fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Żeńskie końcówki: Fuszara chce radykalnej zmiany w języku polskim

Fotorzepa/Waldemar kompała
Wygląda na to, że nowa pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania, forsując pogląd o potrzebie radykalnych zmian w języku polskim i wprowadzenia do słowników nowej siatki pojęciowej, ma ambicje stać się czołowym reformatorem nie tylko ekipy Platformy Obywatelskiej, całej III RP, ale wręcz tysiąclecia. Bo jak twierdzi, „jest wielką zwolenniczką używania żeńskich końcówek".

Postępowej pani pełnomocnik nie przeszkadza wielowiekowa tradycja naszego języka, bo to nic w starciu z wyższymi racjami i postępem. Nazywanie kobiety politykiem jest niepoprawne. Sformułowanie „polityczka" bardziej oddaje ducha postępu i tolerancji.

W wywiadzie, którego Małgorzata Fuszara udzieliła w poniedziałek „Rzeczpospolitej", proponuje przeoranie całej legislacji. Skąd ten pomysł? Ano stąd, że w przeszłości „prawo regulowało głównie zachowania mężczyzn i nadal traktuje kobiety paternalistycznie".

Czy zmienimy więc wkrótce siatkę pojęciową aktów prawnych, tworząc ustawy o zawodzie lekarza i lekarki, o radcach prawnych i radczyniach prawnych, architektach i architektkach? Aż  strach pomyśleć, co będzie, jeżeli dane słowo nie doczeka się żeńskiego zamiennika. Może należałoby je w ogóle wykreślić ze słownika?

Paleta poglądów, którą zaprezentowała w wywiadzie pani pełnomocnik – chociażby wypowiadając się o mężczyznach oprawcach – robi dość żałosne wrażenie. I pewnie można by  machnąć na to ręką, bo przemądrzałych pań forsujących hasła w rodzaju: „Mężczyzna – twój wróg", telewizje są pełne każdego dnia.

Problem polega jednak na tym, że pani Fuszara nie wypowiada się z pozycji prelegentki kółka feministycznego, ale funkcjonariusza publicznego w randze podsekretarza stanu. Stoi on na czele finansowanego przez podatników urzędu, a ten z założenia miał się zajmować realnymi problemami obywateli, których przecież jest bez liku, jak choćby trudny powrót na rynek pracy kobiet wychowujących dzieci. Pani Fuszara robi tymczasem ze swojego urzędu tubę propagandową niszowej ideologii, kreując wydumane problemy oparte na stereotypach, które w jej wykonaniu przybierają wręcz groteskową formę.

Cała przytaczana rozmowa jeszcze raz udowadnia, że utrzymywanie za pieniądze podatników Biura Pełnomocnika do spraw Równego Traktowania nie ma najmniejszego sensu. Może warto się zastanowić, czy sprawy równouprawnienia nie powinny w całości trafić do kompetencji rzecznika praw obywatelskich, który już konkretnie zajmuje się problemami obywateli. ?A fantastów trzymajmy z dala od spraw państwa. Tak będzie bezpieczniej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA