fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Uczelnie w pułapce

Fotorzepa/Robert Gardziński
Istnieje groźba unieważniania dyplomów. Resort nauki wydał sprzeczne interpretacje przepisów.

Uczelnie zaczęły już przygotowania do tegorocznej rekrutacji, ale nie są pewne, w jakiej formule będą kształcić studentów. Ci zaś nie mają gwarancji, że wymarzone studia nie zmienią się po drodze w rodzaj... szkoły zawodowej. A nawet – czy ich dyplomy nie zostaną unieważnione.

– Podobnie jak Ministerstwo Nauki sam nie wiem, jak sobie poradzić z tym problemem – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Waldemar Tłokiński, rektor Ateneum Szkoły Wyższej w Gdańsku i szef konferencji zrzeszającej rektorów uczelni niepublicznych.

Bałagan spowodowała tegoroczna nowelizacja prawa o szkolnictwie wyższym. Miała sprecyzować, kiedy profil kształcenia na danym wydziale można ocenić jako ogólnoakademicki (student otrzymuje szeroki dostęp do wiedzy teoretycznej, uczestniczy w badaniach), a kiedy jako mniej prestiżowy – profil praktyczny.

Dla większości z około 300 uczelni niepublicznych i nawet połowy wydziałów z ponad 100 szkół publicznych zapowiadało to rewolucję. Te, które obecnie kształcą w trybie ogólnoakademickim, a nie mogą nadawać stopnia naukowego, powinny najpóźniej w latach 2016 i 2017 przejść na kształcenie o profilu praktycznym. Aby ponownie otrzymać dotychczasowe uprawnienia, muszą zacząć prowadzić badania, wzmocnić swoje kadry, przejść jeden pełny cykl kształcenia (od I do III roku). A na koniec dostać pozytywną ocenę od Polskiej Komisji Akredytacyjnej (PKA) na profilu praktycznym.

Taką interpretację przepisów w listopadowym liście do rektorów przedstawił wiceminister nauki prof. Marek Ratajczak. Oznaczało to masową utratę uprawnień ogólnoakademickich za kilka lat.

Jednak w ostatnich dniach resort zupełnie zmienił interpretację. Według nowej te wydziały, które już dziś kształcą w profilu ogólnoakademickim, mogą łatwo utrzymać uprawnienia – wystarczy, że zdobyły wcześniej jakąkolwiek dobrą ocenę PKA.

Duży problem widzą też prawnicy. – Ministerstwo dokonało istotnej zmiany przepisu ustawy, niedopuszczalnej z punktu widzenia wykładni prawa – mówi „Rzeczpospolitej" dr Adam Szot, prawnik z Instytutu Rozwoju Szkolnictwa Wyższego.

Rektorzy nie wiedzą, co robić. Obawiają się konsekwencji zastosowania się do nowej interpretacji. – Ktoś nas zaskarży, że kształcimy niezgodnie z ustawą, a wydane absolwentom dyplomy okażą się nic niewarte – mówi jeden z nich.  Kto? – Konkurencja albo nowy minister z innej opcji politycznej – wskazuje prof. Marek Rocki, szef PKA.

Resort nie widzi problemu. Inaczej niż eksperci, którzy uważają, że zamiast naginać przepisy, powinien szybko zaproponować nowelizację i dać uczelniom więcej czasu na dostosowanie się do zmian.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA