fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Hofman, Kamiński i Rogacki poza PiS? Już wcześniej deklarowali wyjazdy autem

AdamHofman i Mariusz Antoni Kamiński
Fotorzepa, Jerzy Dudek jd Jerzy Dudek
Posłowie PiS Adam Hofman, Mariusz Antoni Kamiński i Adam Rogacki zostali zawieszeni w prawach członka partii, a ze słów Jarosława Kaczyńskiego wynika, że niedługo zapadnie decyzja o całkowitym usunięciu ich z ugrupowania. To pokłosie tzw. afery Raynair.
Afera Ryanair, o której jako pierwszy poinformował "Fakt", może zakończyć polityczne kariery Adama Hofmana, Mariusza Antoniego Kamińskiego i Adama Rogackiego.
O co w niej chodzi? Tabloid kilka dni temu ujawnił, że podczas lotu posłów do Madrytu doszło do awantury. Brały w niej udział żony Hofmana, Kamińskiego oraz towarzyszącego posłom europosła PiS Dawida Jackiewicza. Piły one na pokładzie prywatny alkohol, czego Ryanair zabrania. Po zwróceniu im uwagi przez hiszpańską stewardessę, nie chciały oddać trunków i zaczęły się z nią kłócić. Interweniować musiał kapitan. Po powrocie z Madrytu posłowie i ich żony przeprosili za swoje zachowanie.
Wydawało się, że afera przycichnie i zostanie przykryta przez ujawnienie nagrania z pobicia przez policję posła KNP Przemysława Wiplera. Tygodnik "Newsweek" dotarł jednak do informacji, że wyjazd posłów Hofmana, Kamińskiego i Rogackiego do Madrytu był służbowy i zapłaci za niego Kancelaria Sejmu. Politycy lecieli bowiem na posiedzenie komisji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, której są członkami. Żony posłów za swoją podróż zapłaciły z własnych środków.
Po tej informacji portal tvn24.pl ujawnił, że posłowie mieli jechać na posiedzenie samochodami. "Zwrócili się oni do marszałka Sejmu o zgodę na podróż własnymi autami. Z kasy Sejmu dostali kilkanaście tysięcy złotych" - czytamy w serwisie. Tymczasem lot tanią linią Ryanair to koszt kilkuset złotych. Kamiński próbował tłumaczyć, że plany posłowie zmienili w ostatniej chwili, a podróż samochodem nie wypaliła, bo zajęłaby za dużo czasu, którego w czasie kampanii wyborczej brakuje. - Po powrocie, precyzyjnie mówiąc w ostatni wtorek napisałem pismo, w którym poinformowałem władze Sejmu, że ostatecznie polecieliśmy samolotem. Oczywiście zadeklarowałem zwrot pełnej kwoty zaliczki - zapewniał.
Dlaczego we wtorek, gdy pytania aferę Ryanair zadał już "Fakt", a nie dzień wcześniej? - Byłem w Białymstoku, który odwiedzał prezes Jarosław Kaczyński - wyjaśniał tvn24.pl.
Oficjalne oświadczenie w tej sprawie wydał również PiS. "30 października 2014 roku Posłowie Adam Hofman, Mariusz A. Kamiński i Adam Rogacki uczestniczyli w posiedzeniu Komisji Zagadnień Prawnych i Praw Człowieka Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Madrycie. W trakcie posiedzenia wystąpił m.in. hiszpański Minister Spraw Wewnętrznych oraz szefowie Policji i Gwardii Cywilnej. Dyskutowano na temat kilku raportów m.in. kontrowersji w związku z używaniem dronów bojowych czy programu ochrony świadków w Europie. Odbyło się również 5 głosowań dotyczących wyznaczenia nowych autorów raportów m.in. na temat sytuacji więźniów w Turcji. Obecność posłów na posiedzeniu Komisji potwierdzają ich podpisy na liście obecności. Rozliczenie zaliczki wraz z przekazaniem Kancelarii Sejmu kart pokładowych nastąpiło od razu po powrocie" - zapewnia partia.
"Jednocześnie informujemy, że małżonki posłów Adama Hofmana, Mariusza A. Kamińskiego i Adama Rogackiego towarzyszyły posłom prywatnie, i cały koszt, zarówno podróży, jak i ich pobytu, nie obciążył budżetu Kancelarii Sejmu. Pobyt posłów wraz z małżonkami poza dniami posiedzenia Komisji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy był opłacany z pieniędzy prywatnych" - czytamy dalej.
Radio Zet dotarło jednak do informacji, które podważają treść komunikatu. Stacja twierdzi, że posłowie nie zwrócili pieniędzy od razu, tylko kilka dni później, dopiero po ujawnieniu kwot jakie otrzymali za przejazd samochodem. Miało być to niemal 20 tys. zł. W skład tej kwoty wchodził ryczałt kilometrowy za przejazd prawie 6 tys. km, noclegi i kilkudniowe diety.
Radio publikuje też dokument, z którego wynika, że Hofman, Rogacki i Kamiński nie wypełniali pilnie swoich obowiązków. W liście kierowanym do szefa polskiej delegacji Andrzeja Halickiego, organizatorzy potwierdzają udział posłów PiS tylko w jednej porannej sesji, a obrady trwały dwa dni.
Wątpliwości wokół finansowych okoliczności wyjazdu i ewentualne wagary polityków przeważyły szalę goryczy w PiS. Mariusz Błaszczak ogłosił w piątek po południu, że Hofman, Rogacki i Kamiński zostaną zawieszenie w prawach członka partii. W sobotę w RMF FM prezes partii Jarosław Kaczyński dodawał, że będzie rekomendował usunięcie ich z ugrupowania najszybszą możliwą drogą. Ma się to stać jeszcze przed wyborami.
Jak wygląda procedura finansowania wyjazdów służbowych posłów? - Posłowie otrzymują różne zaproszenia, niektóre wynikają z pełnienia funkcji w organach europejskich. Decyzję w takich sprawach podejmuje zawsze marszałek Sejmu - tłumaczy nam wiceszef sejmowej Komisji Spraw Regulaminowych i Spraw Poselskich Jerzy Budnik z PO.
Wiecej światła rzuca na tę sprawę poseł Tadeusz Iwiński z SLD, który jest weteranem Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. W skład delegacji Sejmu i Senatu do tej instytucji wchodzi od 1991 r. Pełnił też funkcję wiceprzewodniczącego Zgromadzenia.
- Polska delegacja składa się z 12 członków i 12 zastępców, 9 z Sejmu i 3 z Senatu. Wyjazdy finansuje Sejm - tłumaczy i dodaje, że w zasadzie powinno się tam latać samolotem. - Ale jeśli ktoś chce, to jedzie samochodem i dostaje ryczałt zależny od ilości kilometrów - zastrzega.
W przypadku, gdy poseł deklaruje podróż samolotem, bilety kupuje Sejm. - Są to najtańsze bilety, ale nie tanich linii. Sejm ma umowy z Air France i KLM. Wtedy nie ma żadnych problemów związanych z finansowaniem - wyjaśnia Iwiński i zapewnia, że sam zawsze lata samolotem.
Z jego obserwacji wynika jednak, że Hofman, Rogacki i Kamiński zawsze wybierali podróż samochodem. - Prawie zawsze tak jeżdzą. Nie rozumiem, po co brać samochód w tak daleką podróż na jeden dzień, ale nie wchodzę w to - mówi "Rzeczpospolitej" poseł SLD. - Każdy dostaje ryczałt oddzielnie, ale teoretycznie mogą jechać razem i oszczędzić. Ale nie chcę się tym zajmować - zastrzega Iwiński.
Poseł SLD przyznaje też, że z obowiązkowością posłów z polskiej delegacji w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy bywa różnie. - Nie wystarcza sama obecność na plenarnych posiedzeniach czy komisjach. Aktywny poseł dostaje często sprawozdania. My mamy tylko kilku takich posłów, którzy są cenieni - ubolewa Iwiński.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA