fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

erena Williams wygrała US Open

Serena Williams trzeci raz z rzędu wygrała US Open. To osiemnasty wielkoszlemowy triumf Amerykanki.
Mirosław Żukowski
Młodsza z sióstr Williams przez turniej przeszła spacerkiem. Nie przegrała ani jednego seta, w żadnym nie oddała rywalkom więcej niż trzy gemy. To oznacza, że przez korty Flushing Meadows przetoczył się walec. Rzadko w siedmiu meczach zdarza się aż taka dominacja.
Jest to tym bardziej godne podkreślenia, że w tegorocznych turniejach Wielkiego Szlema Serenie szło bardzo słabo. Przegrywała wcześnie, i to wcale nie z rywalkami z pierwszego planu (Australian Open – czwarta runda z Aną Ivanović; Roland Garros – druga runda z Garbine Muguruzą; Wimbledon – trzecia runda z Alize Cornet).
Po drodze był też sławny i niewyjaśniony do dziś incydent z Wimbledonu, gdy Serena, grając w deblu z siostrą Venus, nie potrafiła trafić w piłkę i plątały jej się nogi. Z tych wszystkich powodów nowojorski  triumf ma coś ze zmartwychwstania.
– To niesamowity moment, a Nowy Jork to szczególne miejsce. Właśnie tutaj zdobyłam swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł (w 1999 r. – przyp. red.). Lepszego miejsca, by wywalczyć osiemnasty, po prostu nie było. Nawet nie marzyłam o tym, że zrównam się z Chris Evert i Martiną Navratilovą pod względem liczby zwycięstw w Wielkim Szlemie. Szczerze mówiąc, nie myślałam, że w tym roku wygram turniej tej rangi – powiedziała Serena. Trudno jej się dziwić, chyba nikt nie myślał.
Z finansowego punktu widzenia przebudzenie nastąpiło w najlepszym momencie. Serena dostała najwyższą jednorazową nagrodę w historii tenisa – 4 mln dolarów (3 mln za zwycięstwo w finale i dodatkowy milion za sukces w US Open Series).
Karolina Woźniacka ani przez moment nie była dla Sereny równorzędną przeciwniczką. Dla polskiej Dunki sam awans do finału też jest dowodem, że zaczyna drugie życie.
Woźniacka była już liderką światowego rankingu, ale potem wpadła do czarnej dziury. Gazety pisały więcej o jej romansie z irlandzkim golfistą Rorym McIlroyem i rozpaczy, gdy zerwał zaręczyny, niż o tenisowych sukcesach. Przełom nastąpił dopiero w Nowym Jorku, gdzie Woźniacka drugi raz w karierze awansowała do wielkoszlemowego finału (poprzednio też w US Open w 2009 r.).
Z polskiego punktu widzenia Wielki Szlem 2014 skończył się źle. Agnieszka Radwańska (utrzymała piąte miejsce w rankingu WTA) w Nowym Jorku odpadła szybko, Jerzy Janowicz potwierdził, że wciąż jest na rozdrożu, para Mariusz Fyrstenberg – Marcin Matkowski powoli schodzi na drugi plan w deblu.
Czyli znikąd pociechy, bo Urszula Radwańska, Łukasz Kubot i Michał Przysiężny do Wielkiego Szlema muszą się znów przebijać przez eliminacje. Z wimbledońskiej potęgi roku 2013 zostały jedynie wspomnienia. Marzyliśmy o finale ATP Tour dla Janowicza, a zostajemy tylko z Agnieszką Radwańską, która ma duże szanse, by zagrać w mistrzostwach WTA w Singapurze. Nie tak miało być i trudno liczyć, że jesień będzie nasza.
Finał kobiet: S. Williams (USA, 1) ?– K. Woźniacka (Dania, 11) 6:3, 6:3.
Finał mężczyzn Marin Cilić ?– Kei Nishikori zakończył się ?po zamknięciu tego wydania gazety.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA