fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Terroryzm

Wojna na ulicach Bombaju

Wczorajszy antyterrorystyczny protest członków i sympatyków opozycyjnej indyjskiej partii BJP w Hajdarabadzie
AFP, Noah Seelam Noah Seelam
Premier Manmohan Singh grozi krajom, które pomogły zamachowcom, sugerując współudział Pakistanu. Terroryści zabili co najmniej 125 osób, wzięli zakładników i ponad dobę toczyli walki z siłami bezpieczeństwa
Zamachowcy zaatakowali w środę wieczorem, ale ponad dobę później nad Bombajem wciąż unosił się dym i słychać było kanonadę. Islamscy ekstremiści przetrzymywali zakładników w hotelach Tadż Mahal i Oberoi, a także w żydowskim ośrodku Nariman House.
Policja i wojsko przypuściły szturm na wszystkie trzy budynki. O każdy pokój i każde pomieszczenie, w których bronili się terroryści, toczyły się zacięte walki. Operacja zakończyła się jednak pełnym sukcesem tylko w hotelu Tadż. W nocy poinformowano, że wszyscy terroryści znajdujący się w tym budnku zostali zabici.
Gorzej sytuacja wyglądała w Oberoi, gdzie ekstremiści stawiali zacięty opór. Choć udało się uwolnić 39 zakładników, nadal duża część hotelu znajdowała się rękach terrorystów. Sprzeczne informacje dochodziły natomiast z Nariman House. Hindusi twierdzili, że udało im się odbić siedmiu zakładników, ale izraelscy dyplomaci dementowali te informacje.
W atakach, które ekstremiści przeprowadzili w kilku punktach miasta, zginęło co najmniej 125 osób. Wśród zabitych było siedmiu obcokrajowców i 12 policjantów. W zaatakowanych hotelach przebywało czterech polskich obywateli, wszyscy przeżyli. – Jeszcze w nocy ze środy na czwartek dwaj zdołali się wydostać z hotelu Tadż Mahal. W czwartek po południu uwolniono Polaka z hotelu Oberoi i Polkę, która ukrywała się w Tadż – mówi „Rzeczpospolitej” żona konsula w Bombaju Agnieszka Bylińska.
Indyjskie władze nie mają wątpliwości, że zamachy zorganizowali ekstremiści pochodzący z zagranicy. – Nasi sąsiedzi będą musieli zapłacić, jeśli pozwolili na wykorzystanie swego terytorium do tego ataku – mówił premier Manmohan Singh. Chociaż nie wymienił nazwy kraju, głównym podejrzanym jest Pakistan, z którym Indie toczą spór o prowincję Kaszmir. Wysoki przedstawiciel indyjskiej armii, gen. R. K. Hooda wprost oświadczył, że ekstremiści byli z Pakistanu. Islamabad zapewnia, że nie miał z atakiem nic wspólnego, ale jeden z zamachowców, który zatelefonował do indyjskiej telewizji, oskarżał Indie o zabijanie muzułmanów w Kaszmirze.
– Stosunki między Indiami i Pakistanem znacznie się poprawiły. Ekstremiści z Kaszmiru boją się, że staną się niepotrzebni i że zostanąw końcu wyeliminowani. Dlatego walcząc o przetrwanie, próbują postawić Indie i Pakistan na krawędzi konfliktu – przekonuje pakistański politolog prof. Ijaz Khan.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA