fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Reforma procesu karnego: fikcyjna równość broni

Rzeczpospolita, Mac Maciej Kaczanowski
Reforma procesu karnego, chyba wbrew założeniom, zwiększa nierówność broni procesowej pomiędzy organami ścigania a podejrzanym i jego obrońcą – wskazuje prawnik Robert Rynkun-Werner.

Kolejne zmiany w procedurze karnej, jakie uchwalił w pierwszych dniach lutego Senat RP na mocy ustawy z 15 stycznia 2015 r. o zmianie ustawy – Kodeks karny, zmuszają do ponownego zastanowienia się, na ile nowelizacja postępowania karnego, która ma obowiązywać w swojej zasadniczej części od 1 lipca 2015 r., poprawia, zgodnie z intencją autorów, równość procesową stron w postępowaniu karnym. Warto też pomyśleć, czy termin wejścia w życie nowych regulacji nie jest mimo wszystko przedwczesny.

Równość to nic innego jak posiadanie takich samych praw i obowiązków tu: w ramach prowadzonego sporu. W  procesie karnym, rozumianym jako postępowanie przygotowawcze oraz postępowanie sądowe, to przede wszystkim prawo do swobodnej inicjatywy dowodowej, które posiada każda ze stron.

Zarówno zatem prokurator, jak i oskarżony czy występujący w jego imieniu obrońca muszą mieć takie same możliwości  inicjatywy dowodowej. Przy czym dla oskarżonego i jego obrońcy jest to wyraz konstytucyjnego prawa do obrony materialnej. Prawa, które właśnie jako zasada konstytucyjna stanowi jedną z gwarancji rzetelnego procesu sądowego. Tym samym dla oskarżonego i, co oczywiste w konsekwencji, dla jego obrońcy jest ono swoistym perpetuum mobile działania w procesie karnym.

Są równi i równiejsi

Fundamentalną regulacją inicjatywy dowodowej jest oczywiście art. 167 kodeksu postępowania karnego. Regulacja ta spełnia trzy zasadnicze funkcje. Stanowi o prawie inicjatywy dowodowej stron, następnie wskazuje zasady przebiegu przeprowadzania dowodu, w końcu wskazuje, jak powinien przebiegać ciężar dowodu w związku z art. 5 § 1 k.p.k., a więc zasadą domniemania niewinności. Zasadą będzie więc przeprowadzenie dowodu przez stronę, która go wniosła, o ile przewodniczący lub sąd taki dowód dopuści.

W wyjątkowych wypadkach uzasadnionych szczególnymi okolicznościami sąd będzie mógł dopuścić i przeprowadzić dowód z urzędu. Rodzi się w tym miejscu uzasadniona wątpliwość, czy jednak każdy dowód strony innej niż prokurator będzie dopuszczony przez sąd i czy będzie tak w każdym przypadku. W szczególności dotyczy to dowodów, w tym prywatnych, co do których istnieje zasadnicza wątpliwość związana z  prawną podstawą ich powołania. Chodzi przede wszystkim o dowód z opinii biegłego, dowód z podsłuchu czy dowód z badania wariografem oraz wiele innych, o których  przeprowadzenie z reguły występowały i występują organy państwa.

Klasyczny dowód procesowy w postaci dowodu z opinii biegłych z zasady nie będzie mógł być przeprowadzony przez obronę ze względu na tryb, w jakim dopuszcza jego przeprowadzenie k.p.k. Niezbędne jest przecież wydanie stosownego postanowienia, co oczywiste, przez prokuratora lub sąd, ale przecież nie przez obrońcę. Opinia przedłożona przez obrońcę czy oskarżonego, wykonana nawet przez najlepszego specjalistę w danej dziedzinie wiedzy, nie będzie posiadała waloru opinii, o której mowa w art. 193–203 k.p.k. Jak zatem obrona będzie mogła skutecznie podważyć, często niestety zdarzające się w praktyce, wątpliwej jakości opinie umocowanych procesowo, ale i zwyczajowo (nad wyraz często ci sami biegli i podobne wnioski) biegłych. Jak wówczas należy traktować stanowisko specjalisty w danej dziedzinie, a przede wszystkim, w jaki formalny sposób treść takiej quasi-opinii będzie mogła się stać przydatnym dla sprawy dowodem?

Odpowiedź na powyższe wątpliwości zapewne przyniesie dopiero praktyka i orzecznictwo SN. Niemniej powyższy przykład rodzi zasadnicze pytania co do tak często podnoszonej, a właśnie wprowadzanej „nowelizacyjnej równości stron". Podobnie może być z dowodem z podsłuchu, który obrona przedłoży do akt sprawy. Najczęściej dowód ten przeprowadzony zapewne będzie za pomocą telefonu czy dyktafonu, co szczególnie w sprawach rodzinnych, gróźb czy wymuszeń może być i często jest zasadniczym dowodem w sprawie. Jak w związku z tym, a w kontekście nowego art. 168a, który za niedopuszczalne uważa przeprowadzenie i wykorzystanie dowodu uzyskanego do celów postępowania karnego za pomocą czynu zabronionego, o którym mowa w art. 1 § 1 k.k., należy taki dowód przeprowadzić procesowo.

Ponadto, jak należy rozumieć czyn zabroniony, a więc czy ma to być czyn udowodniony czy uprawdopodobniony. Kto w kontekście powyższej regulacji ma określić, czy dany czyn jest zabroniony, czy ma to być  wyrok, a jeżeli tak, czy prawomocny, i co wówczas z podstawową sprawą, do której taki wniosek dowodowy ma być złożony? Czy sprawa ta ulegnie zawieszeniu czy nie? Jednocześnie, czy obrońca w hipotetycznej sytuacji procesowej będzie mógł wnioskować o kontrolę i utrwalenie treści rozmów telefonicznych i czy prokurator zawnioskuje, a w konsekwencji sąd zarządzi taką kontrolę.

Oddali także prokurator

Powyższe wątpliwości tylko przykładowo wskazują, iż kontradyktoryjność postępowania karnego, nawet jeżeli określamy ją jako względną, chyba nie do końca będzie zachowana. O ile truizmem wydaje się wskazanie, iż organy państwa zawsze są mocniejsze niż obywatel, w szczególności w realiach postępowania przygotowawczego, gdzie dominuje zasada inkwizycyjności, o tyle ta na etapie postępowania sądowego powinno być jednak zapewnione maksymalne respektowanie zasady realnej, a nie fikcyjnej równości broni.

W § 2 art. 167 k.p.k. wskazuje się m.in., iż w postępowaniu przygotowawczym dowody przeprowadzane są przez organ prowadzący postępowanie, czyli z reguły będzie to prokurator lub policja. Nie wyłącza to jednak prawa do zgłaszania wniosku dowodowego przez stronę. Oczywiście taka regulacja nie zmienia dotychczasowych uprawnień prokuratury na tym etapie postępowania. Rodzi się jednak pytanie o realne uprawnienia obrony, skoro podejrzany i jego obrońca mają mieć tylko prawo do zgłaszania wniosków dowodowych. Prokurator zaś nie został pozbawiony prawa do oddalenia takich wniosków, chociażby na podstawie art. 170 k.p.k. Wydaje się kolejnym truizmem wskazanie, iż może nie mieć żadnego interesu w dopuszczeniu wniosku dowodowego obrońcy, skoro celem jego działania jest wykazanie faktów niekorzystnych dla podejrzanego.

Ponadto posiadanie całej palety środków technicznych, którymi posługuje się aparat ścigania, a które ma do dyspozycji procesowej prokuratura, ale już nie oskarżony, stawia obronę na z góry przegranej pozycji.  Ma to o tyle znaczenie, iż większość postępowań dotyczy spraw szczególnych, gdzie bez możliwości wykorzystania specjalnych środków dowodowych, przykładowo w związku z przestępczością zorganizowaną, realność przeprowadzenia tej inicjatywy jest znikoma. Obrońca nie ma i nie będzie miał żadnego realnego dostępu procesowego np. do świadka koronnego czy świadka anonimowego, którego wiarygodność mógłby w jakikolwiek sposób sprawdzić już na etapie postępowania przygotowawczego, podejmując konkretną inicjatywę dowodową.

Bierność ustawowa jest niebezpieczna

Pewnym rozwiązaniem pomocnym z punktu widzenia równości broni,mogłoby być obowiązkowe nagrywanie wszelkich czynności procesowych na etapie postępowania przygotowawczego, przede wszystkim przesłuchania świadków czy podejrzanego, zarówno za pomocą fonii, jak i wizji. Brak tego minimum rodzi podejrzenia o możliwość manipulowania dowodami, a działanie obrońcy na tym etapie postępowania będzie tylko iluzoryczne, podobnie jak dzisiaj.

Dlaczego zatem realna inicjatywa dowodowa jest tak istotna dla oskarżonego, szczególnie po nowelizacji k.p.k.? Odpowiedź jest stosunkowo prosta i wynika z nowego uregulowania pozycji procesowej sądu w procesie karnym ( art. 167 § 1 k.p.k.). Można ją nazwać ustawową biernością sądu orzekającego. Sąd tylko wyjątkowo będzie miał inicjatywę dowodową. Mówiąc wprost, ma nie przeszkadzać stronom. Biorąc jednak pod uwagę praktykę, mentalność sędziów czy przyzwyczajenie, na początkowym etapie obowiązywania nowych regulacji można się spodziewać, iż zasada ta nie będzie  w pełni przestrzegana. Może to być wynikiem przyzwyczajenia sędziów do dbania o dochodzenie jednak do prawdy materialnej, o której mowa w art. 2 § 2 k.k., która to regulacja nie została przecież uchylona. Pewne aczkolwiek wyjątkowe działanie sądu z urzędu, jak już wspomniano, daje nowy art. 167 § 1 k.k., ale także przykładowo art. 391 § 1 k.p.k. To sytuacje uzasadnione szczególnymi okolicznościami. Paradoksalnie bierność sądu, a więc to, co miało być tak oczekiwaną nowinką, jako reguła może być jednak niebezpieczna dla oskarżonego, kiedy obrońca nie przejawi właściwej inicjatywy dowodowej – też będzie bierny – czy wówczas, gdy sam oskarżony będzie osobą nieporadną lub osobą z zaburzeniami  osobowości czy psychicznymi.

Prawo dla bogatych

Nowelizacja, jak zostało to już zaznaczone, zmieniając zasady przeprowadzania dowodów w procesie, chyba wbrew założeniom zwiększa nierówność broni procesowej pomiędzy organami ścigania a podejrzanym i jego obrońcą. Organy procesowe dysponują, co zrozumiałe, stosownymi środkami finansowymi na prowadzenie postępowania dowodowego. Takimi środkami z reguły nie będzie dysponował oskarżony. Przeprowadzenie skutecznego postępowania dowodowego wymagać będzie od obrony znacznych nakładów finansowych, ale i logistycznych. Oskarżony, o ile nie będzie osobą majętną, nie ma co liczyć na skuteczne przeprowadzenie dowodów, a tym samym realną obronę. Można się pokusić o tezę, że nowe regulacje statuują prawo dla bogatych. Powyższa teza, jakkolwiek wynika z zasad procesu karnego, zdaje się mieć swoje uzasadnienie przede wszystkim jednak w nowych regulacjach k.k., w których większość kar i środków karnych oparto na koncepcji zadośćuczynieniu lub naprawienia szkody pokrzywdzonemu.  Wyrazistym przykładem nowego sposobu myślenia ustawodawcy jest dyspozycja art. 59a k.k. Postępowanie karne może zostać umorzone na wniosek pokrzywdzonego, jeżeli sprawca, który nie był karany za przestępstwo umyślne z użyciem przemocy, przed rozpoczęciem przewodu sądowego w pierwszej instancji pojednał się i naprawił szkodę lub zadośćuczynił wyrządzonej krzywdzie.

Umorzyć będzie można każde przestępstwo przy spełnieniu powyższych warunków zagrożone do lat trzech oraz każdy występek przeciwko mieniu zagrożony karą nieprzekraczająca pięciu lat pozbawienia wolności oraz występek z art. 157 § 1 k.k., a więc średni uszczerbek na zdrowiu. O ile, co do zasady, można ideę tych zmian zrozumieć, o tyle uzależnienie działania wymiaru sprawiedliwości od posiadanych środków finansowych   oskarżonego, rodzi pewne obawy natury systemowej.  Ponadto, idąc dalej tym tokiem rozumowania, jako w pełni uzasadniona pojawia się teza, że to pokrzywdzony wraz z oskarżonym, a nie sąd będzie dyktował warunki działania wymiaru sprawiedliwości, co chyba nie było intencją ustawodawcy. Trudno nie odnieść wrażenia, iż regulacja ta, nie doprecyzowując warunków porozumienia – ugody pomiędzy stronami, a de facto nie ograniczając ich, stwarza znaczne pole do nadużyć. Nie znosi tego założenia także regulacja § 3 art. 59a k.k., który stanowi, iż umorzenia nie stosuje się, jeżeli zachodzi szczególna okoliczność uzasadniająca, że byłoby ono sprzeczne z osiągnięciem celów kary. Czy zatem oskarżony poprzez omawianą regulację otrzymał szansę swoistego wykupu od kary, bez jednoczesnego zobligowania go do wskazania jakichkolwiek dowodów tej transakcji?

Czy wymiar sprawiedliwości ma polegać jedynie na suchym oświadczeniu pokrzywdzonego i oskarżonego w tej materii? Jak zawsze w takich przypadkach praktyka pokaże rzeczywiste oblicze tej nowej instytucji. Znając jednak właśnie z praktyki zasady rządzące działaniem organów ścigania czy wymiaru sprawiedliwości, a przede wszystkim wszechwładną zasadę statystyki, wyrazić należy przekonanie, że żaden z przedstawicieli tych organów specjalnie nie będzie zwracał na to uwagi, mając możliwość realnego pozbycia się sprawy  poprzez jej umorzenie. Niemniej ustawowe zobowiązanie oskarżonego czy pokrzywdzonego do wskazania chociażby dowodu np. w postaci przelewu bankowego potwierdzającego fakt naprawienia szkody byłoby jak najbardziej uzasadnione.

Można dojść do wniosku, iż chyba nie do końca przemyślano skutki wejścia w życie nowych regulacji, a data 1 lipca 2015 r.  wobec tylu wątpliwości, a przecież nie o wszystkich była mowa, może się jawić jako przedwczesna, zarówno dla praktyków, jak i dla zwykłego obywatela.

Autor jest warszawskim adwokatem

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA