fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

115 miliardów złotych na pomoc zadłużonej Europie?

Jacek Rostowski
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Minister finansów obiecał pomoc dla krajów strefy euro, ale nie podał kwoty. Powinno to być 28 mld euro – ocenia Goldman Sachs. Nie będzie to więcej niż 4 mld euro – twierdzi wysoki rangą urzędnik z Brukseli
Polska – podobnie jak kraje eurolandu – może udzielić gwarancji emisji euroobligacji w przypadku, gdyby kolejne kraje strefy euro wpadły w kłopoty. Obiecał to unijnym ministrom szef resortu finansów Jacek Rostowski. Nie podał jednak rozmiarów ewentualnych poręczeń. – Wyliczenia Goldman Sachs to czysto hipotetyczna kwota – mówi „Rz” o skali ewentualnej pomocy Dominik Radziwiłł, wiceminister finansów. – Jesteśmy gotowi, podobnie jak Szwecja, która też nie jest w strefie euro, współdziałać w tego typu przedsięwzięciach, ale nie zadeklarowaliśmy żadnej wysokości pomocy.
Jednak zdaniem banku Goldman Sachs udział Polski w pakiecie pomocowym wartości 750 mld euro dla zadłużonych krajów Unii Europejskiej sięgnie 28 mld euro (ok. 115 mld zł). Analitycy tego banku uznali, że powinniśmy partycypować w programie na takich samych zasadach jak pozostałe kraje, i wyliczyli ten koszt, opierając się na naszych rezerwach walutowych, które musielibyśmy wnieść do Europejskiego Banku Centralnego, gdybyśmy dziś przyjmowali euro.
Wiceminister finansów dodał, że pakiet pomocowy powstał na wypadek podobnych problemów w strefie euro, jakie przechodzi Grecja. Jednak bardzo prawdopodobne, że te pieniądze nigdy nie zostaną użyte. Nie chciał podać, jaki byłby nasz udział w programie, gdyby taka konieczność się pojawiła. Z kolei jeden z wysokich urzędników unijnych stwierdził, że Polska – skoro nie jest w strefie euro, a jej deklaracja jest dobrowolna – mogłaby zaoferować kwotę nie wyższą niż 4 mld euro.
Przygotowany na początku maja pakiet wart jest w sumie 750 mld euro (500 mld euro wykłada UE, a 250 mld euro Międzynarodowy Fundusz Walutowy). Z tej kwoty 110 mld euro przypada na Grecję, która dostała już część pieniędzy. Polska nie brała udziału w tej operacji. Co by się stało, gdyby konieczne były dalsze gwarancje i słowna deklaracja Polski musiałaby się przerodzić w czyn?
Julian Wasik, diler rynku pieniężnego Banku BPH, wyjaśnia, że zgodnie z unijną rachunkowością udzielenie gwarancji dla emisji obligacji na rzecz któregoś z krajów strefy euro przez Polskę nie powiększa naszego zadłużenia. Stanie się to dopiero wtedy, jeżeli trzeba będzie zrealizować te gwarancje.
Ekonomistom przedstawione przez Goldman Sachs kwoty ewentualnego wkładu Polski wydają się zbyt wysokie. – Na razie jesteśmy krajem, który korzysta z funduszy UE. Tak więc, gdybyśmy mieli coś deklarować, to byłoby to przelewanie środków z jednej kieszeni do drugiej – mówi Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku. – W momencie wchodzenia do strefy euro te proporcje będą wyglądały zupełnie inaczej.
Także Jarosław Janecki z Societe Generale nie wierzy w miliardowe wsparcie ze strony Polski. – To była nasza dobrowolna deklaracja, tak więc nas nie dotyczy sposób wyliczania w programie, jaki zastosowano w odniesieniu do pełnoprawnych członków unii walutowej – mówi ekonomista SG. – Realną kwotą byłoby kilkaset milionów euro. Janecki podkreśla, że nikt tak naprawdę nie wie, co dokładnie obiecał podczas spotkania unijnych szefów resortów finansów minister Jacek Rostowski.
Julian Wasik uważa jednak, że skoro Rostowski zgodził się uczestniczyć w mechanizmie pomocowym, to było to równoznaczne z zadeklarowaniem kwoty. – Skoro niemiecki Bundestag aprobował uczestnictwo Niemiec w pakiecie na podstawie udziału tamtejszego banku centralnego w kapitale EBC, to w przypadku Polski mogłoby być tak samo – mówi analityk.
Jan Łopata, poseł PSL, uważa, że z punktu widzenia solidaryzmu europejskiego pomoc jest wskazana. – Ta zasada powinna jednak działać w obie strony – zaznacza poseł.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA