fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Szybko odjedziemy do domu

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Justyna Kowalczyk o złotym biegu na 30 km, wspaniałym finiszu oraz dzisiejszym powitaniu w Warszawie
[b]Rz: Ten bieg wyglądał tak, jak miał wyglądać?[/b]
[b]Justyna Kowalczyk:[/b] Podium było takie, jak myślałam, że będzie, nie byłam tylko pewna kolejności.
[b]Złoty medal to dla pani niespodzianka?[/b]
Nie sądziłam, że go tu zdobędę. Naprawdę. I nie była to z mojej strony asekuracja. Chciałam tylko pobiec najszybciej, jak potrafię i walczyć z całych sił.
[b]
Pani serwismeni mówili, że już od rana unosiła się powietrzu atmosfera niezwykłości zwiastująca wielkie rzeczy. Nie miała pani przeczucia, że to będzie niezwykły dzień?[/b]
Wiedziałam, że czeka mnie morderczy dystans, nie ukrywam, byłam zdenerwowana, choć nie przejawiało się to tym, że ustawiałam wszystkich dookoła. Byłam skoncentrowana na tym, co mam do zrobienia.
[b]To nie był sprint, tylko bieg na 30 km, ale druga na mecie straciła do pierwszej zaledwie 0,3 sekundy...[/b]
Czasami to się zdarza i na takim dystansie. Na igrzyskach w Turynie, gdzie trasa była znacznie cięższa, przegrałam złoty medal o 1,2 sekundy. Też niewiele.
[b]Walczyłyście z Bjoergen na ostatniej prostej ramię w ramię, kijek w kijek. Czy jakieś myśli przebiegają wtedy przez głowę?[/b]
Nic nie widziałam, nie czułam. To był finisz do upadłego.
[b]Pani trener Aleksander Wierietielny powiedział, że na początku to był spacer, nie bieg. Co pani na to?[/b]
Niech trener nie przesadza. Przecież to ja byłam najczęściej na czele. To był bieg pod kontrolą do chwili, kiedy Norweżkom zachciało się pobiec szybciej.
[b]Pierwszą, która próbowała rozerwać narciarski peleton, była Stoermer Steira. Później przyłączyła się do niej Bjoergen. Chciały zamęczyć panią tempem?[/b]
One dobrze wiedzą, że to nie byłby dobry pomysł. Mnie naprawdę ciężko tym zniechęcić. Steira biegła na własny rachunek. Szarpała mocno, bo zdawała sobie sprawę, że jak nie wygra nic na trasie, to na finiszu przegra. Ona po prostu nie miała innego wyjścia. Ale dobrze się stało, że szarpnęły mocniej i wiele zawodniczek nie wytrzymało tempa. Mnie to odpowiadało.
[b]
Dwukrotnie zmieniała pani narty. Takie było przedstartowe założenie?[/b]
Dokładnie takie, ale już w trakcie biegu serwismeni namawiali mnie do innych rozwiązań. Zostałam jednak przy tym, co ustalaliśmy dzień wcześniej. To była moja decyzja.
[b]
Zawsze przed takimi ciężkimi biegami mówi pani, że boi się bólu, który im towarzyszy. Tym razem też bolało?[/b]
Pierwsze 10 km było spokojne, nic wielkiego się nie działo, tempo było dość wolne. Po 15 km zaczęłam odczuwać zmęczenie, a po 20 km, już po zmianie nart, gdy Norweżki zaczęły uciekać, a ja musiałam ruszyć w pogoń, zaczęło boleć.
[b]Wydawało się, że pani narty jadą lepiej niż Bjoergen. Pani też to czuła?[/b]
Moje jechały lepiej na zjazdach, ale tak właśnie chciałam. Na podjazdach lepiej trzymały narty Bjoergen. Wyszło więc na równo.
[b]Kiedy Bjoergen zaatakowała i zyskała kilka metrów przewagi, nie pojawiła się w pani głowie myśl, że znów może być zbyt silna dla innych?[/b]
Jechałam za Steirą, której narty gorzej spisywały się na zjazdach i nie mogłam w tym momencie zbyt wiele zrobić. Śnieg po bokach był miękki, nic by nie dało, gdybym próbowała objechać ją bokiem. Wtedy właśnie Marit odskoczyła na kilka metrów, ale naprawdę nie było powodów do niepokoju. Miałam ją cały czas w zasięgu wzroku, więc bez pośpiechu, systematycznie odrabiałam straty. Mogłam to zrobić szybciej, ale nie było sensu. Łatwo w takiej sytuacji zakwasić mięśnie i na finiszu mógłby być problem.
[b]Finisz wyglądał niesamowicie. Kiedy było to konieczne, bardzo sprytnie przyblokowała pani Bjoergen...[/b]
Nie jesteśmy dziećmi, wiemy, jak to robić. Nawet jak jesteśmy bardzo zmęczone.
[b]Jeden z pani serwismenów przyznał, że na dwa kilometry przed metą krzyczał: Wytrzymaj Justyna, wytrzymaj jeszcze trochę...[/b]
Kiedy już dogoniłam Marit, to zwyczajnie się za nią wiozłam i próbowałam odpoczywać, o ile przy takim tempie jest to możliwe. Każda taka chwila była bezcenna, można złapać oddech, zaczerpnąć głębiej powietrza. I wtedy właśnie usłyszałam Pawła Brandta krzyczącego: Justyna, wytrzymasz, dasz radę. Z tyłu są daleko! Pomyślałam tylko: zaraz zobaczysz, co potrafię.
[b]Wszyscy to widzieliśmy. Tym razem to pani zaatakowała, ale Bjoergen nie zamierzała się poddać. Liczyła pani, że będzie inaczej?[/b]
Marit to znakomita biegaczka. Owszem, była zmęczona, ale ja też. Na moje szczęście ona o 0,3 sekundy bardziej.
[b]Była pani pewna, że jest pierwsza?[/b]
Nie miałam żadnych wątpliwości. Jak mówią Rosjanie, pytań nie było.
[b]Jakie to uczucie być pierwszym na igrzyskach, co przemknęło pani przez głowę?[/b]
Nie pytajcie mnie o uczucia. Jestem zmęczona, chce mi się spać, najchętniej poszłabym teraz do łóżka, ale to niemożliwe, bo czeka mnie jeszcze tyle rzeczy, a później pakowanie i długi lot do Polski.
[b]Wzruszyła się pani na podium? [/b]
Ja się nie wzruszam, nie płaczę. To była radość, piękna sportowa radość. Pomyślałam sobie tylko: daliśmy radę.
[b]To był pani najlepszy bieg na 30 km w życiu?[/b]
Trudno powiedzieć. Kilka trzydziestek miałam niezłych. W Libercu była bardzo dobra, ale czy lepsza? Nie wiem. Choć chyba jednak ta zasługuje na szczególne uznanie, zdobyłam przecież olimpijskie złoto. Tak, to moje najlepsze 30 km stylem klasycznym w życiu. Jestem teraz jedyną, która wygrała igrzyska, mistrzostwa świata, Tour de Ski i zdobyła Puchar Świata. Trudno się nie cieszyć, przeżyłam tu wspaniałe chwile. Ale to jeszcze nie koniec. Będę przecież jeszcze walczyć o kolejną Kryształową Kulę, może uda się zdobyć jeszcze jedną w sprintach, co byłoby czymś niesamowitym. Jak już skończę, przyjdzie chwila, by się tym wszystkim cieszyć. Świętować będę dopiero w Falun, na zakończenie rywalizacji w Pucharze Świata, pod koniec marca.
[b]
Ma pani już cztery olimpijskie medale, w tym ten najcenniejszy, złoty. Starczy motywacji, by biegać aż do Soczi?[/b]
Motywacja nie powinna być problemem. Jak uznam, że trzeba dalej tak ciężko trenować, to będę. Za cztery lata będę miała 31 lat, to najlepszy wiek dla biegaczki, więc jeśli zdrowie pozwoli, to zobaczymy, co z tego wyjdzie.
[b]Przeskoczyła pani w klasyfikacji medalowej wszech czasów Adama Małysza i Wojciecha Fortunę, jak dotąd jedynego polskiego mistrza olimpijskiego w sportach zimowych. To ma dla pani jakieś znaczenie?[/b]
Co najwyżej obiegłam, nie przeskoczyłam. A do takich klasyfikacji nie przywiązuję żadnej wagi. Ale kto wie, może zmienię zdanie za dziesięć lat.
[b]Emocje, które towarzyszyły pani zwycięskiemu biegowi, były ogromne. Dostarczyła pani Polakom wielu wzruszeń, wielu z nich na pewno, oglądając ten bieg, uroniło łzę. Po 38 latach znów na zimowych igrzyskach zagrano polski hymn...[/b]
Jeśli tak, to faktycznie bardzo mi miło. Wygrywamy również dla innych, choć nie ukrywajmy, robimy to przede wszystkim dla siebie. A kibice albo się cieszą, albo mogą zmieszać cię z błotem.
[b]
Prezes PKOl Piotr Nurowski żartował, że zaraz po biegu rozmawiał z księgowym, bo tych medali jest już tyle, że może zabraknąć na premie. Kilkanaście minut po pani brązowy medal zdobyły panczenistki...[/b]
To niesamowita wiadomość, bardzo przyjemna. Cóż za dzień. A prezes powinien chyba zaciągnąć pożyczkę.
[b]Myślała już pani o tym, co będzie, jak wyląduje na lotnisku w Warszawie (poniedziałek, 9 rano)? Otworzą się drzwi, a tam będzie czekał tłum kibiców, którzy przyjdą podziękować pani za wzruszenia. Jest pani gotowa na takie powitanie?[/b]
Wiem tylko, że będą na mnie czekać rodzice. Wsiądziemy do samochodu, którym przyjadą, i szybko odjedziemy do domu.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA