Świat

Niebezpieczna słabość armii

Walka z sojuszem północnoatlantyckim odciąga uwagę od rzeczywistego zagrożenia dla bezpieczeństwa Rosji, które wynika z archaicznego systemu dowodzenia i niereformowalności sił zbrojnych. Do takich wniosków doszli rosyjscy eksperci podczas debaty na temat wyimaginowanych i prawdziwych zagrożeń dla Rosji na łamach wczorajszych „Nowych Izwiestii”.
Dziennik podkreśla, że rozpętana w mediach histeria na temat zagrożenia ze strony NATO i amerykańskiej tarczy antyrakietowej „odciąga uwagę Rosjan od realnych niebezpieczeństw dla kraju”.
– Poszerzenie NATO nie ma żadnego znaczenia dla naszego bezpieczeństwa – przekonuje szef Instytutu Ocen Strategicznych Aleksander Konowałow. Jego zdaniem przyjęcie do sojuszu takich państw, jak Albania i Chorwacja osłabia tylko jego potencjał militarny. O wiele bardziej niepokojący według niego jest problem nieprzygotowania rosyjskich sił zbrojnych do prowadzenia współczesnej wojny. Za pozbawioną sensu uważa antynatowską propagandę także profesor Władimir Kułagin z MGIMO, uczelni będącej kuźnią rosyjskiej kadry dyplomatycznej. Jego zdaniem wystarczy spojrzeć na dysproporcje potencjałów Rosji (3 procent światowej gospodarki) i krajów NATO (50 procent). W tej sytuacji Rosja nigdy nie odważy się na konfrontację. – Dla NATO zaś nie jest ona pożądana ze względów politycznych – przekonuje profesor.
Eksperci są zgodni, że za sztucznie podsycaną kampanią straszenia Rosjan sojuszem północnoatlantyckim stoją kręgi sprzeciwiające się reformowaniu rosyjskiej armii. Są to przede wszystkim generałowie trzymający się kurczowo posad. O tym, że archaiczna, zbyt duża i niepoddająca się kontroli armia niesie większe zagrożenie dla Rosjan i kraju niż NATO, świadczą statystyki. Według oficjalnych danych w rosyjskich koszarach ginie co roku około 1000 żołnierzy, z których co czwarty popełnia samobójstwo.Według organizacji pozarządowych tę liczbę należy pomnożyć przez trzy. „Nowyje Izwiestia” ujawniają, że w kolejce po mieszkanie czeka co piąty oficer. Na dramatycznie niskim poziomie są także zarobki wojskowych. Podpułkownik po 25 latach służby otrzymuje średnio równowartość około 700 dolarów miesięcznie. Eksperci twierdzą, że bez zagrożenia dla bezpieczeństwa liczbę żołnierzy i oficerów można by zmniejszyć o połowę, a nawet o 75 procent. Pociągnęłoby to jednak za sobą konieczność redukcji najwyższego dowództwa, które uzasadnia utrzymywanie kolosa na glinianych nogach właśnie zagrożeniem ze strony NATO. Nie sądzę, by w sprawie obserwacji bazy w Polsce mógł nastąpić postęp, jeśli dla Warszawy stała obecność rosyjskich specjalistów jest niedopuszczalna. A z punktu widzenia Rosji sporadyczne inspekcje nie mają sensu, bo techniczne środki kontroli nie dają gwarancji skutecznej obserwacji. To jednak tylko drobny problem. Rosja zgodziłaby się na tarczę, gdyby została zaproszona do udziału w projekcie. W Soczi prezydent Putin wspomniał zresztą o tym, nawiązując do potrzeby budowania parasola ochronnego, któryobjąłby też Rosję. Projekt amerykański nie zadowala nas głównie dlatego, że powoduje podział na lepszą i gorszą strefę bezpieczeństwa. Aby tego uniknąć, musimy mieć dostęp do kierowania całym systemem. Proponujemy stworzenie dwóch centrów dowodzenia: w Brukseli i w Moskwie. Naiwnie brzmią spekulacje o możliwości porozumienia w sprawie tarczy przyszłych prezydentów Rosji i USA bez zmiany koncepcji, która wydajesię nam – delikatnie mówiąc – wątpliwa. Putin jako premier zachowa przecież decydujący wpływ na sprawę tarczy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL