fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Danuta Szaflarska: Najmłodsza stulatka świata

Fotorzepa, Barbara Hollender
Kilka lat temu, w czasie wizyty w Tarnowie, obiecała, że jak skończy setkę, to znów przyjedzie do tego miasta, by podczas festiwalu „Tarnowska Nagroda Filmowa” świętować swoje urodziny.

— No i jestem — śmieje się Danuta Szaflarska.

Śmieje się często. Czasem uśmiecha się delikatnie, czasem wybucha śmiechem młodzieńczym, głośnym, spontanicznym. Drobniutka, z prostą, ale nienaganną fryzurą. W nobliwej czarnej sukni. Jest piękna.

— Niech perły idą do perły — mówi prezydent Tarnowa Roman Ciepiela wręczając jej urodzinowy prezent. I nie ma w tym stwierdzeniu niczego sztucznego ani specjalnie górnolotnego. Ta niezwykła — życzliwa, a jednocześnie pełna godności i klasy — starsza pani po prostu jest perłą.

W czasie festiwalu pokazywany był jeden z ostatnich filmów Danuty Szaflarskiej — „Między nami dobrze jest" Grzegorza Jarzyny. Film, który powstał na podstawie przedstawienia w warszawskim TR.

— To wspaniała sztuka — twierdzi aktorka. — Niewiarygodne, że Dorota Masłowska napisała ją mając 24 lata. Pokazała w niej przecież również obrazki z wojny. Spytałam, skąd wzięła te sceny. „Babcia mi opowiadała" - odparła. Jarzyna przeniósł na ekran pierwszą część sztuki, komediową. Druga jest bardzo dramatyczna.

Danuta Szaflarska wciąż jest w teatrze TR na etacie.

— Gram tam w kilku sztukach. I jeszcze w Narodowym występuję gościnnie — mówi.

W czasie spotkania z publicznością wspomina swoje życie i ważne filmy:

— „Zakazanie piosenki" to była nasza warszawska codzienność. Wszystko tam było autentyczne. Starski wpadł na pomysł, by te piosenki tworzone przez ulicę zachować.

Spośród swoich wielu ról aktorka chętnie wraca do epizodu z „Pożegnania z Marią" Filipa Zylbera.

— Grałam Żydówkę z getta — mówi. — Była tam scena, w której ona opowiada, jak wygląda śmierć w getcie. Mówiąc, zaczęłam się kiwać. Dlaczego? Nie wiem. Nie umiem tego wytłumaczyć. Bardzo cenię ten film i tę rolę. Aktor ma największą satysfakcję, gdy reżyser stawia przed nim trudne zadanie.

Szczególna więź łączy aktorkę z Dorotą Kędzierzawską.

— Byłam na wsi na wakacjach — wspomina początek tej współpracy i wielkiej przyjaźni. — W straszną ulewę przyszedł jakiś pan, cały przemoczony, i powiedział, że od pani Kędzierzawskiej przyniósł mi scenariusz . „Proszę zostawić — powiedziałam. — Przeczytam". Przeczytałam i zachwyciłam się, zaraz oddzwoniłam, że bardzo chcę w tym filmie zagrać. A był tam też do mnie list. Reżyserka pisala, że w scenariuszu wymyśliła postać wiedźmy i w tej postaci widzi właśnie mnie. W następnym jej filmie grałam jędzę. Czyli ma dobre o mnie wyobrażenie!

Wielką kreację Danuta Szaflarska stworzyła w „Pora umirać" tej samej reżyserki.

— Jestem za tę rolę, napisaną dla mnie specjalnie, bardzo Dorocie Kędzierzawskiej wdzięczna — mówi. — Jej filmy są strasznie ważne, bo opowiadają o ludziach niekochanych. Są piękne, znaczące. Dorota Kędzierzawska jest cudownym reżyserem, sama pisze scenariusze i umie prowadzić aktora. A w filmie najważniejsze jest, by aktor reżyserowi ufał.

„Pora umierać" otwiera scena, w której stara kobieta wchodzi do gabinetu lekarskiego. „Niech się rozbierze i położy" — lekarka nie podnosi nawet wzroku znad papierów. „Niech się pocałuje w dupę" — odparowuje staruszka i wychodzi mrucząc, już do siebie: „Dobrze jej powiedziałam..."

— Zabawne, bo bardzo lubią tę scenę lekarze — stwierdziła w Tarnowie Danuta Szaflarska.

— Na szczęście w życiu chyba się to często nie zdarza — odpowiedział prowadzący spotkanie z aktorką Ryszard Jaźwiński.

— Co pan, dziecko? — zareagowała natychmiast Szaflarska wzbudzając salwę śmiechu na widowni.

Tarnowska publiczność obejrzała kilka filmów z Danutą Szaflarską, na koniec zaś mogła delektować się dokumentem Doroty Kędzierzawskiej „Inny świat".

— Jestem straszną gadułą — opowiadała artystka. — Mogę „wmówić" kogoś w ścianę. Z filmem „Pora umierać" wędrowaliśmy po świecie z Dorotą Kędzierzawską i operatorem Arthurem Reinhardtem. Na lotniskach, jak czekaliśmy na samolot, stale coś im opowiadałam. I potem pani Dorota namówiła mnie, żeby te opowieści utrwalić. Przez trzy dni gadałam, a oni to kręcili. To nie miał być film. Po prostu tak długo żyję, że czasem widziałam rzeczy, których nikt już z autopsji nie zna. Po jakimś czasie pani Dorota z części tych opowieści zmontowała dokument. Ma jeszcze bardzo dużo materiału, pewnie kiedyś zrobi z tego serial.

Piękna, starsza pani, ciekawa świata, tak bardzo młoda w swoje setne urodziny. Patrzę, jak potem, podczas kolacji, kroi tort, jakby trochę zdziwiona tą fetą. Jest dumna ze swoich stu lat, „Nie chciałabym wracać do czasu młodości" — mówi. Ale oczy i uśmiech ma dwudziestolatki.

— Zawsze byłam pogodna, ciekawska, cieszyłam się wszystkim — przyznaje. — Kocham życie, bo to jest chyba największa wartość, jaką mamy. Każdy moment jest ważny. Nie wolno tracić tego, co się przeżywa, co się widzi pięknego. Życie to wzruszenia, radości, smutki, dramaty. Wszystko. I trzeba je kochać takim, jakie ono jest.

Ktoś pyta:

— Za rok trzydziesta, jubileuszowa edycja Tarnowskiej Nagrody Filmowej. Przyjedzie pani?

— Oczywiście! — śmieje się aktorka.

Barbara Hollender z Tarnowa

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA