fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Walka o pamięć z polityką w tle

Pomnik na Westerplatte
Fotorzepa/Adam Burakowski
Na skromnych obchodach zakończenia II wojny światowej na Westerplatte nie pojawi się żaden polityk ze światowej pierwszej ligi. Jak dowiedziała się "Rzeczpospolita", USA będzie reprezentować jedynie ambasador tego kraju.

Jeszcze do wtorku za sukces polskiej dyplomacji można byłoby uznać udział w obchodach 70. rocznicy zakończenia wojny sekretarza generalnego ONZ Ban Ki Muna. Tyle że zaraz po gdańskich obchodach poleci on do Kijowa, a 9 maja będzie obserwował paradę wojskową na placu Czerwonym w Moskwie.

W Polsce główna część obchodów planowana jest na 7 i 8 maja. W panelu organizowanym w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku wezmą udział historycy: Timothy Snyder (USA), Juri Afanasjew (Rosja), Norman Davies (Wielka Brytania), Georges-Henri Soutou (Francja), Andrzej Paczkowski (Polska), Stefan Troebst (Niemcy). Potem prezydent Bronisław Komorowski poprowadzi panel polityczny „Integracja europejska. Lekcja wyciągnięta z II wojny światowej i jej współczesne znaczenie". Po jego zakończeniu odbędą się uroczystości przy pomniku Obrońców Westerplatte. – Trudno zrozumieć zakończenie wojny, nie pamiętając o jej rozpoczęciu – tak już kilka miesięcy temu tłumaczył Komorowski wybór Gdańska na miejsce uroczystości.

Jak podaje Kancelaria Prezydenta RP, udział w obchodach potwierdzili m.in. sekretarz generalny ONZ, przewodniczący Rady Europy Donald Tusk oraz prezydenci: Bułgarii, Chorwacji, Cypru, Czech, Estonii, Litwy Rumunii, Ukrainy, ponadto premier Słowacji Robert Fico, były prezydent Niemiec Horst Koehler. Francję będzie reprezentował minister obrony, a inne kraje tylko ambasadorzy, tak będzie - jak się dowiedzieliśmy - w przypadku Izraela i USA.

8 maja uroczystości przeniosą się na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Przez cały dzień będzie można oglądać wystawę sprzętu wojskowego (m.in. czołgi), wieczorem odbędzie się wojskowy capstrzyk, widowisko historyczne, defilada i pokaz sztucznych ogni.

Niezwykle skromnie, jeżeli chodzi o obecność przywódców, będzie też w Moskwie. Zachodni politycy zbojkotowali defiladę na placu Czerwonym z powodu agresji Rosji na Ukrainie. 9 maja w Moskwie planowana jest potężna defilada z udziałem 15 tys. żołnierzy, 190 pojazdów i 140 samolotów. Wśród politycznych liderów, którzy ją zobaczą, jest prezydent Chin Xi Jinping.

– Nie można stawiać uroczystości w Polsce w opozycji do moskiewskiej, nie o to chodzi tego dnia – uważa Justyna Prus z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. – Propaganda rosyjska wykorzystuje pamięć ofiar do prowadzenia polityki imperialnej i demonstracji siły. Tymczasem uroczystości organizowane przez prezydenta Komorowskiego mają podkreślić, że najważniejsze jest wyciąganie wniosków z wojny, żeby zapobiec jej powtórzeniu. To próba budowania europejskiego upamiętnienia ofiar, a także wezwanie do uczciwej dyskusji o wojnie, której Rosja unika.

Zdaniem Prus Rosja manipuluje historią i selektywnie pokazuje wojnę. – Świadomie realizuje politykę „zapomnienia" o tym, że w pierwszych dwóch latach Stalin był sojusznikiem Hitlera, o błędach popełnionych przez wojskowych, które skutkowały olbrzymimi ofiarami, a także wojennych represjach. Manipulacja historią jest propagandowo wykorzystywana do agresji na Ukrainie. Rosyjski przekaz jest następujący: na Ukrainie wpływy zdobywają naziści, a ten, kto ich wspiera, sprzyja rehabilitacji nazizmu.

Historyk dr Andrzej Zawistowski, dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN, przypomina zaś, że Rosja wcale nie obchodzi rocznicy zakończenia II wojny światowej w Europie, ale Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, która wybuchła w 1941 r. – W ten sposób Stalin nawiązał do tradycji carskiej Rosji. Dla Rosjan jest to święto wojny, a dopiero potem radości.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA