fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Przed trzęsieniem ziemi w Prawie i Sprawiedliwości

Niewykluczone, że po kolejnych przegranych wyborach Jarosław Gowin będzie namawiany przez część polityków PiS do „politycznego zabójstwa” Jarosława Kaczyńskiego
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Wiele wskazuje na to, że oczekiwane zwycięstwa głównej siły na prawicy się oddalą.
Na pierwszy rzut oka to sytuacja, o której zawsze marzyli Jarosław Kaczyński i politycy PiS. Donald Tusk znika z polskiej polityki. Zostaje przewodniczącym Rady Europejskiej, czyli de facto jest prezydentem Unii. Od 1 grudnia przenosi się do Brukseli, a tym samym krajowa polityka w perspektywie premiera schodzi na drugi plan. Tak oto największy rywal i konkurent PiS, polityk, z którym Kaczyński zaliczył siedem porażek wyborczych z rzędu, pozostawia po sobie puste miejsce.
A więc droga do władzy, o której Prawo i Sprawiedliwość marzy od 2007 roku, wydaje się prosta i łatwa. Ale, jeśli dobrze ucho przyłożyć, w PiS nie słychać otwieranych butelek szampana. Nie widać radości, jaka przecież winna towarzyszyć bezproblemowemu marszowi po władzę. I dlaczego Kaczyński dziś raczej odczuwa ból głowy, niż wpada w euforię? Czy zatem odejście Tuska do Brukseli nie spowoduje większego trzęsienia ziemi w PiS niż w Platformie Obywatelskiej?

Podważenie przywództwa

Po pierwsze, co odnotowali już prawie wszyscy, ale co trzeba powtórzyć: polityczna strategia Prawa i Sprawiedliwości była do tej pory budowana na nienawiści do premiera Donalda Tuska. Kaczyński nie krył, że żyje, pracuje i walczy, aby zobaczyć porażkę szefa PO. A w związku z tym całą polityczną pisowską maszynę, jak i prawicową propagandę programowano tak, by na ślepo „walić w Tuska".
Dziś, kiedy „chłopiec w spodenkach", jak mówił o szefie rządu Kaczyński, zostaje prezydentem Europy, to źródło politycznego paliwa, jakim dla PiS był premier Tusk, raptownie znika. W pył obraca się budowana przez lata narracja – opowieść, którą do perfekcji opanowali pisowscy politycy i publicyści. Dlatego po pierwszej radości, że Tusk idzie sobie w końcu do Brukseli, można wyczuć nostalgię: jak tu teraz uprawiać pisowską politykę bez Tuska?
Po drugie, PiS już oswoił się z myślą, że odbierze władzę po wyborach samorządowych. To pierwsza z wielkich bitew, jaką partia Kaczyńskiego miała wygrać, by w końcu przejąć Polskę z rąk Tuska, „najgorszego premiera w ostatnich 25 latach".
Przeprowadzka Donalda Tuska do Brukseli może ostatecznie pogrążyć Jarosława Kaczyńskiego, który polityczną strategię budował dotąd na nienawiści do premiera
Sęk w tym, że wybór szefa polskiego rządu na prezydenta Europy zaprzecza dwóm dogmatom PiS. Raz, że polityka zagraniczna obecnego gabinetu to katastrofa. Oto przywódcy europejscy, stawiając na Tuska, mówią wprost: polski pomysł na Europę nam się podoba. Ba, podoba nam się proeuropejskość Polaków, ich wiara w to, że zjednoczona, solidarna Europa ma sens. Nie byłoby więc sukcesu Tuska bez entuzjazmu Polek i Polaków, którzy obrali i twardo trzymają się proeuropejskiego kursu. Tej energii potrzebuje dziś Europa.
Dwa: Kaczyński mówił, że Polska się zwija, a gospodarka jest w katastrofalnym stanie. Tymczasem liderzy europejscy głosili co innego: podziwiamy Polskę, to, jak poradziła sobie z kryzysem ekonomicznym i jak dobrze utrzymuje stabilność gospodarczą. Ba, Tusk kilka dni temu w Sejmie mówił, że już nie tylko „beton i stal" się liczą, czyli budowa „twardej infrastruktury" (drogi, mosty, lotniska...), ale ludzie. Oznacza to, że trzeba również koncentrować się na „miękkiej infrastrukturze" (służba zdrowia, żłobki, przedszkola, place zabaw...) – i na ten nowy plan, który nazywam planem „Teraz Polacy", mamy pieniądze. Pieniądze, które są owocem wzrostu gospodarczego i zauważalnego wychodzenia gospodarki ze spowolnienia. Chodzi o to, że ten wzrost ma prawo odczuć każdy Polak i każda Polka. Bo skuteczność polityki państwa poznaje się nie po tym, jak żyje się najbogatszym, ale po tym, jak żyje się najbiedniejszym.
Krótko: „efekt Tuska" jako prezydenta Europy i lepsza sytuacja gospodarcza sprawia, że PiS, który już dzielił skórę na niedźwiedziu, już widział, jak przejmuje większość sejmików wojewódzkich, już zdobywał „Polskę powiatową", dziś stracił tę pewność. Tusk, po raz ósmy i ostatni jako lider PO, ma duże szanse poprowadzić partię do zwycięstwa.
Po trzecie, jeśli Jarosław Kaczyński przegra listopadowe wybory samorządowe, w szeregach PiS może pojawić się myśl: „Z Kaczyńskim jednak nie da się wygrać! I to nawet bez Tuska". A więc: Kaczyński jest za mocny, by PiS został zmarginalizowany, ale za słaby, by wygrywać wybory. Co więcej, goryczy klęski po ewentualnej porażce w wyborach samorządowych może dopełnić przegrana kandydata PiS w wyborach prezydenckich. Czyli: dziewiąta porażka z rzędu. A to oznacza, że tysiące działaczy zaczną kalkulować, że może jednak potrzebują innego lidera. Że potrzebują kogoś, kto nie tylko potrafi „pięknie przegrywać", marzyć o „Budapeszcie w Warszawie", względnie o Ankarze, ale także realnie wygrywać i rządzić.

Tęsknota ?za nowym liderem

Kto pierwszy publicznie może dać sygnał do ataku na Kaczyńskiego, zacząć podważać jego przywództwo? Ci, którzy dziś z nadzieją wypatrują powrotu PiS do władzy. A więc prawicowi publicyści, od braci Karnowskich poczynając poprzez Łukasza Warzechę, a na Rafale Ziemkiewiczu kończąc.
To publicyści, którzy mają już serdecznie dość pięknie przegrywającego przywódcy PiS. Nieraz już pokazywali, że czekają z utęsknieniem na nowego lidera prawicy. Gdy tylko bowiem po prawej stronie pojawiał się nowy projekt polityczny, prawicowa polityka i publicystyka zdradzała ekscytację, że oto w końcu rodzi się twór, który daje szansę na nowe otwarcie i wymarzone zwycięstwo. A przede wszystkim – na pogrążenie PO.
Tak przecież było, przypomnijmy, gdy pojawił się PJN, czyli – dla tych, którzy zapomnieli – Polska Jest Najważniejsza. To miała być nowoczesna prawica, która zabierze to, co dobre PiS, i całkowicie pogrąży PO. Ostatnio z podobnym entuzjazmem witany był projekt Polski Razem Jarosława Gowina. Na konwencji założycielskiej do boju zagrzewał zwolenników prawicowy publicysta Rafał Ziemkiewicz. Za Gowina trzymano kciuki i pompowano go przede wszystkim dlatego, że liczono, iż podzieli PO. Jak wiemy, nic z tych projektów nie zostało.
Oczywiście Jarosław Kaczyński chce zwycięstwa. By o nim myśleć, musi znosić i zacieśniać współpracę z Jarosławem Gowinem i Zbigniewem Ziobrą. O ile ten ostatni jest w szeregach PiS spalony, bo zdradził, o tyle Gowin zdradził, ale PO, zawiązując ostatecznie koalicję z PiS. Dziś lider Polski Razem jest bardziej pisowski niż niejeden stary pisowiec, choćby Joachim Brudziński. Walczy jako koalicjant Prawa i Sprawiedliwości, jak tylko potrafi, o legitymizację swojej tam obecności.

Walka o sukcesję

Tym bardziej że Gowin ten typ politycznej strategii ma przepracowany, gdyż praktykował go, będąc politykiem Platformy Obywatelskiej. Najpierw głosił, że jest „platformerskim patriotą", później jednak okazał się „rewizjonistą", a dziś na kolanach wchodzi do PiS, ostatecznie zaprzeczając swoim wcześniejszym deklaracjom o wierności wartościom Platformy.
Lecz, co ważne, wzięcie Gowina i Ziobry pod skrzydła PiS dla prezesa nie było wzmocnieniem partii, lecz raczej pozbyciem się politycznej konkurencji. Zarazem politycy ci dostali szansę, by – już z wnętrza PiS – mogli przygotowywać się do walki o sukcesję po Kaczyńskim. I Gowin do takiego „politycznego zabójstwa" Kaczyńskiego mógłby być namawiany przez część zniecierpliwionych polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy mają już dość klęsk, jakie funduje im prezes. Gdyby się na to zdecydował, mógłby liczyć też na poparcie prawicowych publicystów. Oni już od dawna mówią, że z Jarosławem Kaczyńskim jako liderem PiS będzie co najwyżej silną opozycją – szczególnie teraz, gdy wiatr znów dmie w platformiane żagle.
Być może więc przeprowadzka Tuska do Brukseli nie tyle okaże się swoistym politycznym trzęsieniem ziemi dla PO, ile dla Prawa i Sprawiedliwości. Przy czym Tusk odchodzi z polskiej polityki jako absolutny zwycięzca. A Kaczyński może skończyć jako polityk całkowicie przegrany. I „zamordowany" przez swoich dotychczasowych akolitów.
Jarosław Makowski jest filozofem ?i publicystą, redaktorem naczelnym „Instytutu Idei" i szefem Instytutu Obywatelskiego (think tanku związanego z PO)
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA