Nieruchomości

Po uchwaleniu planu zagospodarowania gminie należy się opłata planistyczna

Ministerstwo Budownictwa zaproponowało stałą 25-proc. stawkę opłaty planistycznej. Uiszcza ją właściciel w razie sprzedaży gruntu, w ciągu 5 lat od uchwalenia planu
Zmiana przeznaczenia gruntu w planie zagospodarowania przestrzennego przynosi najczęściej korzyść właścicielowi, którą można nazwać "wartością dodaną".
- Wartość dodana wynika z działań samorządu i powinna być w całości lub części przez gminę odzyskana - twierdzi prof. Ryszard Cymerman z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Obecnie obowiązującą stawkę (do 30 procent) gminy wykorzystują, aby uchwalić niską lub wręcz zerową stawkę. Rezygnację z dochodu tłumaczą niechęcią do dodatkowego obciążania swych wyborców kosztowną procedurą obliczania opłaty, słabą ściągalnością i jej symbolicznym wymiarem.
Ale od dwóch lat sytuacja się zmienia i coraz więcej gmin zaczyna pobierać opłaty. Pozwoliła na to nowa ustawa z 2003 roku, w której pojawił się obowiązek prognozowania skutków finansowych planów miejscowych. Gminy zdopingował też wzrastający popyt na nieruchomości. - Radni przekonali się, że dochód z opłat nie jest mały, i uchwalili najwyższą 30-proc. stawkę -powiedział Piotr Kopeć, zastępca wójta podwrocławskich Kobierzyc, jednej z najszybciej rozwijających się gmin w Polsce. -W 2006 roku uzyskaliśmy z tego tytułu 220 tys. zł. Wynik mógłby być lepszy, gdyby nie odwołania od decyzji wójta w sprawie wysokości opłaty oraz wstrzymywanie się z transakcją sprzedaży do momentu upływu 5 lat. Wydaje się, że zmiana z elastycznej na sztywną, choć mniejszą, stawkę stanowi korzystne rozwiązanie, zmusi bowiem gminy do rezygnacji z niskich stawek. Ministerstwo chce, aby dochody z opłaty finansowały m.in. sporządzanie planów. Czy ich wysokość na to pozwoli, to inna sprawa. Sporządzenie planu należy do kosztownych wydatków, sięgających kilkudziesięciu tysięcy złotych. Opłata może więc zrekompensować tylko część kosztów. W kolejnym punkcie ustawodawca bagatelizuje tę sprawę, ponieważ zezwala, w wypadku gdy koszty związane z ustaleniem opłaty przekraczają jej wysokość, na odstąpienie od jej pobrania. Zapis ten może stanowić pokusę, zwłaszcza dla gmin wiejskich, aby nadal unikać pobierania opłaty. Czy w takim razie nie lepiej pozostać przy dotychczasowym rozwiązaniu, z uwagi na pozytywny trend uchwał w tej sprawie, a zastanowić się nad przyczyną m.in. słabej ściągalności opłaty, czyli ograniczenia jej poboru tylko do 5 lat? Pięcioletni okres opóźnia jedynie decyzje o sprzedaży nieruchomości, nie przynosząc gminie żadnych korzyści. Należy mieć nadzieję, że w toku dyskusji nad nowelizacją ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym propozycje ministerstwa zostaną dostosowane do realiów samorządowych. Zwiększenie poboru opłaty planistycznej wymaga spełnienia kilku warunków. Po pierwsze, opłata powinna obowiązywać nie tylko od planów miejscowych, lecz także od opracowania studium i decyzji o warunkach zabudowy. One bowiem także wywołują wzrost wartości nieruchomości. Po drugie, prognozy skutków powinni sporządzać rzeczoznawcy majątkowi, a nie urbaniści. Trzeba też zmienić filozofię w podejściu do problemu. W tej chwili mamy do czynienia z korupcją przestrzenną, która polega na tym, że jedni właściciele zyskują na uchwaleniu planu, natomiast inni, dysponujący np. gruntami rolnymi czy leśnymi, nie. Ze strony tych ostatnich powstaje presja, aby zmienić przeznaczenie ich nieruchomości na bardziej atrakcyjne. Gdyby gmina mogła pobrać 50 proc. lub całą "wartość dodaną", a przynajmniej nie ograniczać jej do 5 lat, to sytuacja stałaby się zdrowsza.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL