Ekonomia

Gra o Muzę

Warszawskie wydawnictwo jest obecne na polskim rynku księgarskim od 1991 roku
Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
O kontrolę nad jednym z najbardziej rozpoznawalnych wydawnictw w kraju walczy firma poligraficzna Kompap. Muza broni się jednak przed przejęciem
Muza jest dziś jednym z największych i najbardziej rozpoznawalnych wydawnictw książkowych w Polsce. Działa od 1991 roku, a od roku 1998 jest notowana na warszawskiej giełdzie.
Firma w ostatnich latach nie rozpieszczała inwestorów spektakularnymi informacjami. Od kilku tygodni znowu jest o niej jednak głośno. Wszystko to za sprawą wzmożonych zakupów akcji spółki dokonywanych przez inną giełdową firmę, Kompap, oraz członków zarządu i rady nadzorczej samego wydawnictwa. Wygląda na to, że w najbliższych tygodniach rozegra się emocjonująca walka o władzę w firmie, której zwycięzcę trudno byłoby już dziś wskazać.
Muza wydaje książki tak znanych i popularnych autorów, jak choćby Carlos Ruiz Zafon, Bernhard Schlink, Haruki Murakami, ale również klasyczne już powieści Ernesta Hemingwaya, Gabriela Garcii Marqueza, Julio Cortazara, Michaiła Bułhakowa czy Vladimira Nabokova. [srodtytul]Od „Burdy” do książek[/srodtytul] Niewiele osób pamięta jednak, że wcześniej założona przez Adama Kaczmarka i Stanisława Stępnia spółka zajmowała się wydawaniem i dystrybucją w Polsce niemieckiego czasopisma „Burda”. Pierwszymi opublikowanymi przez Muzę powieściami były książki z serii o przygodach Tomka Wilmowskiego. Prawo do ich wydawania załatwił Włodzimierz Czarzasty, który pojechał do Alfreda Szklarskiego i odpowiedział na zadane przez niego po trzy pytania dotyczące każdej z powieści. – Do Muzy przyszedłem w grudniu 1990 r. Byłem autorem pomysłu wydawania książek. Od tego czasu firma wydała kilka czy kilkanaście tysięcy tytułów. Jednak ten etap uznaję za zakończony. Odszedłem z przedsiębiorstwa, kiedy Aleksander Kwaśniewski powołał mnie na członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (w maju 1999 roku – red.) – mówi „Rz” Włodzimierz Czarzasty. Jego nazwisko stało się głośne w 2003 roku za sprawą tzw. afery Rywina. Zeznania i wypowiedzi wielu osób czynią z Czarzastego jedną z czołowych postaci tej afery, a Zbigniew Ziobro w swoim raporcie z prac komisji śledczej zaliczył go do „grupy trzymającej władzę”. Czarzasty zeznawał w procesie wiceminister kultury w rządzie SLD, Aleksandry Jakubowskiej i trzech innych osób oskarżonych o bezprawne wprowadzenie w 2002 r. zmian w rządowym projekcie ustawy o radiofonii i telewizji. Tłumaczył wtedy, że usunięcie słów „lub czasopisma” z projektu było „czystym błędem technicznym”. Jego zdaniem zapis ten i tak nie miał znaczenia. W szczytowym momencie aktywności w Muzie Czarzasty kontrolował nawet kilkanaście procent akcji wydawnictwa. W 2006 r. praktycznie wycofał się jednak z akcjonariatu spółki (jego udział w ogólnej liczbie głosów na zgromadzeniach akcjonariuszy spółki spadł poniżej 5 proc.). – Kontroluję nieznaczny pakiet akcji Muzy. Trzymam kciuki za firmę, jednak już się nie zajmuję zarządzaniem nią – mówi Włodzimierz Czarzasty. Nie informuje też jednoznacznie, czy zwiększał ostatnio zaangażowanie. – O wszystkich ruchach giełda jest informowana na bieżąco – twierdzi. Znaczącym udziałowcem firmy pozostaje jednak jego żona Małgorzata, która jest również członkiem zarządu spółki. [srodtytul]Nowy rozdział[/srodtytul] Prezesem spółki od lipca 1999 roku jest Marcin Garliński. W jaki sposób trafił do wydawnictwa? – Moim kuzynem jest Włodzimierz Czarzasty. Na studiach szukałem pracy i w ten sposób dostałem się do wydawnictwa. Początkowo otrzymywałem teksty do przepisywania – mówi „Rz” Garliński. – Po około roku ówczesny dyrektor finansowy, Stanisław Stępień, zapytał mnie, czy nie chciałbym zostać jego asystentem. Studiowałem dziennie ekonomię, więc początkowo pracowałem na umowę zlecenie – wspomina. – Brałem czynny udział w opracowywaniu strategii rozwoju i sposobów pozyskania finansowania potrzebnego do jej realizacji. Po trzech latach, gdy Stanisław Stępień obejmował stanowisko prezesa spółki, zaproponowano mi funkcję p. o. dyrektora finansowego. Po około roku wygrałem wewnętrzny konkurs na prezesa spółki – dodaje Garliński. Wspomina, że zmiany w zarządzie podyktowane były przede wszystkim powierzeniem Włodzimierzowi Czarzastemu funkcji członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Na początku 2001 roku Muza była o krok od przejęcia Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych. Spółka podpisała już nawet z resortem skarbu projekt umowy sprzedaży akcji Wydawnictw. Do uzgodnienia pozostał jedynie pakiet socjalny dla pracowników prywatyzowanej spółki. Ówczesny minister skarbu Sławomir Cytrycki unieważnił jednak przetarg ogłoszony przez jego poprzednika Wiesława Kaczmarka. Garliński nie chce spekulować o przyczynach unieważnienia przetargu. – Zaskoczyła nas ta decyzja, gdyż domknięte były już niemal wszystkie kwestie formalne i finansowe – mówi tylko. [srodtytul]Na celowniku Kompapu[/srodtytul] O Muzie głośno zrobiło się w ostatnich tygodniach, gdy jej akcji dokupować zaczął Kompap. Na transakcje kwidzyńskiej spółki zakupami zareagowali przedstawiciele zarządu i rady nadzorczej wydawnictwa. Część papierów skupowali z rynku, w efekcie cena akcji poszybowała od początku czerwca o 191,7 proc., do 21 zł, a Muza ze spółki wartej „zaledwie” 20,5 mln zł, stała się firmą z prawie 60 mln zł kapitalizacji. – Konsekwentnie dokupujemy akcji Muzy. Uważam, że to dobra inwestycja – mówi „Rz” Waldemar Lipka, prezes Kompapu i członek rady nadzorczej Muzy. – Ostatnio w telewizji TVN CNBC Biznes prezes Garliński mówił, że firma ma na trzeci kwartał tak dobre oferty, jakich nie było przez ostatnich pięć lat. To na pewno odpowiednio odbije się na wynikach. Przed zarządem dużo pracy. Firma może zwiększać sprzedaż i obniżać koszty – twierdzi. Szef Kompapu przyznaje, że chciałby mieć większy wpływ na zarządzanie wydawnictwem. – Muza ma duże rezerwy, jeśli chodzi o obniżkę kosztów, np. ostatnia uchwała walnego zgromadzenia podwyższyła wynagrodzenie szefa nadzoru o blisko 400 proc., do 21,5 tys. zł miesięcznie. To ewenement w tego rodzaju spółkach – wskazuje. Jego zdaniem firma powinna położyć większy nacisk na sprzedaż książek w wersji elektronicznej. Z e-booków korzystać będą bowiem młodzi ludzie, czyli nowi klienci, którzy zwiększą wartość rynku książki. Kompap zainteresował się Muzą już w 2008 r. – Przyglądałem się firmom z GPW pod kątem współpracy z Kompapem. Dostrzegłem, że Muza jest niedowartościowana. Jedna akcja kosztowała ok. 6 zł, a pamiętajmy, że był to 2008 r. i giełda była wtedy bardzo wysoko – opowiada Lipka. Pierwsze akcje Muzy (230 tys. stanowiących 6,93 proc. głosów) kwidzyńska spółka skupiła z rynku, płacąc ok. 1,5 mln zł. Następnym krokiem było ogłoszenie wezwania, po którym zaangażowanie w Muzie miało wzrosnąć do 33 proc. Firma oferowała 8,11 zł za walor (była gotowa wyłożyć ponad 7 mln zł), czyli tylko o 3 proc. więcej, niż wynosiła wtedy cena rynkowa. Wezwanie się nie powiodło. Akcjonariusze sprzedali Kompapowi niespełna 185,6 tys. walorów dających 5,6 proc. głosów. Prezes zdawał sobie sprawę, że na wezwanie odpowiedzą głównie drobni udziałowcy. Żaden z dużych wtedy nie zdecydował się sprzedać papierów. Teraz nad Muzą znów wisi widmo wezwania, na które zapewne zdecyduje się Kompap. Kontroluje już 31,17 proc. kapitału Muzy i 26,84 proc. głosów. Jeśli zdecyduje się zwiększać zaangażowanie, będzie musiał wezwać do sprzedaży tylu akcji, by osiągnąć próg 66 proc. głosów. W czerwcu w transakcjach pakietowych Kompap kupował akcje m.in. od Grażyny Kaczmarek, jednej z dużych akcjonariuszek Muzy (kupił od niej 120 tys. akcji dających 3,6 proc. głosów, płacąc maksymalnie po 10,6 zł za akcję). Ta nie wyklucza dalszego zmniejszania zaangażowania w wydawnictwie. Z zasiadania w radzie nadzorczej Muzy zrezygnowała jej córka. Można zatem oczekiwać, że jeśli Kompap ogłosi wezwanie, to jedynym dużym udziałowcem, który sprzeda akcje, będzie właśnie Kaczmarek. [srodtytul]Ograniczona współpraca[/srodtytul] Kupując akcje Muzy, Kompap zapowiadał, że obie firmy zyskają dzięki współpracy. Muza miała zlecać kwidzyńskiej spółce część produkcji. Problemem okazał się park maszynowy Kompapu. Spółka specjalizuje się bowiem w druku broszurowych książeczek w miękkiej oprawie. – Zakładaliśmy, że nasza współpraca z Kompapem nasili się po rozbudowaniu przez tę firmę ramienia produkcyjnego. Problem polega na tym, że Kompap do chwili obecnej nie posiadał wystarczającego parku maszynowego, a w konsekwencji również mocy produkcyjnych, aby znacząco rozszerzyć współpracę z Muzą – mówi Garliński. – Dotychczas firma wydrukowała dla nas kilka książek, podczas gdy na podstawie zawartego porozumienia w okresie 15 miesięcy ofertowaliśmy do niej około 80 tytułów z pewnego zakresu portfelowego, odpowiedniego do profilu produkcyjnego Kompapu. Brak odpowiedniego parku maszynowego sprawia, że nasza współpraca na dziś nie może przynieść większych efektów synergii – dodaje. Zmienić to miały inwestycje Kompapu. Firma miała duże aspiracje, jeśli chodzi o przejęcia. Chciała kupić m.in. dystrybutorów papieru firmy Ledax czy Cezex. Była też zainteresowana przejęciem firmy Druk Intro, będącej największym dostawcą Muzy (w 2009 r. odpowiadała za 12,6 proc. produkcji) czy Olsztyńskich Zakładów Graficznych (odpowiadających za 6,1 proc. produkcji Muzy). Przejęcie którejś z tych firm umożliwiłoby zwiększenie skali współpracy. Dotąd negocjacje kończyły się jednak fiaskiem. Kompap nie zainwestował w maszyny, więc obroty z tytułu świadczenia usług Muzie wciąż nie przekraczają kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. – To świadomy stan. Chcemy kupić firmę, dzięki której zwiększymy współpracę z Muzą – mówi Lipka. [ramka][b]Muza w liczbach[/b] 4546 tytułów wydawnictwo wypuściło na rynek w latach 1991 – 2009 2580 spośród tych tytułów stanowiły pierwsze wydania 25 mln egzemplarzy przekroczył łączny nakład wydanych dotąd przez warszawską firmę książek 9 zł nie przekraczała cena akcji spółki od początku 2009 r. do końca maja tego roku191,7 proc.skoczył od początku czerwca kurs akcji Muzy[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL