fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Dziś wystarczy kubek i torebka na sznurku

Corbis
Najwięcej herbaty piją Irlandczycy. Wciąż odmładza, uspokaja lub pobudza, mimo że tradycje jej prawdziwego parzenia podtrzymują tylko Japonia i Chiny
W szybkim europejskim świecie, jeśli chce się choć szczątkowo zachować tradycję parzenia herbaty, trzeba mieć dwa czajniczki, najlepiej porcelanowe albo przynajmniej kamionkowe. Jeden należy napełnić gorącą wodą, wrzucić liście herbaty (łyżeczkę na jedną filiżankę) i parzyć ok. 3 – 5 minut. Następnie wystarczy przelać napój do drugiego czajniczka, oddzielając liście od naparu. Wydaje się proste.
Ale zazwyczaj robi się to tak: do szklanki z gorącą wodą wrzuca się torebkę ze zmielonymi listkami herbaty, czasami dodaje cukier, czasami nie i… jest herbata.
Kiedy na polskim rynku pojawiła się herbata ekspresowa, wypierając ulungi, assamy i cejlony, zniknęły czajniczki do parzenia, a wraz z nimi resztki rytuału. Niektórzy pamiętają o wyjęciu łyżeczki ze szklanki lub kubka, inni pomijają i ten szczegół. Wiele osób nie odróżnia earl greya od english breakfast, niektórzy wiedzą, że istnieje herbata zielona.
W Europie picie herbaty kojarzy się z Anglikami, którzy dodają do niej mleko lub śmietankę, łagodząc mocny smak na przykład angielskiej śniadaniowej. Jednak najbardziej zagorzałymi zwolennikami herbaty są Irlandczycy, piją jej najwięcej na świecie. W irlandzkich firmach o godzinie 11 następuje nieformalna przerwa na herbatę.
W USA herbata wróciła w ostatnich latach do łask, ale jako mrożony napój orzeźwiający. W Rosji prawdziwe picie herbaty to wciąż samowar i kostka cukru do ust. Tu nic się nie zmieniło od XVIII wieku. „Rosyjska karawana”, czyli mieszanka próbująca odtworzyć smak tradycyjnej rosyjskiej herbaty, przewożonej karawanami z Chin, należy do najbardziej poszukiwanych. W Chinach, ojczyźnie herbaty, zachowały się dziesiątki obyczajów jej picia – najczęściej jest parzona w miseczce z przykrywką zwaną hajwanem.
[ramka][srodtytul]Herbata i historia[/srodtytul]
Pierwsze wzmianki pochodzą z księgi Chou Huna z VIII w. p.n.e. Tysiąc lat później chiński poeta Lo You napisał świętą księgę herbaty: o rytuale jej picia, gatunkach, ze spisami wielbicieli i plantatorów. Następnie herbata zawędrowała do Mongolii i Tybetu, a potem zetknęli się z nią Rosjanie kolonizujący Syberię. W zachodniej Europie pojawiła się w XVII w. przywieziona przez Holendrów.
Stała się popularna we Francji, w Niemczech i samej Holandii oraz Portugalii. Do Anglii trafiła w 2. poł. XVII w., a prawdziwa moda na nią przyszła, gdy król Karol II ożenił się z portugalską księżniczką Katarzyną Braganza, a ta w posagu przywiozła na dwór angielski skrzynię z herbatą. Jest też w tej historii mało znany wątek polski – podróżujący na wschód polski misjonarz i przyrodnik Michał Boym (XVII w.) opisał herbatę i sposoby jej picia. W Europie kontynentalnej bardzo szybko przegrała z kawą (miał tu swoje zasługi polski król Jan III Sobieski). Utrzymała się natomiast w Anglii i Irlandii, w koloniach amerykańskich i w Rosji, choć tam, ze względu na cenę, była napojem arystokracji.
Z herbatą wiąże się też jeden z najciekawszych okresów w historii żeglugi – epoka kliprów herbacianych (2 poł. XIX w.), szybkich statków żaglowych wożących herbatę z Chin do Anglii. Ścigały się na tej trasie, a kto pierwszy przywiózł ładunek świeżej herbaty, dostawał za nią najwyższą cenę.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA