rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych (tzw. licencja VASP). Terminem granicznym był 1 lipca.

Rządzącym nie udało się dojść do porozumienia z prezydentem, który trzykrotnie zawetował ustawę o rynku kryptoaktywów. Twierdził, że proponuje się w niej rozwiązania dalece wykraczające poza treść unijnego rozporządzenia. W konsekwencji podmioty pośredniczące w obrocie kryptowalutami (m.in. giełdy i kantory) zostały postawione przed wyborem: albo uzyskają zezwolenie w innych krajach UE i na jego podstawie będą legalnie działały również w Polsce, albo zakończą działalność.