fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Jeniec czy dezerter

Powitanie w San Antonio, oficerowie z bazy Fort Sam informują media o stanie Bergdahla podczas konferencji prasowej
AFP
Dochodzenie nadzorowane przez doświadczonego generała ma wyjaśnić okoliczności zniknięcia sierżanta Bergdahla, który spędził pięć lat w niewoli talibów
Okoliczności uwolnienia – a przede wszystkim zniknięcia pięć lat temu – służącego w Afganistanie sierżanta Bowe'a Bergdahla nadal wzbudzają w Stanach Zjednoczonych poważne kontrowersje. Pojawiły się zarzuty, że mógł on oddalić się ze swojej jednostki z własnej woli, co można by uznać wręcz za dezercję. Wątpliwości wyjaśnić ma zarządzone właśnie śledztwo na najwyższym szczeblu.
Na czele komisji dochodzeniowej stanął generał-major Kenneth R. Dahl, zastępca dowódcy I Korpusu armii amerykańskiej w bazie Lewis-McChord w stanie Waszyngton. Ten zasłużony i wielokrotnie odznaczany (także za zasługi na polu walki) wojskowy doskonale zna warunki służby w południowym Afganistanie, gdzie przebywał w latach 2010–2012 (był tam zastępcą dowódcy 10 Dywizji  Górskiej). Posiada też kwalifikacje do prowadzenia nietypowej sprawy Bergdahla jako specjalista w dziedzinie psychologii społecznej.
53-letni, a więc zbliżający się do końca kariery wojskowej generał, oceniany jest jako mało podatny na ewentualne naciski polityczne. To o tyle istotne, że sprawa Bergdahla stała się już przedmiotem sporów na tle politycznym.
Republikanie w Kongresie zarzucają administracji Obamy, że podejmując rokowania z talibami, zachęciła terrorystów do kolejnych prób porywania żołnierzy. Swojego niezadowolenia nie ukrywa też rząd Afganistanu.
W oficjalnym komunikacie Departamentu Obrony napisano, że w sprawie Bergdahla będzie prowadzone rutynowe postępowanie. „Ten typ dochodzenia nie jest niczym niezwykłym  i ma służyć ustaleniu faktów po zdarzeniu"  – stwierdza dokument. W przypadku Bergdahla jest jednak sporo wątpliwości.
W jego sprawie powstał już jeden raport wojskowy, do którego na początku czerwca dotarli dziennikarze „New York Timesa". Nie jest on korzystny dla sierżanta, którego przedstawiono jako żołnierza bardzo niezależnego, wręcz sfrustrowanego służbą wojskową.
Z zeznań żołnierzy służących z nim w różnych bazach wynika, że zdarzało mu się na dłuższy czas oddalać z miejsca zakwaterowania, zwykle w godzinach nocnych. Podejrzane może się wydawać także to, że krótko przed swoim zniknięciem odesłał do domu swój laptop i osobisty dziennik, a także fakt, że na „nocną wycieczkę" zabrał nóż, zapas wody i kompas.
Nie potwierdzono jednak prasowych spekulacji o tym, że Bergdahl poszukiwał jakoby w okolicznych wioskach kontaktów z Pasztunami mówiącymi po angielsku. Nie jest także jasne, czy zostawił list ?z wyjaśnieniem motywów swojego postępowania, o czym mówił jakoby jeden ze znających go oficerów.
Sierżant Bergdahl odzyskał wolność 31 maja, po trwającej prawie pięć lat niewoli (w ręce talibów wpadł 30 czerwca 2009 r.). W zamian za jego wolność po długich pertraktacjach Amerykanie musieli zwolnić pięciu ważnych ?(i wciąż klasyfikowanych jako niebezpieczni)  przywódców talibańskich przetrzymywanych w Guantanamo.
Po tym jak talibowie przekazali Bergdahla Amerykanom, był on początkowo leczony w szpitalu wojskowym w bazie Bagram w Afganistanie. Stamtąd przewieziono go do Niemiec, gdzie znów spędził kilka dni w szpitalu w Landstuhl (trafiają tam żołnierze, którzy ponieśli uszczerbek na zdrowiu podczas misji w Afganistanie).
Zabihullah Mudżahid, rzecznik afgańskich talibów, stwierdził, że w przypadku Bergdahla o żadnym uszczerbku mowy być nie może, gdyż był traktowany bardzo dobrze. Przetrzymujący go islamiści od początku zakładali, że prędzej czy później stanie się przedmiotem przetargów ?z Amerykanami, więc starali się nie zrobić mu krzywdy. Jak twierdzą, grywał w piłkę z pilnującymi go strażnikami, ?a nawet pozwalano mu czytać anglojęzyczne książki, co dla większości więźniów jest wręcz luksusem.
Do ojczyzny Bowe Bergdahl powrócił w ubiegły piątek, gdy wiozący go samolot wylądował w teksańskim  San Antonio. Nie oznaczało to bynajmniej powrotu do domu rodzinnego – sierżant znów trafił do wojskowego szpitala Brooke – tym razem na obserwację na oddziale psychiatrycznym. Wnioski z tego badania zostaną włączone do nowego postępowania wyjaśniającego.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA