fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Na Blumsztajnie czapka gore

Rafał A. Ziemkiewicz
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Subotnik Ziemkiewicza
Opowiem Państwu o tym, bo sprawa, choć sprzed ładnych paru dni, jest bardzo charakterystyczna. Otóż zostałem zaproszony przez krakowski IPN do dyskusji związanej z okrągłą rocznicą rozwiązania PZPR. W dyskusji tej wspomniałem o znanym fakcie, iż jednym z impulsów, które skłoniły komunistycznych generałów do ustępstw wobec opozycyjnego ośrodka skupionego wokół Wałęsy i rozmów Okrągłego Stołu (plan pierwotny zakładał porozumienie z Kościołem i dopuszczenie do pozorów władzy jakiegoś utworzonego pod egidą Episkopatu stronnictwa chadeckiego) był szyfrogram z peerelowskiej ambasady w Moskwie. W szyfrogramie tym tamtejsza rezydentura informowała generałów, iż „radzieccy” zamierzają zaprosić na zbliżający się festiwal filmowy Adama Michnika, jako osobę towarzyszącą Andrzejowi Wajdzie.
Skrót dyskusji zamieszczony został w specjalnej wkładce do „Tygodnika Powszechnego”. Zareagował na to publicysta michnikowszczyzny, Seweryn Blumsztajn. Skrytykował tygodnik za zamieszczenie historycznej wkładki, wściekając się, że w niej „Rafał Ziemkiewicz sugeruje za Antonim Dudkiem, że ugodę okrągłostołową wynegocjował z Rosjanami Michnik za plecami Jaruzelskiego”.
Oto dokładnie, co powiedziałem:
„Nie wiemy po dwudziestu latach, czy istniały, i jakie, negocjacje na linii Kreml – polska opozycja. Dokumenty z ambasady PRL w Moskwie, które mogły to wyjaśnić, zniknęły w latach 90-tych. Zachował się jedynie ten cytowany przez Antoniego Dudka w jego książce »Reglamentowana rewolucja« szyfrogram, z którego wynika, że Jaruzelski z Kiszczakiem z dużym przerażeniem dowiedzieli się z Moskwy, że pod pozorem festiwalu filmowego, jako osobę towarzyszącą Andrzejowi Wajdzie przywódcy radzieccy chcą zaprosić do Moskwy Adama Michnika.”
I jeszcze, w innym miejscu:
„Nie jest tak, że Jaruzelski z Kiszczakiem prowadzili jakąś grę nie uzgodnioną z Sowietami. Raczej wierzę Urbanowi, który we wspomnieniach pisze, że kiedy krótko po wyborach referowali towarzyszom radzieckim, na jakim są etapie, strona radziecka wszystko już wiedziała i odniósł wrażenie, że »radzieccy« byli już po rozmowie z tymi, którzy władzę przejmują, że ? to interpretacja samego Urbana ? postawili im swoje warunki i wiedzieli, że będą one spełnione.”
Jak widać ? w moim tekście nie ma wcale sugestii, która pobudziła Blumsztajna do emocjonalnych komentarzy. Nie ma jej zresztą także i u Dudka. Nie przesądza on wcale, czym była informacja z Moskwy, która bez wątpienia popchnęła Kiszczaka i Jaruzelskiego do działania. Może rezydent peerelowskiego wywiadu został przez towarzyszy sowieckich zdezinformowany ? może wcale nie zamierzali sowieci rozpoczynać bezpośrednich rozmów w polską opozycją, a tylko chcieli dać towarzyszowi generałowi sygnał, że mogą to zrobić, jeśli on będzie się guzdrać?
Sugestię, że jakieś rozmowy jednak były, można za to faktycznie znaleźć u Urbana. Ale ponieważ wiadomo, że to przyjaciel Adama Michnika, więc Blumsztajn przezornie o jego świadectwie nie wspomina. Zamiast tego, w sposób typowy dla gazety, w której pisze, stara się wykpić imputowaną mi tezę („Michnik wynegocjował… za plecami Jaruzelskiego ? ha, ha, cóż za bzdury ten Ziemkiewicz wypisuje!), wiedząc doskonale, że ten rodzaj czytelników, do których się zwraca, w 90 proc. nie czyta niczego poza "giewu" i do głowy nie przyjdzie im weryfikować jego prawdomówność.
Ale trudno nie zrozumieć, dlaczego Blumsztajna nawet drobna wzmianka o tych zamierzchłych sprawach tak bardzo denerwuje. Jest tu bowiem pewien drobiazg, którego nie sposób wyjaśnić w sposób dla niego satysfakcjonujący. To właśnie, że gdy Dudek odkrył wspomniane tu ostrzeżenie, że towarzysze radzieccy zamierzają nawiązać bezpośredni kontakt z polską opozycją, pozostałe stenogramy z moskiewskiej ambasady z owych czasów zniknęły. I to w jaki sposób zniknęły! Kto zada sobie trud dotarcia do archiwum MSZ, zobaczy, że zostały one po prostu po chamsku wydarte z zabezpieczonego, zgodnie z zasadami archiwum skoroszytu. Widać nawet jeszcze strzępki stron. Tak jakby ktoś mocno spanikowany, pod wpływem nagłego impulsu, zbiegł do archiwum, złapał z półki stosowny skoroszyt i wyszarpał z niego ważne stronice, dokładnie tak samo, jak wyszarpane zostały kluczowe dokumenty z teczki TW „Bolka”.
Na pewno nie zniszczyli tych papierów komuniści. Oni akurat się ich nie bali. Wszystko wskazuje, że szyfrogramy wydarto ze skoroszytu w okresie, kiedy za wspomniane archiwum odpowiadał człowiek blisko związany z kręgiem Michnika.
Zapytajmy naiwnie, niczym wolterowski prostaczek: a po co by te dokumenty niszczono, gdyby niczego one nie zawierały, gdyby wszelka sugestia dotycząca jakichkolwiek kontaktów przejmującej władzę opozycji z sowieckimi nadzorcami peerelu była tak absurdalna i śmieszna, jak to sugeruje Blumsztajn?
W istocie, mamy tu do czynienia z podobnym trupem w michnikowej (geremkowej? Czyjejś jeszcze innej?) szafie, jak sławna „komisja historyków”, która grasowała po archiwum SB za rządów Mazowieckiego. Nie ma na tego trupa innej rady, niż trzymać kolanem drzwi szafy i upierać się, że wszyscy, którzy czują z niej jakiś smród, to wariaci, oszołomy i żałosne indywidua.
Problem pojawia się wtedy, gdy o sprawie napomina nagle ktoś dotąd w towarzystwie nie odsądzany od czci i wiary ? taki „Tygodnik Powszechny” na przykład. Trudno się dziwić, że w takich chwilach na Blumsztajnie czapka gore.
Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/02/13/na-blumsztajnie-czapka-gore/]blog.rp.pl/ziemkiewicz[/link]
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA