fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Terroryzm

Jak i z kim wygrać wojnę

Donieck – wczorajsza demonstracja górników przeciwko ukraińskim władzom
AFP, Viktor Drachev Viktor Drachev
Donieck został otoczony przez wojsko. A przez słabo chronioną granicę płynie rosyjska pomoc wojskowa.
Wokół Doniecka i w samym mieście wybuchają tylko sporadyczne starcia. Niewielkie grupy separatystów przenikają w okolice lotniska opanowanego przez ukraińskie wojsko, od czasu do czasu słychać tam strzelaninę.
Z samego miasta – oddzielonego od tego rejonu liniami kolejowymi – również dobiegają strzały, ale nie wiadomo, kto i do kogo strzela. Przynajmniej w jednym wypadku niezbyt trzeźwy bojówkarz niechcący postrzelił przypadkowych przechodniów.

Broń precyzyjna

Na zjeździe z kolejowego wiaduktu do centrum separatyści cały czas próbują zbudować barykadę na bardzo szerokiej w tym miejsc ulicy. Tutaj też zjeżdżają się ich oddziały. – Nie będzie żadnych walk w dzielnicach mieszkalnych – zapewnia zastępca szefa ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Wiktoria Sjumar. – Nie ma też mowy o ewakuacji mieszkańców.
Mimo że trudno sobie wyobrazić ewakuację miliona ludzi, paniczne plotki o przymusowym wyjeździe od czasu do czasu obiegają Donieck. Mer miasta musiał już kilkakrotnie uspokajać mieszkańców. Nastroju nie poprawiają ogłoszenia, które pojawiły się na ulicach, wskazujące lokalizację najbliższych schronów przeciwlotniczych ani godzina policyjna wprowadzona przez separatystów.
Od dwóch dni wojskowi zapewniają, że następne ataki będą prowadzone jedynie za pomocą „bardzo precyzyjnej broni". Nie wiadomo, czy armia ma taką broń, ale nikt nie wątpi, że ataki nastąpią. Nie wiadomo tylko, kiedy i w jaki sposób będą prowadzone.
Znad ukraińskiej granicy natomiast cofają się kolejne rosyjskie oddziały. Prezydent Putin już trzykrotnie zapowiadał całkowite ich wycofanie, a minister obrony Szojgu – dwukrotnie. – Tysiące żołnierzy wycofano, ale dziesiątki tysięcy pozostały – powiedział agencji Reuters jeden z natowskich oficerów z Brukseli. – W dalszym ciągu są oni w stanie podjąć działania w krótkim czasie.
Nie czekając na te działania, zwycięzca ukraińskich wyborów prezydenckich Petro Poroszenko zwrócił się do Waszyngtonu o „bezpośrednią pomoc wojskową". W wywiadzie dla „Washington Post" dodał, że Kijów potrzebuje umowy podobnej do lend-lease act z czasów drugiej wojny światowej (mając na myśli sprzęt wojskowy), a także wsparcia specjalistów.
Rosyjski prezydent nie pozostał dłużny. Jeden z jego urzędników powiedział, że decyzja o uznaniu Poroszenki za nowego prezydenta zostanie podjęta dopiero po jego zaprzysiężeniu. Na uroczystość nie czekał natomiast prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko i już w środę życzył Poroszence „umacniania jedności i dobrobytu Ukrainy".

Najemnicy ?na wakacjach

W wywiadzie Poroszenko przestrzegł, że cały czas możliwa jest „wielka agresja", czyli wtargnięcie rosyjskich wojsk na terytorium Ukrainy.
Eksperci uważają jednak, że Rosja cofa własne wojska i zastępuje je „najemnikami". ?– Grupy najemników formują się na Kaukazie, widzimy wśród nich przedstawicieli wielu narodowości. To nie tylko Czeczeni, ale i Afgańczycy czy bojówkarze z (prorosyjskiej) Abchazji, obywatele Rosji z Inguszetii i Dagestanu, a nawet Serbowie – mówi specjalista wojskowy Dmitrij Tymczuk.
W ciągu ostatnich dni ukraińskie oddziały zabiły lub złapały kilku Czeczenów, których w Donbasie nazywają „kadyrowcami".
Prorosyjski satrapa Czeczenii Ramzan Kadyrow posiada własne oddziały zbrojne, czemu oczywiście zaprzecza. Ale już 27 maja rosyjski opozycjonista Borys Niemcow informował, że czeczeńscy bojówkarze zostali „wysłani do Donbasu za zgodą prezydenta Putina".
„Oficjalnie oświadczam, że żadni czeczeńscy żołnierze nie biorą udziału w tym konflikcie – napisał z kolei Kadyrow w sieci społecznościowej – Czeczenia jest częścią Rosji i zgodnie z konstytucją nie ma własnych sił zbrojnych".
Mimo takiego „oficjalnego oświadczenia" ukraińscy żołnierze bez przerwy natykają się na Czeczenów przekraczających granicę kraju. W ciągu ostatnich dwóch dni i nocy trwały starcia z dużymi grupami „najemników" wdzierających się samochodowymi kolumnami przez granicę z głębi Rosji. „Granica nie jest zamknięta na kłódkę. Tylko w okolicach Nowego Azowa w ciągu doby przedostaje się przez nią do 15 osób" – napisał na Facebooku dowódca ukraińskiego batalionu „Donbas" Semen Semenczenko.
„Główną siłą uderzeniową separatystów są byli żołnierze (oddziału specjalnego) »Alfa« z Krymu, byli »berkutowcy« i Czeczeni" – dodał. – „Od czasu do czasu prowadzona jest rotacja oddziałów. Poszczególne grupy terrorystów wyprowadzane są z miast na wypoczynek do dawnych letnich obozów młodzieżowych w obwodzie ługańskim i donieckim. Tam również szkoleni są miejscowi »dresiarze« i zgrywani w zwarte oddziały".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA