fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kolekcje

Dzieła wybitne zawsze się obronią

Alina Szapocznikow Kroczące usta, polyester, ok. 1966, fot. Galeria Starmach
Rzeczpospolita
Na znakomitych pracach uznanych twórców z pewnością nie stracimy, o ile kupimy je za rozsądną cenę. Nie liczmy jednak na okazje, bo dzieł z najwyższej półki one nie dotyczą
Pierwsze miejsce w najnowszym rankingu polskich artystów współczesnych zajął Mirosław Bałka. W dwóch poprzednich edycjach rankingu był na siódmej pozycji.
Wpływ na tak duży wzrost notowań z pewnością miała trwająca prawie pół roku głośna wystawa w Tate Modern w Londynie, jednym z najważniejszych muzeów na świecie (artysta współpracuje z nim od 1995 r.). Projekt Mirosława Bałki „How It Is” (tytuł książki Samuela Becketta z 1964 r.) został uznany za jeden z najlepszych pokazanych w Hali Turbin. Niektórzy krytycy uważają nawet, że jest najlepszy spośród dziesięciu do tej pory zaprezentowanych (m.in. Doris Salcedo i Bruce Nauman).
Gigantyczny metalowy kontener stojący na stalowych nogach, zbudowany z pionowych i poziomych stalowych szyn, przypomina wewnętrzną konstrukcję ścian Hali Turbin. Zajmuje mniej więcej połowę jej powierzchni liczącej ponad 30 metrów wysokości i ponad 100 metrów długości. Puste wnętrze rzeźby jest całkiem ciemne.
Artysta przyznaje, że nie zrobił pracy na temat beckettowski. „How It Is” to monolog Pima, który przedzierając się przez nieskończone pokłady błota, wspomina swoje życie. Błoto to czyściec. A ogromna instalacja to podsumowanie twórczości artysty.
[b][link=http://rzeczpospolita.pl/pieniadze/ranking1.pdf]Zobacz ranking polskich artystów współczesnych (miejsca 1-104)[/link][/b]
Na zachodnim rynku sztuki Mirosław Bałka jest obecny już od ponad 20 lat. Należy do światowej czołówki, ale na pewno nie pod względem cen uzyskiwanych za dzieła. Jego sztuka – trudna, hermetyczna, wymagająca znajomości kontekstu – nigdy nie będzie powszechnie znana, tak jak np. twórczość Wilhelma Sasnala. I jego dzieła nie będą biły rekordów na aukcjach, bo nie są chodliwym towarem.
W ciągu kilku ostatnich lat na licytacjach pojawiło się tylko osiem obiektów Bałki, z czego sprzedano zaledwie kilka. Najwyższa cena, jaką osiągnęła jego instalacja, to 32 tys. dolarów. W galeriach ceny są zdecydowanie wyższe. Wynoszą kilka – kilkadziesiąt tysięcy, a nawet ponad 100 tys. dolarów.
[srodtytul]Pierwsza dziesiątka[/srodtytul]
Drugie miejsce w rankingu przypadło Tadeuszowi Kantorowi, na świecie kojarzonemu przede wszystkim z teatrem. W zeszłym roku jego prace pojawiły się na aukcjach osiem razy, dwie się nie sprzedały. Najwyższą cenę – 27 tys. dolarów – zapłacono za „Peinture” w Sotheby’s w Nowym Jorku. Trzy lata temu na warszawskiej licytacji „Człowiek z parasolami” został kupiony za 295 tys. zł. W latach 70. prace Kantora można było zdobyć za 100 dolarów.
Na trzeciej pozycji znalazł się Jerzy Nowosielski. Jest to artysta bardzo ceniony w Polsce, ale nigdy nie zaistniał na międzynarodowym rynku. Każdy kraj – jak mówi jego marszand Andrzej Starmach – ma swoją lokalną gwiazdę. W Polsce jest nią Nowosielski. Najnowszy jego rekord aukcyjny to ponad 250 tys. zł. W latach 70. obrazy mistrza były po 100 dolarów.
Andrzej Wróblewski, którego prace pojawiają się na rynku bardzo rzadko (najwyższa cena to 490 tys. zł w 2004 r.), zdobył jeden punkt więcej niż Magdalena Abakanowicz, Henryk Stażewski i Alina Szapocznikow (ex aequo zajęli oni piąte, szóste i siódme miejsce).
Rzeźby Aliny Szapocznikow uzyskują ceny od 50 tys. euro wzwyż, a poszukiwane reliefy Stażewskiego z lat 60. – około 200 tys. zł. Najbardziej znana na świecie jest oczywiście Magdalena Abakanowicz, której słynne postacie zdobią wiele prestiżowych miejsc. Od lat związana jest z jedną z najlepszych galerii – nowojorską Marlborough Gallery. W Polsce wyłączność na jej twórczość ma Andrzej Starmach. W kraju prace artystki są wystawiane za co najmniej 50 tys. zł, na świecie – od 100 tys. euro.
Na kolejnej ósmej pozycji w rankingu uplasował się Roman Opałka od ponad 30 lat mieszkający we Francji. Jego „obrazy liczone”, które zaczął tworzyć w latach 60., zdobyły duże uznanie krytyków i miłośników sztuki.
Coraz większym zainteresowaniem cieszy się na Zachodzie twórczość Wojciecha Fangora (dziesiąte miejsce). Za jego wirujące koła trzeba zapłacić nawet ponad 100 tys. dolarów. Na wystawie „Palimpset” w Galerii Atak (2010 r.) obrazy będące powrotem artysty do dawnych, często młodzieńczych rysunków kosztowały od 45 do 60 tys. zł.
[srodtytul]Co ciekawego na krajowych aukcjach[/srodtytul]
Na rynku aukcyjnym w ubiegłym roku pojawiło się relatywnie dużo prac Jerzego Nowosielskiego i Tadeusza Kantora. Nie były to jednak wybitne prace tych artystów.
[b][link=http://rzeczpospolita.pl/pieniadze/ranking2.pdf]Zobacz ranking polskich artystów współczesnych (miejsca 105-207)[/link][/b]
Dzieła Magdaleny Abakanowicz i Andrzeja Wróblewskiego bardzo rzadko trafiają na krajowe licytacje. Podobnie jest z pracami Romana Opałki i Mirosława Bałki; są oni obecni raczej na światowym rynku sztuki. Szczególnie dotyczy to Bałki, którego notowania bardzo wzrosły po wystawie w Tate Modern. Na naszym rynku raz pojawiła się jego rzeźba za 340 tys. zł, ale nie została sprzedana. Jak mówi Juliusz Windorbski, prezes domu aukcyjnego Desa Unicum, wartość takich prac będzie rosła, ale na razie decydujące okazały się możliwości finansowe potencjalnych nabywców i ich przeświadczenie, że w czasie kryzysu łatwo o cenowe okazje. Faktycznie okazje niekiedy się pojawiają, ale nie dotyczy to najwyższej półki.
– W ubiegłym roku nie odnotowano rekordów aukcyjnych, ale to nie oznacza, że nie było dużych transakcji. Według mojej wiedzy właścicieli zmieniło kilka ważnych dzieł Kantora, Fangora oraz Nowosielskiego (ceny w granicach 100 – 250 tys. zł). Transakcje pozaaukcyjne pokazują, że gdy tylko na rynku pojawią się wybitne obiekty, natychmiast znajdują się kupujący – twierdzi Juliusz Windorbski.
Doświadczeni marszandzi chętnie powtarzają: znakomite dzieła zawsze się obronią.
[srodtytul]Jesteśmy spragnieni sukcesów[/srodtytul]
Polski rynek sztuki współczesnej nadal w dużej mierze funkcjonuje w oderwaniu od zachodniego. I to okazało się jego atutem. Nie było u nas dużych korekt cenowych, bo ceny nie były sztucznie nadmuchane jak w Stanach czy w Anglii.
W liczących się domach aukcyjnych: londyńskim Sotheby’s i nowojorskim Christie’s, zanotowano drastyczny spadek zainteresowania ze strony klientów. Dotknęło to także polskich twórców. Na przykład w 2009 r. większość prac Wilhelma Sasnala, wystawionych na nowojorskich aukcjach, w ogóle nie została sprzedana. Natomiast w Europie kilka obrazów zostało kupionych po 40 tys. dolarów. Początek tego roku zaczął się obiecująco. Na targach Amory 2010 w Nowym Jorku obraz „Tokyo” Sasnala uzyskał cenę 100 tys. dolarów. Przypomnijmy, że „Samoloty” tego artysty, pochodzące z kolekcji Charlesa Saatchiego, w 2007 r. sprzedano w domu aukcyjnym Christie’s za 396 tys. dolarów.
Najdroższym polskim, żyjącym artystą jeszcze do niedawna był Piotr Uklański. Jego instalacja fotograficzna „Naziści” na aukcji w Philips de Pury w Londynie (2006 r.) została kupiona za 1 mln dolarów. Ostatnio rekord ten został pobity przez Romana Opałkę. W lutym 2010 r. trzy jego wczesne „obrazy liczone” (196 x 135 cm) z cyklu „1965/1-nieskończoność” wylicytowano w Sotheby’s za ponad 713 tys. funtów (prawie 3,3 mln zł).
Mimo tych spektakularnych sukcesów cenowych i udziału polskich artystów w prestiżowych wystawach (niedawno Mirosław Bałka w Tate Modern w Londynie, Artur Żmijewski w MoMa w Nowym Jorku) polska sztuka jest mało znana na międzynarodowym rynku. Ugruntowaną pozycję ma tylko kilku twórców. Są to na pewno: Magdalena Abakanowicz, Roman Opałka, Mirosław Bałka.
– Jesteśmy spragnieni sukcesów – mówi Andrzej Starmach, właściciel krakowskiej Starmach Gallery. – Dlatego każdy, nawet niewielki, jest wyolbrzymiany.
W zeszłym roku w Muzeum Narodowym w Krakowie z okazji 20-lecia istnienia Starmach Gallery Teresa i Andrzej Starmachowie udostępnili publiczności część swojej kolekcji, ponad 360 obiektów. Pokazali m.in. prace Jerzego Nowosielskiego, Edwarda Krasińskiego, Katarzyny Kobro, Aliny Szapocznikow, Tadeusza Kantora.
Andrzej Starmach już w latach 70. postawił na dzisiejszych klasyków nowoczesnej sztuki. Kiedy pokazuje ich prace na najbardziej liczących się na świecie targach Art Basel w Bazylei, często słyszy pytanie: dlaczego dowiadujemy się o nich dopiero teraz?
[srodtytul]Okazje nie zawsze cenowe[/srodtytul]
W sumie 2009 r. nie był na naszym rynku sztuki aż tak zły, jak się wcześniej obawiali przedstawiciele rodzimych galerii. Nie było widać zastoju. Co prawda klienci preferowali tańsze prace. Na przykład w warszawskiej Galerii Milano powodzeniem cieszyły się małe płótna Edwarda Dwurnika (2,5 tys. zł), natomiast w warszawskiej Galerii aTak obrazy Antoniego Starowieyskiego (4 – 15 tys. zł).
– W czasie kryzysu zdarzają się okazje, ale nie zawsze cenowe. Okazją może być to, że obraz do tej pory nieosiągalny dla kolekcjonerów jest do kupienia – mówi Elżbieta Kochanek van Dijk, właścicielka Galerii Milano.
[b][link=http://rzeczpospolita.pl/pieniadze/ranking3.pdf]Zobacz ranking polskich artystów współczesnych (miejsca 208-314)[/link][/b]
W warszawskiej Galerii Art NEW media za ponad 80 tys. zł zostały sprzedane obrazy z lat 70. niedawno zmarłego Jana Tarasina (w latach 90. kosztowały po około 1 tys. zł). Za wyrafinowane oleje Leona Tarasewicza płacono od 20 tys. do 115 tys. zł. Na razie brak chętnego na obraz Romana Opałki za około 2 mln zł oraz jego fotografię za 20 tys. euro.
Andrzej Starmach również ocenia ubiegły rok całkiem nieźle. – Okazało się, że żyjemy w świecie pieniądza wirtualnego, a sztuka zaczęła się jawić jako coś konkretnego – mówi.
Niektóre galerie zintensyfikowały współpracę z instytucjami: muzeami, funduszami inwestycyjnymi prowadzącymi politykę długofalową.
Według Krystyny Czartoryskiej, właścicielki warszawskiej Galerii Gaga, to nie kryzys gospodarczy tłamsi nasz rynek sztuki, tylko brak rozwiązań systemowych wspierających promowanie sztuki przez galerie. Brakuje mechanizmów zachęcających do sponsoringu i inwestowania w sztukę. Poza tym wciąż nie ma w Polsce targów sztuki z prawdziwego zdarzenia.
[srodtytul]Witamy w elitarnym klubie[/srodtytul]
Jeszcze do niedawna również na Zachodzie rozmowy o sztuce w kontekście pieniędzy budziły oburzenie. Krytycy skupiali się na analizowaniu twórczości artysty. Teraz ocena dorobku z uwzględnieniem cen rynkowych dzieł przestała być wstydliwą praktyką.
Największe szanse na sukces mają twórcy, którzy trafią pod opiekuńcze skrzydła właściwego kuratora, ich dzieła zostaną pokazane w prestiżowych miejscach i znajdą się w uznanych międzynarodowych zbiorach. Doradztwo przy inwestowaniu w sztukę oferują m.in. banki (co prawda nie chcą udzielać kredytów na zakup obrazów czy rzeźb, m.in. z obawy przed falsyfikatami). Oczywiście nikt nie zagwarantuje zysku z takiej inwestycji, ale jeśli kupujemy za rozsądną cenę, istnieje duża szansa, że w dłuższej perspektywie wartość dzieła wzrośnie.
Andrzej Starmach twierdzi, że zakup pracy artysty zweryfikowanego przez krytyków, muzea, rynek aukcyjny jest pewną inwestycją, choć wieloletnią. Jej dodatkową zaletą jest to, że stajemy się członkami elitarnego klubu ludzi wrażliwych na piękno.
[i]Kama Zboralska, autorka cyklu książek „Sztuka inwestowania w sztukę”[/i]
[b][link=http://www.rp.pl/temat/181797.html]Czytaj więcej o kolekcjonowaniu sztuki[/link][/b]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA