fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

W muzyce wszystko już było

Piotr Stelmach
Fotorzepa/ Radek Pasterski
- Na pewno współcześnie nie ma jednego dominującego nurtu, jakim był grunge na początku lat 90. czy punk rock w Wielkiej Brytanii i USA w drugiej połowie lat 70. - mówi Piotr Stelmach, dziennikarz muzyczny.

"Rzeczpospolita": Naukowcy z Wielkiej Brytanii zbadali dzieje muzyki rozrywkowej i wskazali trzy momenty, w których – ich zdaniem – dokonała się rewolucja: rok 1964, czyli początek popularności zespołu The Beatles, rok 1983, gdy zaczęto stosować nowe technologie, i rok 1991, kiedy do głównego nurtu weszły rap i hip-hop. Czy wyodrębnienie kluczowych momentów w historii muzyki jest naprawdę takie proste?

Piotr Stelmach:
Gdybyśmy mieli mówić o rewolucjach w muzyce, musielibyśmy wymienić zdecydowanie więcej takich momentów. Należałoby wspomnieć rok 1956 i Elvisa Presleya czy koniec lat 60. i zespół Led Zeppelin. Trzeba dodać początki rocka progresywnego, pierwszą płytę zespołu King Crimson i początek działalności grupy Pink Floyd oraz album „The Dark Side of the Moon". Na takiej liście powinny się też znaleźć zespół Sex Pistols i początek punk rocka. Trzeba byłoby uwzględnić płyty i działalność zespołu The Clash. Do tego dochodzą nowi romantycy i początek lat 80.

To już kilka ważnych momentów, a dotarliśmy ledwie do początku lat 80.

Jeśli mielibyśmy mówić o krokach milowych w muzyce w ogóle, to nie możemy zapominać o wielkich ludziach jazzu. Miles Davis, John Coltrane czy Charles Mingus to nazwiska, które po prostu trzeba wymienić, bo oni zmieniali historię muzyki.

A w czasach nam bliższych coś lub ktoś był objawieniem?

Sam rok 1991 jest ważny dla historii muzyki, ale nie tylko ze względu na hip-hop. To był rok triumfu zespołu Nirvana i płyty „Nevermind". Również Metallica wydała wtedy swój „Black Album", a U2 płytę, która okazała się przełomem w jego działalności. Ale i od tamtej pory pojawili się artyści, którzy zmienili w historii muzyki bardzo wiele. Chodzi m.in. o Jacka White'a i to, co robił z zespołami The Racounters, Dead Weather czy jako artysta solowy. Nie da się mówić o muzyce rozrywkowej ostatnich 15 lat bez wspomnienia jego działalności.

Czy dzisiejsza muzyka nie jest jednak gorsza od tego, co grało się kiedyś?

Na pewno współcześnie nie ma jednego dominującego nurtu, jakim był grunge na początku lat 90. czy punk rock w Wielkiej Brytanii i USA w drugiej połowie lat 70. Wykonawcy dzisiaj mają trudniej, bo w muzyce rozrywkowej wszystko tak naprawdę już było. Ale może w związku z tym pojawia się pole do pokazania czegoś zupełnie nowego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA