fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

„Gigantyczne zamierzenie”

Stoisko z prasą żydowską
Zbiory ŻIH
Bibliografia prasy żydowskiej wydawanej w Polsce i w innych krajach
Uczestnicząc w sierpniu 1981 roku w VIII Światowym Kongresie Nauk Judaistycznych w Jerozolimie, gdzie w sekcji poświęconej zagadnieniom prasy codziennej i periodycznej wygłosiłem referat „Prasa żydowska w Polsce między dwiema wielkimi wojnami – jej rola i znaczenie w życiu politycznym, społecznym, gospodarczym i kulturalnym”, profesor Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie Chone Shmeruk (zm. w Warszawie w 1997 r.) z Ośrodka Badań Historii Żydów w Polsce mówił mi o gigantycznym zamierzeniu opracowania bibliografii żydowskiej prasy codziennej, periodycznej i nieperiodycznej oraz kalendarzy wydawanych we wszystkich „językach żydowskich”, tzn. w hebrajskim (iwrit), w żydowskim (jidysz), a także w ladino (zwanym także spaniol) – dziś zanikającym języku Żydów hiszpańskich, północno-afrykańskich i bałkańskich, oraz w kilkudziesięciu językach krajów Europy i innych kontynentów, gdzie Żydzi zamieszkiwali i zamieszkują oraz wydają prasę w językach krajowych.
Prasą wydawaną w Polsce zajmował się dr Paweł Glikson (zm. 1983), urodzony w 1921 r. w Warszawie, żołnierz polskich sił zbrojnych ranny w bitwie pod Monte Cassino. Właśnie jemu powierzono przygotowanie bibliografii prasy wydawanej w Polsce i w innych krajach. Początkowo zajmował się wyłącznie prasą żydowską wydawaną w języku polskim, której „inwentarz”, wersję jeszcze „w rozsypce” i nieukończoną mi pokazał. Była to prasa wydawana nie tylko w Polsce, lecz także w innych krajach, m.in. w Izraelu. „Inwentarz” obejmował „na razie” 520 tytułów, w tym 14 wydawanych w kilku stolicach Europy i w Nowym Jorku. Osobno zawarł bardzo ciekawą informację o tytułach gazet i czasopism wydawanych w języku polskim w Izraelu. Z 34 wymienionych przezeń tytułów najdłużej ukazywał się i ukazuje dotychczas dziennik (obecnie tygodnik) w języku polskim „Nowiny-Kurier”. Również długo ukazywał się założony w 1949 r. tygodnik „Przegląd”, który do 1982 r. kilkakrotnie zmieniał nazwę m.in. na „Przegląd Izraelski”.
Glikson wspomina również o prasie wydawanej nie przez Żydów, ale Żydom wyłącznie poświęconej. Jest to prasa antysemicka, wydawana nie tylko w języku polskim, ale także w innych językach.
Najczęściej była brutalnie ekstermistyczna, o czym świadczą także tytuły niektórych, jak np. „Grom – Dwutygodnik Narodowo-Społeczny Walczący z Zalewem Żydowskim” (Kępno, 1938) albo „Pod Kropidłem. Pismo Antyżydowskie Poświęcone Obronie Handlu, Przemysłu i Rzemiosła Chrześcijańskiego”, (Radom, 1939) i inne.
Znajdujemy w tym „wstępnym inwentarzu” także wzmianki o poświęconych Żydom czasopismach wydawanych w Polsce w językach europejskich.Niestety, przedwczesna śmierć Pawła Gliksona przerwała jego benedyktyńską pracę.
Wojna położyła kres prasie Żydów polskich. Podczas okupacji ukazywała się prasa konspiracyjna. Do wybuchu powstania w getcie warszawskim ukazywało się ponad 70 pism, w tym około 40 w języku żydowskim, 10 w hebrajskim i ponad 20 w języku polskim. Niektóre pisma wydawane były w wersjach dwu-, a nawet trzyjęzycznych.
[ramka]Po zgonie Józefa Piłsudskiego
Komentarz „Hajnt” („Dzisiaj”) z 13 maja 1935 r.
Bolesna wieść o zgonie Józefa Piłsudskiego wywołała głęboką, szczerą żałobę w sercach wszystkich narodów Rzeczypospolitej Polskiej. Naród Polski stracił największego swego Syna, który w ciągu pokoleń nie miał sobie równego; Państwo Polskie osierocone zostało przez swojego Twórcę i Budowniczego, który całą swą młodość strawił w nadludzkich wysiłkach i ofiarach dla jego odrodzenia i wyzwolenia, i do ostatniego tchnienia, jak wierny ojciec, czuwał nad jego dobrem. Mniejszości narodowe, a wśród nich i my, Żydzi, straciły przez zgon Piłsudskiego człowieka, w którym widziały wyobrażenie i ucieleśnienie najpiękniejszych polskich tradycji dziejowych tolerancji i walki o wolność Ludów. Ale i daleko poza granicami Państwa Polskiego zgon Oswobodziciela Polski obudzi serdeczne współczucie wśród tych, którzy mieli sposobność zapoznać się ze wspaniałym dziełem życiowym tego Człowieka, na miarę mitologicznych centaurów, który na barkach swych dźwigał cierpienie i troski milionów.
[i](Tłumaczenia z jidysz dokonała redakcja czasopisma „Sprawy Narodowościowe”)[/i][/ramka]
[ramka]Ostatni „Moment”
Wydanie ostatniego numeru „Momentu” 23 września 1939 roku wspomina jeden ze współpracowników redakcji, po wojnie dyrektor ŻIH, prof. Bernard Mark: W wigilię święta Dnia Pojednania (Jom Kipur – Sądny Dzień) nastąpił atak powietrzny na dzielnicę żydowską. Ogień był wtedy już tak silny, że ostatnie linotypy zaczęły topnieć. Staliśmy bezradni, patrząc, jak znika wynik prawie 30-letniej pracy. Starzy zecerzy stali w ponurym milczeniu, cicho płacząc... Na razie ocalała wielka maszyna rotacyjna. Niemcy rozebrali ją na początku października i wywieźli do Berlina.[/ramka]
[ramka]Czy pogrzebać skremowanego?
Sprawa kupca warszawskiego Abrahama Icchoka Wiesla przed rabinatem warszawskim. Rabinat pierwotnie odmówił prawa pochowania jego prochów, bowiem jego ciało zostało skremowane. I oto zmienia decyzję – o czym donosi „Nasz Przegląd”, 1926, nr 297: „Prochy b.p. I. Wiesla zostaną pochowane na cmentarzu żydowskim”. Sprawa na tym się nie zakończyła i dotarła do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Zmarły ostatecznie spoczął w grobowcu rodzinnym. By uniknąć takich sytuacji, rabinat wydał instrukcję, by zarząd cmentarza, sprzedając teren pod grób, odbierał pisemne zobowiązania, że chowana w nim osoba nie będzie poddana kremacji ani sekcji zwłok.
Wczoraj w ciągu 4 i pół godziny wszyscy członkowie rabinatu pod przewodnictwem wiceprezesa zarządu gminy p. Sz. Rosenbluma obradowali nad sprawą pochowania prochów b.p. Abrachama Icchoka Wiesla, która wywołała tak wielkie zainteresowanie i napięcie wśród społeczeństwa żydowskiego.
Kilku rabinów wypowiedziało się przeciwko pochowaniu prochów na warszawskim cmentarzu żydowskim. Jedynie eksposeł rab [in] Perlemuter [Abraham Hersz Perlemuter, członek rabinatu warszawskiego, poseł na Sejm 1919 – 1922] zaraz z początku szukał wyjścia, aby prochy móc pochować na cmentarzu warszawskim. Kiedy rab [in] Perlemuter zaczął motywować swoje wywody, rozpłakał się i nagle stracił przytomność. Zaczęto go cucić i dopiero po zastosowaniu rozmaitych środków rab [ina] Perlemutera doprowadzono do przytomności.
Jako obrońcy z wywodami, że trzeba prochy pochować na cmentarzu warszawskim, wystąpili pos [eł Joszua] Farbstein, Icchok Sztykgold i [Chaim] Kacenelbogen [członkowie zarządu gminy warszawskiej biorący udział w posiedzeniu jako obserwatorzy, reprezentujący świecki punkt widzenia – red.].
Potem wszyscy członkowie zarządu gminy opuścili salę obrad, żeby rabini sami mogli zastanowić się nad uchwałą. Po długiej i bardzo burzliwej naradzie rabinat uchwalił: Wychodząc z założenia przepisów religijnych, wszyscy rabini jednogłośnie jeszcze raz oświadczają, że prochy, które zostały spalone w krematorium, nie mogą być pochowane na cmentarzu. Po zaznajomieniu się jednak z różnymi motywami testamentu, w którym podane jest, że zmarły A. I. Wiesel nie kazał się umyślnie spalić, lecz tylko by ułatwić dzieciom przewiezienie zwłok, o ile umrze za granicą, uchwalono jako wyjątek pochować prochy przy końcu ulicy na cmentarzu. W przyszłości żadne wyjątki w takich wypadkach nie będą czynione. Ci, których zwłoki zostaną spalone w krematorium, nie będą pochowani na cmentarzu. Uchwalono też zwrócić się do zarządu gminy, aby we wszystkich nowych umowach o kupno grobów rodzinnych był wpisany punkt, że ci, których zwłoki zostaną spalone w krematorium, nie będą mieli prawa być pochowani na cmentarzu.
Rodzina zmarłego A. I. Wiesla przez cały czas obrad rabinatu obecna była w poczekalni, lecz na posiedzenie nie została dopuszczona. Po uchwale rabinatu rodzina udała się do domu na naradę, aby się zastanowić, co dalej uczynić, czy zgodzić się na uchwałę rabinatu, aby prochów nie pochowano w rodzinnym grobie, lecz na oddzielnym miejscu.[/ramka]
[wyimek]Glikson wspomina również o prasie wydawanej nie przez Żydów, ale Żydom wyłącznie poświęconej. Jest to prasa antysemicka, wydawana nie tylko w języku polskim, ale także w innych językach. Najczęściej była brutalnie ekstermistyczna[/wyimek]
[ramka]Proces Bejlisa
Dzienniki żydowskie, w tym wydawane w języku polskim, m.in. „Nowa Gazeta” (1906 – 1918) i „Przegląd Codzienny” (1913 – 1914) – obok publicystyki „narodowo-żydowskiej” i informacji nie gardziły sensacją (np. „14-letni gwałciciel”, „O honor niewieści”, 30 I 1913). Na długie tygodnie w 1913 r. ich łamy zajęła sprawa o rzekome zabójstwo w Kijowie ucznia miejscowej szkoły duchownej Andrzeja Juszczyńskiego (12 III 1911 przepadł bez wieści, odnaleziony został 20 tegoż miesiąca), przez 39-letniego Menachema Mendla Bejlisa. Był to nie tylko proces kryminalny. Chodziło o problem „mordu rytualnego”; czy takie mordy – jak sugerowała skrajna reakcja – w ogóle mają miejsce i jakiekolwiek uzasadnienie w religii Żydów, czy też są jedynie najhaniebniejszym pomówieniem. Przez pięć dni prasa żydowska zamieszczała kilkustronicowe relacje, akt oskarżenia, mowy prokuratora i obrońców, zeznania świadków i oskarżonego. „Przegląd Codzienny” wysłał do Kijowa swoich korespondentów, których relacje, często drukowane w „Dodatku Nadzwyczajnym”, aż do zakończenia procesu całkowitym uniewinnieniem Bejlisa („Bejlis uniewinniony” – „Dodatek Nadzwyczajny” nr 297, 10 XI 1913).[/ramka]
[ramka]„Ostatnie Wiadomości” dla niewybrednych
Samuel Jackan, współzałożyciel dziennika „Hajnt”, chcąc pozyskać mało wybrednych czytelników, przez lata nosił się z zamiarem wydawania popularnej gazety, tańszej od innych, zamieszczającej obszerną kronikę kryminalną, pikantne ploteczki, sensacyjne romanse i rewolwerowe opowiadania, rozrywki, rebusy, krzyżówki z nagrodami i zupełnie pozbawioną elementu żydowskiego. Ukrytą ideą Jackana było stworzenie popularnego dziennika lansującego dyskretnie zgodne, dobre współżycie Żydów i Polaków.
[wyimek]W 1929 r. ukazała się nowa, brukowa niebrukowa, ale od razu popularna, poczytna i tania (10 groszy) gazeta „Ostatnie Wiadomości”, która osiągnęła szybko wielki, jak na owe czasy, nakład 150 tys. egzemplarzy, stając pod tym względem w rzędzie trzech pierwszych gazet w kraju[/wyimek]
I oto w 1929 r. ukazała się nowa, brukowa niebrukowa, ale od razu popularna, poczytna i tania (10 groszy) gazeta „Ostatnie Wiadomości”, która osiągnęła szybko wielki, jak na owe czasy, nakład 150 tys. egzemplarzy, stając pod tym względem w rzędzie trzech pierwszych gazet w kraju. Dziennik ukazywał się do 1939 r.
Swoją poczytność gazeta zawdzięczała mniej ambitnym odbiorcom, nawet takim, którzy wcześniej gazet nie czytali. Niektórzy czytelnicy, szczególnie płci żeńskiej, z wypiekami na twarzy czekali na następny odcinek powieści (na całej stronie!), by się dowiedzieć, co będzie dalej z Zofią, „w której pierś Stefan wycelował rewolwer” – cdn.[/ramka]
[ramka]Sensacje
Wbrew pozorom publikacje w prasie żydowskiej, wydawanej w jidysz, znajdowały oddźwięk także w społeczności nieżydowskiej. Świadczą o tym niektóre interpelacje sejmowe lub polemiki w prasie polskiej. Na przykład popołudniówka „Hajntige Najes” („Dzisiejsze Nowiny”, 1919 – 1939, nakład 75 tys. egz.) w lipcu 1939 r. opublikowała, z ogromnym nagłówkiem na pierwszej stronie, artykuł pt. „PO ŻNIWACH WOJNA?”. Pierwszy nakład został skonfiskowany, ponieważ tytuł był zaopatrzony w wykrzyknik, zastąpiony z nakazu cenzury znakiem zapytania. Artykuł spowodował panikę i run na produkty spożywcze, nie tylko ze strony Żydów.
Swoją popularność i duży nakład gazeta zawdzięczała sensacyjnym powieściom (m.in. znanego włamywacza Urke Nachalnika „Tamte ulice...”), reportażom kryminalnym i sądowym oraz różnego rodzaju „Intymnym rozmowom” (Róża Jakubowicz), poradom, ale także bardziej ambitnym publikacjom, syntetycznym, popularnie ujętym przeglądom politycznym. Gazeta miała dwa wydania – A i B, różniące się w treści bieżącej informacji i telegraficznych doniesień.[/ramka]
[ramka]Regnis
Prasa żydowska zarówno wydawana w jidysz, jak i po polsku dysponowała znakomitą kadrą dziennikarską, wśród której wyróżniał się Bernard Singer (1893, Warszawa – 1966, Londyn), komentator polityczny i sprawozdawca sejmowy, znany bardziej pod pseudonimem Regnis, współpracujący z „Naszym Przeglądem” i z dziennikami w jidysz. Jego cotygodniowe przeglądy polityczne, reportaże, felietony cieszyły się dużą poczytnością i bywały tematem wielu dyskusji. Odbył wiele podróży zagranicznych, m.in. do ZSRR i USA, o których publikował reportaże.
Po wybuchu wojny w 1939 r., wraz z innymi dziennikarzami, był ewakuowany przez polskie MSZ. Aresztowany w Rydze przez NKWD został osadzony w łagrze. Uwolniony w wyniku porozumienia Sikorski – Majski, został zatrudniony w Wydziale Prasowym Ambasady RP w Kujbyszewie. W 1942 r. z armią Andersa znalazł się w Iranie i wkrótce zamieszkał w Londynie. Tu pracował w Ministerstwie Informacji i współredagował pisma wydawane przez Ambasadę RP. Był także komentatorem tygodnika „The Economist”.
W 1990 r. ukazał się zbiór jego przedwojennych felietonów „Od Witosa do Sławka” i kilkakrotnie wznawiane wspomnienia „Moje Nalewki”. Jego syn Nachum walczył w Brygadzie Karpackiej i zginął pod Tobrukiem.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA