Historia

Legionowe śluby jak u Sienkiewicza

Henryk Sienkiewicz
NAC
Henryk Sienkiewicz – ulubiony pisarz kilku pokoleń Polaków – nie cieszył się specjalną estymą legionistów. To znaczy: i tak, i nie.
Z jednej strony nie potrafili mu wybaczyć krytycznego stosunku do podjętego przez nich czynu zbrojnego, z drugiej zaś nie mogli się wyzwolić spod uroku „Trylogii”. To dlatego w I i II Brygadzie było tylu „Kmiciców”, „Bohunów”, „Skrzetuskich”, a sam Józef Piłsudski „Ogniem i mieczem”, „Potop” i „Pana Wołodyjowskiego” traktował bez mała jako skarbnicę myśli politycznej i wojskowej.
Po rewolucji 1905 r. Sienkiewicz nie mógł patrzeć na socjalistów. Uważał ich za kosmopolitów i bezwyznaniowców niszczących tradycyjne wartości narodowe i religijne, akcentował też niepokojący go masowy udział Żydów w działaniach rewolucyjnych. W 1906 r. napisał głośny artykuł „Chwila obecna”, po którym niemal powszechnie przypisano mu sympatyzowanie z narodową demokracją. W świetle faktów wygląda jednak, że ważniejsza była jego postawa antysocjalistyczna niż proendecka. No i przede wszystkim Sienkiewicz był pisarzem, artystą wypowiadającym się głównie w literaturze, a nie w publicystyce politycznej. Do samych Legionów stosunek miał ambiwalentny. Walczyły o upragnioną wolność, o wymarzoną niepodległość, ale u boku znienawidzonych Niemiec. W 1915 r., przebywając w Szwajcarii, w Vevey, gdzie organizował pomoc dla ofiar wojny, napisał list do Stanisława Osady, w którym bez ogródek stwierdził, że młodzi ludzie, wspierając Prusaków, dążą do czwartego rozbioru Polski. Złagodził jednak tę surową i niesprawiedliwą ocenę słowami: „Wystąpienie ich jest politycznym szaleństwem, moje serce jest jednak z nimi, a nawet z ich przywódcami wojskowymi, o których to przynajmniej można powiedzieć, że zamiast obradować bezpiecznie i kłaniać się Austriakom w Wiedniu, nadstawiają głowy w polu i podtrzymują sławę polskiego męstwa”.
Wcześniej, jeszcze w 1914 r., legioniści pod samym Beliną odwiedzili pisarza w Oblęgorku. Podobno rozmowa trwała zaledwie parę minut, choć relacje różnią się między sobą i nie do końca jest pewne, czy Sienkiewicz odniósł się do wizyty z niechęcią, czy też – jak twierdził Wieniawa – pojawiło się na jego twarzy „wzruszenie, a zarazem troska głęboka, obawa i niepokój o przyszłość, o losy wojny, która na naszych ziemiach rozgorzała, o Polskę... może i o nas, obszarpanych, obdartych, nielicznych, ale pierwszych”. Na pewno Sienkiewicz nie był w takim stopniu autorem Józefa Piłsudskiego jak ze współczesnych mu Wyspiański, a z wielkich poprzedników Słowacki. Niemniej z „Potopem” czy „Ogniem i mieczem” nie rozstawał się, tę pierwszą powieść miał ze sobą nawet w okopach na Wołyniu. Bohdan Urbankowski w pracy „Józef Piłsudski, marzyciel i strateg” zwrócił uwagę na wykonywane przez Komendanta rycerskie gesty, które pierwowzory miały w „Trylogii”. Sam Piłsudski mniej lub bardziej świadomie naśladował księcia Jeremiego z „Ogniem i mieczem”: „(...) był obecny na pierwszej linii, demonstracyjnie czytał książkę pod ostrzałem”. W przeciwieństwie do Wiśniowieckiego zachowywał rycerskość także wobec przeciwników, w tym przypadku przypominając raczej Skrzetuskiego, który nie pozwalał zabijać pokonanych. Ciekawe, że w Legionach zdobyły popularność rozmaite śluby czynione przez żołnierzy na wzór tych, które złożył w „Ogniem i mieczem” Longinus Podbipięta. I Józef Piłsudski też ślubował w kwietniu 1919 r., że nie zapali papierosa, dopóki nie zdobędzie Wilna... [i]Krzysztof Masłoń - krytyk literacki, dziennikarz „Rzeczpospolitej”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL