fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Placówki medyczne bezprawnie używają nazwy klinika i wprowadzają chorych w błąd

www.sxc.hu
Lecznice bezprawnie używają nazwy zastrzeżonej dla szpitali uniwersyteckich i wprowadzają chorych w błąd.

Na rynku medycznym jak grzyby po deszczu wyrastają kliniki okulistyczne, laryngologiczne, kardiologiczne i stomatologiczne.

To, że placówki medyczne tak chętnie używają miana kliniki, aby dodać sobie prestiżu, nie oznacza, że mają do tego prawo.

Nazwa „klinika" jest zastrzeżona dla wybranych lecznic. Są to szpitale i oddziały należące do uniwersytetów medycznych, które poza leczeniem zajmują się również kształceniem przyszłych lekarzy czy pielęgniarek. Nazwą „klinika" mogą się także posługiwać inne placówki medyczne, nienależące wprawdzie do uczelni, ale zajmujące się kształceniem kadr medycznych.

Tak stanowi art. 89 ust. 6 ustawy o działalności leczniczej.

– Nikt inny nie jest uprawniony do posługiwania się tą nazwą. Jeśli ktoś ją podaje, to wprowadza pacjenta w błąd. A zgodnie z ustawą o prawach pacjenta powinien on być informowany, jaki jest rzeczywiście rodzaj i zakres świadczeń udzielanych w danej placówce medycznej – tłumaczy adwokat Michał Sierpiński z kancelarii adwokatów i radców prawnych Sowisło i Topolewski. Podkreśla, że informacja niezgodna ze stanem faktycznym jest niedopuszczalną reklamą. Jej rozprzestrzenianie koliduje z kodeksem etyki lekarskiej, którego art. 65 zakazuje wszelkich form reklamy świadczonych usług leczniczych. W związku z tym wobec lekarzy posługujących się bezprawnie nazwą „klinika" lekarscy rzecznicy odpowiedzialności zawodowej mogą wszczynać postępowania dyscyplinarne.

W praktyce nie jest to jednak takie oczywiste.

– Większość tych pseudoklinik nie należy do lekarzy, ale do biznesmenów. I my możemy jedynie interweniować u wojewody. Rzecznikowi dyscyplinarnemu zdarza się natomiast występować przeciw lekarzom – mówi Jerzy Friediger, wiceprezes małopolskiej Okręgowej Izby Lekarskiej.

Podkreśla, że pojedynczy lekarze raczej nie nazywają swoich gabinetów klinikami.

Sami wojewodowie wysyłają do właścicieli placówek pisma z prośbą o odstąpienie od używania nazwy. Tyle że nawet po interwencji wojewody, który prowadzi rejestr podmiotów leczniczych, placówka nie zawsze rezygnuje z używania nazwy „klinika".

– Do tej pory były dwa takie przypadki. Jedna z tych placówek odstąpiła od używania niewłaściwej nazwy. Druga sprawa jest w toku – informuje Małgorzata Oczoś-Błądzińska, rzecznik wojewody podkarpackiego. W Małopolsce wojewoda z kolei interweniował w ciągu ostatniego półtora roku trzy razy. Skutecznie.

– Słabością ustawy o działalności leczniczej jest to, że nie przewiduje żadnych sankcji – ubolewa mec. Sierpiński.

Kliniki medyczne to niejedyny problem. Kosmetyczki swoich firm nie nazywają już gabinetem czy salonem, ale kliniką: paznokcia, włosów czy piękna. Rejestru tych salonów wojewoda już nie prowadzi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA