fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Za tatuaż do cywila

W Wojsku Polskim jest wielu żołnierzy, którzy mają tatuaże. Wolą nie ujawniać twarzy i nazwisk, aby nie mieć kłopotów
Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski Krzysztof Skłodowski
Szpecące rysunki na ciele przerwały karierę świetnego snajpera – ustaliła „Rz”
– To jeden z najzdolniejszych snajperów, takich umiejętności nie można się nauczyć. Trzeba mieć talent, a on ma – opowiadają przełożeni strzelca wyborowego z Wojsk Lądowych. Boleją, że odszedł z armii z tak banalnego powodu jak tatuaż.
Snajper miał jechać na misję do Afganistanu. Dlatego stawił się przed komisją lekarską. Ta uznała, że jest niezdolny do służby wojskowej poza granicami kraju, choć stan jego zdrowia jest dobry. Powód? “Stwierdzono bardzo liczne, rozległe, szpecące tatuaże obejmujące praktycznie poza twarzą znaczną powierzchnię ciała”. W uzasadnieniu lekarze piszą, że służba w Afganistanie wymaga dużej odporności psychicznej i fizycznej. A – jak twierdzą – wytatuowany wojskowy nie wzbudzałby zaufania i szacunku wśród miejscowej ludności, która mogłaby dostrzec rysunki pod letnim mundurem. Według komisji tatuaże mogą też budzić skojarzenia z przeszłością kryminalną, więzienną recydywą lub zaburzeniami emocjonalnymi.
[srodtytul]Nie dla przemocy[/srodtytul]
Czy rzeczywiście osoby wytatuowane nie powinny służyć w wojsku? Jeszcze w latach 90. tatuaże w armii traktowano jak samookaleczenie. Kandydaci do służby z takimi upiększeniami najczęściej odpadali na komisjach lekarskich. Dziś jednak przepisy wojskowe nie zabraniają żołnierzom tatuowania ciała, pod warunkiem że rysunki nie są szpecące. Oceniają to wojskowe komisje lekarskie – mogą odrzucić kandydata na żołnierza lub stwierdzić, że tatuaż jest artystyczny i nie przeszkadza w pełnieniu służby. 
– Wszystko zależy od tego, jak tatuaże wyglądają i na jakich częściach ciała się znajdują – wyjaśnia płk dr Jan Wilk, kierownik Kliniki Psychiatrii 10. Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy.
Podkreśla, że niedopuszczalne są tatuaże kojarzące się z subkulturą więzienną, przemocą, apoteozą treści nazistowskich lub satanistycznych. – Jeśli tatuaże znajdują się na twarzy, dłoniach, w kącikach oczu, można przypuszczać, że taki człowiek miał kontakt ze środowiskiem kryminalnym – mówi płk Wilk. – Sporo takich osób trafiało na komisje wojskowe w ramach służby zasadniczej. Od razu wysyłaliśmy ich na badania, by sprawdzić, czy nie wykazują zaburzeń osobowości.
Zaznacza, że teraz takie osoby w wojsku już się prawie nie zdarzają. Co nie znaczy, że do armii nie trafiają osoby z tatuażami.
[srodtytul]Pozazdrościli kolegom[/srodtytul]
Najczęściej jednak żołnierze robią sobie tatuaże już w armii. W rozmowach z “Rz” opowiadają, że moda na ozdabianie ciała pojawiła się, gdy zaczęli wyjeżdżać na misje zagraniczne. – Wtedy to zjawisko zrobiło się powszechne – twierdzi jeden z podoficerów. – Teraz tatuaże ma już chyba połowa żołnierzy.
Polscy wojskowi podpatrzyli wytatuowanych kolegów np. ze Skandynawii i Anglii jeszcze w latach 90. podczas misji w Bośni i Hercegowinie. – Jeździło się wtedy do węgierskiej miejscowości Pecz przy granicy z Bośnią i tam można było zrobić sobie tatuaż – opowiada weteran misji w Bośni. Dodaje, że koledzy robili sobie też tatuaże podczas przepustek w Polsce.
Potem był jeszcze Irak i Afganistan, gdzie Polacy zetknęli się z amerykańskimi żołnierzami. – Gdy patrzyłem na nich w Ghazni, miałem wrażenie, że w amerykańskiej armii tatuaże są powszechne. Widziałem żołnierzy, którzy mieli wytatuowane całe ręce, oprócz dłoni – opowiada weteran misji w Afganistanie.
[srodtytul]Magiczny symbol[/srodtytul]
Jakie tatuaże cieszą się w armii największym powodzeniem? – Różne. Często są to jakieś elementy militarne czy erotyczne. Zdarzają się zwierzęta czy napisy w stylu “siła i honor” – wylicza podoficer.
Przed wyjazdem na misję żołnierze robią sobie tatuaże pod lewą ręką z informacją o grupie krwi. – To pożądany tatuaż. Jeśli coś się stanie, lekarz od razu wie, jaka krew będzie potrzebna – mówi jeden z oficerów. 
Dlaczego żołnierze robią sobie tatuaże? – Często chcą podwyższyć swoją samoocenę, zwrócić na siebie uwagę, pokazać otoczeniu, że funkcjonują na innych zasadach niż reszta – uzasadnia płk Wilk.
Inny wojskowy psycholog twierdzi, że żołnierze dodają sobie w ten sposób pewności siebie: – To jest dla nich magiczny symbol, który jest rodzajem ochronnego talizmanu. Proszę nie zapominać, że oni na misjach ocierają się o śmierć.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA