fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Pożoga na Kresach

Spotkanie żołnierzy sowieckich i niemieckich. Wrzesień 1939 r.
Forum
Agresja sowiecka zapoczątkowana 17 września dla ziem wschodnich Rzeczypospolitej była nie tylko pasmem masakr polskich obywateli. To gigantyczna katastrofa geopolityczna
28 września. Droga ze wsi Tomaszówka do Szacka. Grupa 15 polskich żołnierzy jedzie furmanką. Na drodze zostają zatrzymani przez oddział Armii Czerwonej. Chłopi z pobliskiej wioski słyszą strzały. Gdy przybiegają na miejsce, znajdują już tylko trupy. Ciała leżą w rowach po obu stronach drogi. Egzekucję wykonano pośpiesznie, ale metodycznie. Oprawcy, zanim odeszli, upewnili się, że wszystkie ofiary nie żyją.
– Mój ojciec dostał kulę w brzuch. Sowieci ukradli mu sygnet, inne ciała też pewnie zostały ograbione – opowiada pani Zofia Minkiewicz, córka Aleksandra Leszczyńskiego zabitego w masakrze. – Dlaczego zginęli? Bez żadnego powodu. Po prostu mieli na sobie polskie mundury, a na czapkach orzełki – dodaje. Zwłoki jej ojca zidentyfikował miejscowy proboszcz. W kieszeni przestrzelonej bluzy mundurowej znalazł dokumenty.
– O masakrze poinformował nas znajomy ojca. Przyjechał do Warszawy, gdzie wówczas mieszkałam z mamą i bratem. Byliśmy wstrząśnięci. Mama nie wytrzymała szoku. Zapadła na zdrowiu i kilka miesięcy później zmarła na udar mózgu. Moje życie było złamane – opowiada pani Minkiewicz. Dopiero w tym roku, 70 lat po śmierci ojca, odwiedziła jego bezimienny grób, który znajduje się na dzisiejszej Białorusi.
[srodtytul]Jestem z układu[/srodtytul]
IPN w sprawie mordu pod Tomaszówką prowadził śledztwo, ale zostało ono umorzone cztery lata temu z uwagi na niewykrycie sprawców przestępstwa. Niestety, nie udało się także dotrzeć do żadnego świadka, a co za tym idzie, odtworzyć przebiegu zbrodni. Zachowały się jednak relacje dotyczące innych masakr jeńców dokonywanych wówczas przez żołnierzy Armii Czerwonej w pobliżu Szacka.
Na przykład ta spisana przez niezidentyfikowanego oficera brygady KOP „Polesie”: „Sowiecki oficer zwrócił się do kpt. Mikulińskiego z pytaniem: 1) czy jest oficerem zawodowym? 2) jakim oddziałem kierował
3) gdzie się urodził i skąd pochodzi? Gdy otrzymał na każde pytanie odpowiedź, powiedział: To wy priszli bit’ naszych krasnych bojców? Wot tiepier budiet wam zawodowyj. Po tych słowach przyłożył do czoła kapitana Mikulinskiego nagant i wystrzelił”.
I dalej: „Tenże sam oficer bolszewicki zwrócił się do kmdr. ppor. Brodowskiego. Brodowski dawał wyjaśnienia zgodne z prawdą. Na to oficer bolszewicki powiedział: Ot pojmali choroszogo gołubczika, s kakim to riewolwierom priszoł bit’ naszych krasnych bojcow, wot wam tieper budiet pamiatka. Po tych słowach przyłożył nagant do czoła komandora Brodowskiego i zastrzelił go. Po załatwieniem się z komandorem skierował nagant w stronę mojej głowy, lecz w tym momencie stojący obok dowódca chwycił go za rękę”...
[wyimek]Zychowicz: – Grabieże, gwałty i morderstwa były na porządku dziennym[/wyime
[srodtytul]Ilu Polaków można zabić z działa?[/srodtytul]
Wiele relacji z września 1939 roku na ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej obfituje w podobne drastyczne sceny. Grabieże, gwałty i brutalne morderstwa były wówczas na porządku dziennym. Żołnierze Chłopsko-Robotniczej Armii Czerwonej, którzy przybyli „wyzwolić Zachodnią Białoruś i Zachodnią Ukrainę spod jarzma polskich panów”, dokonywali akcji eksterminacyjnych na szeroką skalę.
Do głośnej masakry polskich jeńców wojennych doszło w Mokranach, gdzie bolszewicy wraz z Ukraińcami wymordowali kilkudziesięciu oficerów i podoficerów Flotylli Pińskiej. Do masakr doszło też w Tynnem czy Mielnikach. Z wyjątkową bezwzględnością mordowano właśnie oficerów i inteligentów, których poznawano po gładkich, niezniszczonych od pracy dłoniach.
– Pewna kobieta opowiedziała mi tę relację. Gdzieś na Podolu czy Wołyniu bolszewicy wzięli do niewoli polskiego pułkownika, lekarza. „Bawili się” z nim w sposób następujący: rozpruli mu brzuch, okręcili wnętrzności na kołowrocie studni i puszczając w ruch korbę zmusili go do biegania wokół, kłując go bagnetami wśród śmiechów – mówił w jednym z wywiadów udzielonych „Rz” nieżyjący prof. Paweł Wieczorkiewicz. I dalej: – Pewien sowiecki lejtnant testował z kolei działa w ten sposób, że ustawiał przed lufą rzędem jeńców i oddawał strzał. Sprawdzał, ilu Polaków można zabić za jednym razem.
[srodtytul]Furia Chruszczowa[/srodtytul]
Podobne działania nie były wcale – jak się to często przedstawia – oddolną inicjatywą dzikich, żądnych krwi krasnoarmiejców z azjatyckich stepów. Wprost przeciwnie, była to zaplanowana z zimną krwią strategia sowieckiego państwa. Na przykład w sztabie Frontu Ukraińskiego doszło do gorszących scen, gdy Chruszczow brutalnie zwymyślał szefa tamtejszego oddziału NKWD. Powód? „Nic nie słychać o rozstrzelanych Polakach”.
Woroszyłow usprawiedliwiał zbrodnie Armii Czerwonej „brakiem zamierzonej złej woli, sytuacją działań bojowych oraz ostrej walki klasowej i narodowowyzwoleńczej miejscowej ludności z byłymi polskimi żandarmami i oficerami”. Uchwała Biura Politycznego KC WKP(b) usankcjonowała zaś ex post sowieckie ludobójstwo uchwałą z 3 października 1939 r.
Zezwalała ona trybunałom wojskowym Armii Czerwonej działającym na terytorium Polski wydawać wyroki śmierci za „przestępstwa kontrrewolucyjne”. Czyli na przykład udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku, przynależność do polskich organizacji społecznych czy politycznych. Nie mówiąc już o instytucjach oficjalnych. Takich jak policja, straż pożarna, straż graniczna, a nawet harcerstwo.
[srodtytul]Zapomniane mogiły[/srodtytul]
Specyfika września 1939 roku na Wschodzie polega na tym, że większość masakr i zbrodni popełnianych przez Armię Czerwoną do dziś pozostaje nieznana. A co za tym idzie nie wiadomo, gdzie spoczywają szczątki Polaków, którzy padli ich ofiarą. Poszukiwaniem i porządkowaniem grobów zajmuje się Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, ale jest to praca niezwykle żmudna.
Jak dowiedziałem się w Radzie, w przypadku przestępstw wojennych dokonywanych przez Niemców miejsca masakr i pochówku są doskonale znane. Wskazywała je miejscowa polska ludność zaraz po wojnie. Na ziemiach wschodnich, które po wojnie zostały przyłączone do Związku Sowieckiego, nie było na to szans. Polacy zostali wymordowani albo wywiezieni, a władze nie pozwalały upamiętniać miejsc, gdzie doszło do zbrodni. W efekcie o większości z nich nic dzisiaj nie wiadomo.
Dlatego poszukiwania poszczególnych mogił zajmują czasami nawet kilkanaście lat. Mimo to odnaleziono ich bardzo dużo. Świadczy to o tym, że skala zbrodni była gigantyczna. W świetle tego podana ostatnio przez IPN liczba 150 tysięcy Polaków zamordowanych przez Sowietów przez całą wojnę wydaje się zdecydowanie zbyt niska. Nikt na przykład nigdy nie policzył ofiar września 1939 roku na Kresach.
[srodtytul]Nie brać jeńców![/srodtytul]
Bolszewicy zakopywali ciała swoich ofiar byle jak. Czasami w przydrożnych rowach, przysypując je cienką warstwą piasku.
Czasami na polu, czasami w środku lasu. Nigdy nie oznaczali miejsc kaźni. Gdy robiła to miejscowa ludność – znaki były natychmiast niszczone przez sowieckie władze. Działo się tak również podczas drugiej okupacji, która rozpoczęła się w 1944 roku.
Sowieci w 1939 roku mordowali jeńców. Wielu żołnierzy, którzy się im poddali, rozstrzeliwali na miejscu.
Za Armią Czerwoną postępowały też specjalne jednostki NKWD, które oczyszczały teren z „elementów kontrrewolucyjnych”. Działały na takich samych zasadach jak niemieckie Einsatzgruppen złożone z esesmanów.
Oprócz tego występował drugi typ terroru. Jego sprawcami były uzbrojone grupy złożone z miejscowych komunistów, którzy przystąpili do akcji na wieść o wkroczeniu Armii Czerwonej.
Bandy te powstawały niemal we wszystkich miejscowościach, które dostały się pod sowiecką okupację. W ich skład wchodzili przede wszystkim przedstawiciele mniejszości: Białorusini, Ukraińcy i Żydzi.
[srodtytul]Pocałunki na pancerzach czołgów[/srodtytul]
W zbiorowej pamięci Polaków z września 1939 roku szczególnie negatywnie zapisali się ci ostatni. – Żydzi zachowywali się wobec nas okropnie. Cieszyli się z upadku państwa polskiego. Całowali pancerze sowieckich tanków wjeżdżających do miasta i atakowali pojedynczych żołnierzy. Dumnie nosili czerwone opaski – opowiada pani Irena Głowacka, która mieszkała wówczas w Białymstoku i została później wywieziona bydlęcym wagonem na Wschód.
Skomunizowani Żydzi byli wyjątkowo niebezpieczni, bo w przeciwieństwie do bolszewików znakomicie znali lokalne stosunki, wiedzieli, kto jest kim. Kto był oficerem, kto należał do polskich organizacji niepodległościowych, kto był policjantem czy urzędnikiem. – Żydzi pomagali tworzyć czarne listy polskich patriotów i chodzili wraz z NKWD od domu do domu dokonując aresztowań – mówi pani Głowacka.
„Ujawniło się, że ogół żydowski we wszystkich miejscowościach, a już szczególnie na Wołyniu, Polesiu i Podlasiu, zanim jeszcze ustąpiły polskie oddziały, wywiesił flagi czerwone i ustawił bramy triumfalne na powitanie wojsk bolszewickich, że zorganizował samorzutnie rewkomy i czerwoną milicję, że po wkroczeniu bolszewików rzucił się z całą furią na urzędy polskie, urządzał masowe samosądy nad funkcjonariuszami państwa polskiego, działaczami polskimi, masowo wyłapując ich jako antysemitów i oddając na łup przybranych w czerwone kokardy mętów społecznych” – raportował do Londynu gen. Grot-Rowecki.
[srodtytul]Żydzi w wagonach bydlęcych[/srodtytul]
W niektórych miejscowościach sowieccy kolaboranci z bronią w ręku atakowali oddziały Wojska Polskiego. Do najostrzejszych tego typu wystąpień doszło w Grodnie – nazywanym czasami Bydgoszczą Wschodu – oraz w Skidlu. – Dlaczego Żydzi to robili? Liczyli na to, że ich życie w sowieckim raju będzie lepsze niż w II RP. Szybko się jednak na tym przejechali – mówi pani Głowacka.
Rzeczywiście w fali sowieckich wywózek na Wschód w latach 1939 – 1945, Żydzi stanowili spory odsetek deportowanych. Na celowniku NKWD znalazła się żydowska inteligencja, ale także kupcy, a więc, zgodnie z komunistyczną ideologią kapitalistyczni wyzyskiwacze. Zresztą wielu, szczególnie tych zamożnych, Żydów od początku nie miało złudzeń i ostrzegało swoich współbraci przed zbytnim angażowaniem się po stronie nowego reżimu.
– Bolszewicy traktowali wojnę z Polską jako przedłużenie wojny domowej, jako wojnę rewolucyjną. A w takiej wojnie wroga niszczy się wszelkimi sposobami. Stąd też była to wojna nieludzka, zbrodnicza od samego początku – mówił we wspominanym wywiadzie prof. Wieczorkiewicz.
[srodtytul]Utopione w studni[/srodtytul]
Zgodnie z logiką rewolucyjnej wojny domowej i rozprzestrzeniania ideałów komunizmu na podbite terytoria Armia Czerwona na zajętych polskich terenach przystąpiła do eksterminacji „obszarników”. Czyli dzieła, które na terenie Rosji i innych państw przez siebie ujarzmionych dokonała w latach 1917 – 1921. Dla polskiego ziemiaństwa 17 września miał wymiar niemal apokaliptyczny. Oto kilka przykładów:
Michał Krasiński, weteran wojny 1920 roku, przyjaciel gen. Andersa, właściciel majątku Bojary w województwie grodzieńskim. Aresztowany w swoich włościach przez grupę sowieckich żołnierzy i rozstrzelany w masowej egzekucji 20 września na skrzyżowaniu pobliskich dróg. Jego ciało wrzucono do rowu melioracyjnego i długo nie pozwalano pogrzebać. Ekshumacji zwłok dokonano dopiero w 1989 roku.
Stanisław Gelewski, obrońca Lwowa z 1918 roku, właściciel majątku Szumlany Wielkie w województwie tarnopolskim. Podobnie jak Krasiński wywieziony z własnego domu.
Osądzony przez sąd doraźny NKWD w chacie miejscowego sołtysa. Oskarżenie: gnębienie chłopów. Wyrok: śmierć. Zabity na miejscu i pochowany na podwórku domu sołtysa przez wiernego sługę.
Helena Brzozowska, mieszkająca w majątku Górnofel w województwie nowogrodzkim. Wywleczona z domu przez sołdatów i utopiona w studni wraz z kilkuletnią córką.
[srodtytul]Śmierć pod chłopskim łóżkiem[/srodtytul]
Również podczas eksterminacji ziemian dużą rolę odegrała miejscowa ludność podburzona przez Sowietów – białoruskie i ukraińskie chłopstwo. We dworach i na folwarkach ziem wschodnich II RP rozegrały się sceny identyczne jak te, które miały miejsce na dworach Ukrainy po zakończeniu I wojny światowej i zostały we wstrząsający sposób opisane przez Zofię Kossak-Szczucką w powieści „Pożoga”.
Na „polskich panów” rzuciło się zrewoltowane przez sowieckich agitatorów chłopstwo. Mordowano ich całymi rodzinami, majątek i inwentarz grabiono, a dwory – cenne ośrodki kultury, często zawierające bogate zbiory dzieł sztuki i znakomite biblioteki – burzono bądź puszczano z dymem. Jedynie maszyny rolnicze zatrzymywali dla siebie bolszewicy, aby wywieźć je do Związku Sowieckiego.
Grupa Ukraińców 19 września zamordowała Kazimierza Harsdorfa, właściciela szeregu dóbr w województwach stanisławowskim i tarnopolskim. Straszliwie skatowany nożami i kijami skonał ukryty pod łóżkiem w chłopskiej chacie w majątku Leszczańce.
Podobny los spotkał Stanisława Falkowskiego, właściciela majątku Ostrzyca w województwie poleskim. Ukryty przez znajomych Żydów w Janowie Poleskim został tam znaleziony przez komunistyczną milicję. 22 września zamordowany i ograbiony podczas konwoju do Brodnicy. Sprawcą był należący do milicji były kryminalista. Ciało polskiego szlachcica zostało pochowane na miejscu zbrodni.
Wkrótce białoruskie i ukraińskie chłopstwo szybko przekonało się, czym naprawdę jest sowiecki raj, gdy komisarze przystąpili do kolektywizacji.
[srodtytul]Katastrofa geopolityczna[/srodtytul]
17 września dla ziem wschodnich Rzeczypospolitej był początkiem koszmaru terroru, przemocy i pożogi. Wydarzenie to nie było jednak tylko pasmem masakr polskich obywateli i palenia dworów. To przede wszystkim gigantyczna katastrofa geopolityczna. Wydarzenie, które całkowicie odmieniło i przeorientowało polską tożsamość kształtowaną przez ponad pół tysiąclecia obecności i zaangażowania na Wschodzie.
O ile geopolityczne skutki 1 września zostały odwrócone – odzyskaliśmy nie tylko ziemie zachodnie włączone przez Hitlera do Rzeszy, ale dostaliśmy jeszcze spore połacie niemieckiego terytorium – skutki 17 września trwają do dziś. Linia demarkacyjna wyznaczona w 1939 roku przez Hitlera i Stalina mniej więcej pokrywa się z linią Curzona, wzdłuż której wytyczono granicę powojennej komunistycznej Polski.
Polaków z ziem wschodnich wymordowano bądź wywieziono w falach wywózek podczas okupacji lat 1939 – 1941, a dzieła dokończono po 1944 roku w ramach nowej fali terroru i tzw. repatriacji zza Bugu. Starano się również usuwać wszelkie materialne i kulturowe ślady polskości na tych terytoriach. Eksterminowani zostali nie tylko ludzie, ale zniknął unikalny świat, który tworzyli.
Do dziś Polska odczuwa skutki planowego, metodycznego niszczenia elit. W zbrodniach katyńskich, które stały się następstwem agresji 17 września, zginął kwiat inteligencji polskiej. Po drugiej stronie kordonu inteligentów mordowali Niemcy – w Palmirach, w Akcji AB, w Oświęcimiu.
Wielu z tych, którym udało się przedostać na Zachód, już po wojnie nie mogło wrócić. A tych, którzy jednak wrócili, niszczyli polscy komuniści na usługach Związku Sowieckiego. Efektem jest ogromne spustoszenie wśród tej warstwy, która przenosi z pokolenia na pokolenie skarby myśli, tradycji, obyczaju...
[srodtytul]Koniec Rzeczypospolitej[/srodtytul]
Bolszewicy podczas wojny nie tylko położyli kres wieloetniczności i wielokulturowości Rzeczypospolitej, ale spowodowali przeorientowanie jej kilkusetletniej tradycji zaangażowania w Europie Wschodniej. Polska po przecięciu więzów łączących ją z terenami zamieszkałymi przez ludność litewską, białoruską i ukraińską, a za to ze Szczecinem i Wrocławiem oderwanym od Niemiec, została pozbawiona swojej spuścizny i misji na Wschodzie.
Obrócona na Zachód zajęła się obroną „ziem odzyskanych” przed „niemieckim rewanżyzmem”. I nie chodzi tu tylko o tworzących te propagandowe hasła komunistów, ale mentalnie – o prawie cały naród. Przecież emigracja niepodległościowa na każdym kroku podkreślała, że „w sprawie utrzymania granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej idzie razem z komunistami”.
17 września był wydarzeniem, które oznaczało więc ostateczną porażkę w wielowiekowej rywalizacji z Rosją o to, co Juliusz Mieroszewski nazywał przestrzenią ULB (Ukraina, Litwa, Białoruś). Związek Sowiecki tę przestrzeń opanował, a Polska stała się na pół wieku jego wasalem. Ta negatywna koniunktura miała odwrócić się dopiero po 1989 roku, gdy rozpadł się Związek Sowiecki, a Polska, Litwa, Białoruś i Ukraina odzyskały niepodległość.
k]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA