fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Kosztowne biesiady polityków

Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Kiedyś PO wytykała rządowi PiS dorsza za 8,50 zł. Dziś jej ministrom nie zadrży ręka przy kolacji za 1500 zł.
Podczas gdy prokuratura, ABW i policyjne CBŚ całą energię skupiają na ustaleniu,  kto nagrywał polityków w  warszawskich restauracjach, nie mniejsze emocje wywołuje inny aspekt tzw. afery taśmowej: niby-służbowe kolacje, za które prominentni politycy płacili z publicznych środków.
– Kiedyś dorsz za 8,50 zł opłacony służbową kartą był wskazywany jako rzecz niedopuszczalna. Dzisiaj politycy wydają nieporównanie większe sumy na kolacje, podczas których knują. To upadek obyczajów – mówi  „Rz" prof. Antoni Kamiński z PAN, były prezes polskiego oddziału Transparency International.

Wino z najwyższej półki

„Klientela, która szasta pieniędzmi podatników i bez cienia skrępowania płaci nimi za drogie winka, wódeczki, ośmiornice i kubańskie cygara" – oburza się jeden z internautów. I nie jest wyjątkiem. Bo inny pyta: „Czy z moich podatków naprawdę muszę finansować bardzo drogie kolacje nieudolnych ministrów".
Podobnie krytycznych komentarzy dotyczących finansowania kolacji polityków ze środków publicznych jest wiele. I problem nie polega na tym, czy kilkutysięczne rachunki nadwerężą budżet. Chodzi o zasady i etykę: co politykowi czy urzędnikowi wypada, a co nie.
Największe emocje wywołały informacje o wystawnej kolacji szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem NBP Markiem Belką, w której brał udział również Sławomir Cytrycki. Czym raczyli się goście w restauracji Sowa & Przyjaciele, opinia publiczna dowiedziała się z pierwszej z serii taśm opublikowanych przez „Wprost". Prowadząc rozmowy o tym, jak załatać  dziurę w budżecie i jak mógłby w tym pomóc  bank centralny, goście zamawiali drogie trunki i wyszukane potrawy. Wypili po dwa kieliszki wódki, by zaraz potem przerzucić się na wina. I to z najwyższej półki, niektóre w cenie prawie 400 zł za butelkę. Nazwy koneserom wiele powiedzą: Chateau Musar 2004, Bekaa Valley i Gaston Hochar.
Potrawy były równie wyszukane. I tak na stole znalazły się m.in.  ogony wołowe, carpaccio z matjasa holenderskiego, kawior z łososia, ośmiornica. Było również carpaccio z mlecznej jagnięciny,  szparagi,  piklowane rzodkiewki, sałatka z grillowanym kozim serem i mniej wykwintny tatar.
Kelner obsługujący zacne grono wczuł się w atmosferę i błysnął dowcipną uwagą: „Nie chciałbym pana ministra obrażać zbyt niską ceną". Z kolei Cytrycki – co słychać na nagraniu – rzucił  dowcipem cięższego kalibru, mówiąc:  „Żeby mnie było stać, k...a, przecież was zaprosiłem!".
Za kolację zapłacił służbową kartą kredytową Marek Belka i jak ujawnił „Fakt", ta uczta kosztowała 1435 zł. W tym sam alkohol – 880 zł.

Tatar z tuńczyka

Fundator płacił za kolację – podobno – nie z pieniędzy podatników, ale z „funduszu reprezentacyjnego", który jest finansowany „z pieniędzy zarobionych przez NBP" – przekonywał rzecznik banku i twierdził, że spotkanie było służbowe; także służbowych kwestii  dotyczyła  rozmowa.
– NBP jest częścią państwa, więc za kolację prezes Belka zapłacił z pieniędzy podatników – komentuje prof. Antoni Kamiński. Uważa, że rozmowę też trudno uznać za służbową.
– To było knucie, do którego nawet wulgarność języka pasowała. Prezes NBP w gruncie rzeczy działał tam przeciwko swojej instytucji, bo namawiał się z szefem MSW, by rząd przygotował ustawę, która ograniczy kompetencje  Rady Polityki Pieniężnej – zaznacza prof. Kamiński.
Za drugą słynną kolację, o której opinia publiczna dowiedziała się dzięki taśmom „Wprost" – ministra Radosława Sikorskiego z Jackiem Rostowskim w restauracji Amber Room w pałacu Sobańskich – również zapłacili podatnicy
Koszt podobny: 1352 zł (jak podała Gazeta.pl). Jakie równie doniosłe kwestie ważne dla państwa poruszali rozmówcy – każdy może posłuchać. Dania, jakie im serwowano, były nie mniej wyszukane.
Szampan na początek, a następnie drogie wina. „Panowie nie mogą się zdecydować, czy lepsze pierogi z farszem z królika, golonka glazurowana, pierożki cielęce, foie gras czy tatar z tuńczyka" – tak opisało „Wprost" rozterki prominentów, którzy w końcu wybrali m.in. krwistą polędwicę wołową, foie gras i comber z królika.
Pretekst do tej rozmowy również miał być służbowy, bo dotyczył między innymi możliwego objęcia placówki w Paryżu przez Rostowskiego.

Powinni oddać ?z własnej kieszeni

Prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny, ocenia: ?– Politycy powinni natychmiast zrekompensować swoimi prywatnymi pieniędzmi wydatki za kolacje, które opłacili ze służbowych kart. Zwłaszcza że upierają się, iż były to ich prywatne rozmowy. A skoro  prywatne, to nie za publiczne pieniądze – komentuje. I ubolewa, że na razie nikt na taki gest się nie zdobył.
Dlaczego wysocy urzędnicy nie mają oporów przed opłacaniem rachunków za takie uczty z kieszeni podatników?
Janusz Czapiński uważa, że istota zjawiska może tkwić w nieproporcjonalności dochodów najwyższych urzędników państwa w stosunku do menedżerów średniego szczebla.
– Prezes banku komercyjnego zarabia  kilka milionów złotych rocznie, a urzędnik najwyższego szczebla, mający nieporównanie większy zakres władztwa,  pod względem zarobków do pięt mu nie dorasta. Tak więc wyrównuje sobie słabsze możliwości finansowe – uważa prof. Czapiński.
Jak podkreśla prof. Kamiński, na Zachodzie, w utrwalonych demokracjach, urzędnicy i politycy także mają służbowe karty kredytowe.
– Ale zasady korzystania z nich są przejrzyste. Mogą nimi regulować rachunki w ściśle  określonych przypadkach, kiedy realizują zadania urzędu.
Prof. Czapiński uważa, że w sferze publicznej nie obowiązują jasne reguły gry.
– W firmach komercyjnych są sowite wynagrodzenia, ale również bardzo skrupulatne rozliczanie wydatków sfinansowanych ze służbowych kart   – zaznacza.
Z kolei były szef Urzędu Ochrony Państwa gen. Zbigniew Nowek, który odbył setki służbowych spotkań, podkreśla:  – Byłem szefem UOP przez ponad sześć lat. Standardem była kawa w gabinecie. Na uroczysty obiad czy kolację zapraszało się ewentualnie delegacje zagraniczne po części oficjalnej – wspomina. I  ocenia: – Jest nie do pomyślenia, żeby jeden wysoki urzędnik zapraszał drugiego do restauracji i płacił rachunek za obiad z publicznych środków.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA