fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Osłabić Rosję i podać jej dłoń

Andrzej Talaga
Fotorzepa, Waldemar Kompala Waldemar Kompala
Sankcje nałożone przez UE ?i Amerykę mają zmusić Rosję do zaniechania agresji wobec Ukrainy. Nie jest ona jednak efektem chwilowej aberracji, ale strategii Kremla popieranej przez społeczeństwo.
Zachód ma problem nie tyle z Putinem, ile w ogóle z Rosjanami; gdyby władza prezydenta upadła, jego polityka nie odeszłaby wraz z nim. Rosja jest na zakręcie, może z niego wyjść i umocnić swoją pozycję albo się roztrzaskać. Nie mamy długofalowego scenariusza na żadną z tych ewentualności.

1

Moskwa nie może już liczyć na zrozumienie dla swoich poczynań nawet w tak sprzyjających jej krajach, jak Niemcy czy Francja. Jeśli nadal chcą one robić z nią interesy, kierują się wyłącznie ekonomicznym wyrachowaniem, bez dawnej sympatii. Oznacza to izolację: czy trwałą, czy tylko chwilową – czas pokaże. Niemniej będzie ona miała konsekwencje geopolityczne.
Putin wezwał podwładnych, by przygotowali plan działania gospodarki i państwa bez dostaw z Ukrainy – te są szczególnie ważne dla sił zbrojnych: rosyjskie samoloty i śmigłowce latają na ukraińskich silnikach, a rosyjskie okręty są napędzane ukraińskimi turbinami. Na Ukrainie znajduje się też jedyna na obszarze byłego ZSRR stocznia budująca poduszkowce desantowe. Zanim UE i Ameryka ogłosiły sankcje, skutecznie stosował je już Kijów.
Można sobie wyobrazić zastąpienie przez Rosjan w ciągu kilku lat elementów ukraińskich rodzimą produkcją, ale nie jest to możliwe w wypadku strat spowodowanych sankcjami zachodnimi. Nikt na świecie, poza Ameryką i Europą Zachodnią, nie ma technologii głębinowego wydobycia ropy. Rosyjskie banki odcięte od finansowania działalności bieżącej przez sprzedaż papierów wartościowych na zachodnich rynkach długo nie pożyją i wyciągną rękę do państwa, a to będzie miało coraz mniej przychodów z podatków i sprzedaży ropy.
Rosja prędzej czy później będzie więc musiała zwrócić się do Chin, które mają dość zasobów, by podeprzeć jej system bankowy, byłyby także zainteresowane pogłębieniem współpracy gospodarczej i wojskowej. Gdyby wojna na Ukrainie i sankcje zaowocowały sojuszem, który zdominuje Eurazję, byłoby to dla Zachodu iście pyrrusowe zwycięstwo. Na szczęście Pekin od dawna nie gra z Moskwą na zasadach partnerskich. Potencjalny sojusz jest dla Kremla pozornie kuszącą opcją, ale w rzeczywistości przemieniłby się szybko w układ wasal–suweren i to nie Moskwa byłaby tym drugim.

2

W takiej sytuacji Rosja pozostanie planetą sama dla siebie. Jednak i taki wariant nie jest możliwy, bo nie ma ona takich zasobów surowcowych, demograficznych i finansowych, aby żyć we względnej izolacji od świata. Moskwa usiłuje wprowadzić własny system nawigacji satelitarnej, kart kredytowych, własne przeglądarki internetowe, rozbudowuje potencjał maszynowy, by obyć się bez produkcji ukraińskiej, czy wreszcie tworzy lokalną Dolinę Krzemową, ale wysiłki te dają marny efekt. Rosja nie ma też ani zaplecza naukowego, ani produkcyjnego do zastąpienia zachodnich technologii; z Chin ich także nie sprowadzi, bo i one są zacofane pod tym względem.
Niezależność od świata jest iluzją i musi się zakończyć degradacją ekonomiczną i cywilizacyjną. Taka zapaść byłaby nie mniej groźna niż sojusz chińsko-rosyjski, bo może się zakończyć upadkiem państwa i chaosem. W latach 90. światowi politycy poważnie się liczyli z możliwością dezintegracji i terytorialnego rozpadu Rosji. Obecnie  sytuacja jest inna, ale po latach sankcji i wymuszonej autarkii prawdopodobieństwo tak dramatycznych wydarzeń znacznie wzrośnie.

3

Nie wiemy, co trzeba zrobić, gdyby Rosja zawarła pakt z Chinami, nie wiemy, jak postępować, gdyby się rozpadała. Nie wiemy w ogóle, czego chcemy od Rosji, i już tylko nieliczni wierzą, że stanie się kiedyś demokratycznym krajem na wzór zachodni. Nie stanie się nim, bo nie chcą tego zwykli Rosjanie. Ukraina to tylko fragment wielkiej rozgrywki – nawet jeśli sankcje zmuszą Kreml do ustępstw na tym froncie, uderzy na innym. Trzeba więc Rosję osłabić sankcjami, ale nie tak, by upadła, a potem wyciągnąć rękę na zgodę w zamian za trzymanie się swojego terytorium. Nie widać innego rozwiązania, chyba że byłaby nim wielka zwycięska wojna z Moskwą, ale tego nikt przecież nie chce.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA