fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Czy nagość nadal jest atrakcyjna

Ozdobiona muzyką „Operetka" to efektowny spektakl, ale Witolda Gombrowicza zamieniła w dostojnego klasyka.

Można odnieść wrażenie, że na kształcie premiery w Warszawskiej Operze Kameralnej zaciążyła obecność na widowni Rity Gombrowicz – wdowy po pisarzu i strażniczki jego spuścizny. „Operetkę" wystawiono niezwykle starannie, ale tak, by nie sprzeniewierzyć się zamysłowi pisarza. A przecież powinna korcić odpowiedź na pytanie, o czym ten dramat ma opowiadać współczesnemu widzowi.

Warszawskie przedstawienie poszło w innym kierunku, choć 35-letni kompozytor Michał Dobrzyński na pewno zaskoczył. Gombrowicz napisał swą sztukę zafascynowany „boskim idiotyzmem operetki", a rytmika jego tekstu aż prosi się o dopisanie jakiegoś walczyka czy kupletu. Dobrzyński tymczasem nie uległ tej pokusie.

Muzyka Dobrzyńskiego wciąga, pełna jest dysonansów i ostrych rytmów, ale pomyślana została tak, by wydobywać sens tekstu Gombrowicza. Ponadto odwołuje się do międzywojennego neoklasycyzmu, a więc do czasów, gdy operetka była sztuką żywą.

Styl tej epoki znajdziemy w reżyserii Jerzego Lacha i scenografii Jerzego Rudzkiego. Oglądamy marszałków fikcyjnych armii, władców i damy dworu nieistniejącego księstwa – postaci typowo operetkowe.

Jerzy Lach bawi się tą konwencją, prowadząc spektakl na granicy pastiszu. Jego reżyserskie intencje rozumieją śpiewacy: wspaniała Anna Radziejewska (groteskowa księżna Himalaj), brawurowy Jan Jakub Monowid jako mistrz mód Fior, rozsnuwająca koloraturowe wokalizy Barbara Zamek (Albertynka), zabawni, stylowi bon vivanci Tomasz Rak (Szarm) i Karol Bartosiński (Firulet). Całość dyscyplinował zaś dyrygent Przemysław Fiugajski.

Po takim spektaklu pozostaje wszakże uczucie niedosytu. Sama zabawa konwencją to za mało. Witold Gombrowicz pisał ten tekst pół wieku temu, gdy operetka była sztuką żywą. Dla dzisiejszego widza poniżej czterdziestki należy do obcej mu galaktyki kulturalnej.

Gombrowiczowi chodziło, rzecz jasna, nie tylko o zabawę. „Operetka" to sztuka o tym, że strój, a więc forma, określa i hierarchizuje człowieka. „Cóż by było, gdyby gmin odkrył, że nasza dupa taka sama?!" – pyta Księżna Himalaj. Pisarz miał jednak świadomość przemian w świecie. „Operetkę" kończy więc obrazem rewolucji, która zmiata mody i stroje. Pozostaje nagość w stanie czystym.

We współczesnym teatrze nie wystarczy weszakże pokazać – zgodnie z wolą Gombrowicza – nagiej Albertynki, jak w tym spektaklu. Od dawna żyjemy w świecie porewolucyjnym. Moda nie tylko się zdemokratyzowała, lecz także przestała być wyznacznikiem społecznej pozycji, a teatr powinien objaśnić, co znaczy w XXI wieku finałowy hymn Gombrowicza o nagości wiecznie młodej i młodości wiecznie młodej. Przecież młodość to dziś obowiązkowa dla wszystkich kategoria społeczna, a nagość jest wszechobecna w naszym życiu. I czy jesteśmy przez to szczęśliwsi?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA