fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Batalia o szefa Komisji

Premier Donald Tusk na szczycie UE. To pierwsze spotkanie przywódców państw unijnych po wyborach do europarlamentu.
PAP/EPA
Unia Europejska | Rozpoczął się proces obsadzania najwyższych stanowisk. W kolejce stoją Juncker i Schulz.
Nadzwyczajny szczyt unijnych przywódców zebrał się dzisiaj w Brukseli, żeby przedyskutować wyniki niedzielnych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Znając ich zwycięzcę – grupa chadecka (z udziałem PO i PSL) – politycy mogą teraz rozpocząć proces obsadzania najwyższych stanowisk w UE.
– Przewodniczącym Komisji Europejskiej musi być jeden z kandydatów przedstawionych przez Parlament Europejski. Europejska Partia Ludowa dostała najwięcej głosów. W naturalny sposób to Jean-Claude Juncker powinien więc dostać mandat negocjacyjny i szukać większości parlamentarnej – powiedział Guy Verhofstadt, lider europejskich liberałów.
I on, i szefowie innych grup politycznych w Parlamencie Europejskim wystosowali dzisiaj apel w tej sprawie do szefa Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya. Ale Belg niechętny jest takiemu stawianiu spraw. Wielokrotnie podkreślał, że Rada (składająca się z szefów państw i rządów), mianując szefa KE, musi brać pod uwagę wyniki wyborów. Nie można jej jednak narzucać konkretnych nazwisk. – Jest zbyt wcześnie na dyskusję o nazwiskach. Porozmawiamy o procesie wiodącym do przedstawienia przez Radę nazwiska, które zostanie następne poddane pod głosowanie w Parlamencie" – napisał Van Rompuy w liście zapraszającym prezydentów i premierów na nadzwyczajny szczyt. W czasie nieformalnej kolacji chciał uzyskać od nich mandat do prowadzenia konsultacji z rządami państw UE z jednej strony, a PE z drugiej, żeby znaleźć osobę akceptowalną dla wszystkich.
Juncker to były premier Luksemburga i kandydat chadeków na szefa KE w czasie kampanii wyborczej do Parlamentu. PE chce zerwać z tradycją mianowania szefa KE w czasie spotkania przy zamkniętych drzwiach, w którym ostatecznie przyjęte nazwisko może być takim zaskoczeniem, jak np. Jose Manuel Barroso. Gdy w 2004 roku dostał nominację na szefa KE, był zaledwie od dwóch lat premierem Portugalii. Ale okazał się najmniej kontrowersyjnym kandydatem dla szefów państw i rządów, którzy według ówczesnego prawa decydowali jednomyślnie.
Obecna procedura wyboru szefa KE odbywa się pod rządami nowego prawa – traktatu lizbońskiego. Co to oznacza? Po pierwsze, potrzebna jest kwalifikowana większość głosów w radzie, a więc nie ma prawa weta. Po drugie, rośnie rola PE. To dlatego eurodeputowani postanowili przejąć inicjatywę i w czasie kampanii prawie wszystkie grupy polityczne miały swojego kandydata na szefa KE.
Nie jest to zagwarantowane w traktacie, ale PE uważa, że przywódcy 28 państw UE muszą wziąć pod uwagę ich konkretny wybór. – Jeśli wybiorą kogoś spoza czołowych kandydatów, będzie to koniec demokracji – ostrzegał Verhofstadt.
W kolejce do obsadzenia stanowiska szefa KE ustawił się już Martin Schulz, lider socjalistów, drugiej siły politycznej w PE. – Jeśli Junckerowi nie uda się uzyskać większości w PE, to w oczywisty sposób ja dostanę mandat negocjacyjny jako następna osoba – powiedział wczoraj dziennikarzom.
Uważa on siebie za europejskiego kandydata. Ale w czasie kampanii wyborczej w Niemczech grał kartą narodową, zamieszczając w ostatnim dniu reklamę w najbardziej poczytnym dzienniku „Bild". Obok jego zdjęcia widniało zdanie: „Tylko jeśli zagłosujesz na Martina Schulza i SPD, Niemiec stanie na czele Komisji Europejskiej".
Pierwszy w kolejce jest jednak na razie Juncker. Nikt nie odmawia mu doświadczenia. Przez 18 lat stał na czele rządu Luksemburga, był szefem Eurogrupy, brał udział w niezliczonych unijnych szczytach.
To, co stanowi o jego sile, jest też jego słabością. Jest trudny do przyjęcia dla bardziej eurosceptycznych przywódców, jak np. premierzy Wielkiej Brytanii, Holandii, Węgier czy państw skandynawskich. Dla nich Juncker uosabia brukselskie zakulisowe działania i jest zbyt federalistyczny. – Dla Camerona on jest nie do przyjęcia. Jego kandydatem mógłby być premier Irlandii Enda Kenny. Może też duńska premier Helle Thorning-Schmidt – mówi „Rz" Paweł Świdlicki, ekspert londyńskiego think tanku Open Europe. – Brytyjczycy nie zrozumieją tej nominacji. Nawet ci, którzy nie głosowali na eurosceptyków z Partii Niepodległości, poczują się rozczarowani wyborem tak establishmentowego polityka jak Juncker – uważa ekspert.
Na odwieczną przynależność Luksemburczyka do unijnych elit zwrócił też uwagę Erik Wesselius z Corporate Europe, organizacji od lat walczącej o przejrzystość procesu podejmowania decyzji w UE.  „To byłaby katastrofa, gdyby nieprzejrzysty Juncker, polityk starej szkoły, został szefem Komisji lub Rady" – napisał na Twitterze.
Politykom narodowym trudno będzie jednak zupełnie zignorować żądania Parlamentu. – Myślę, że szanse Junckera są duże, ewentualnie następnego w kolejce Schulza. Jeśli nie mianują żadnego z nich, to naprawdę trudno będzie wyjaśnić wyborcom, po co była ta cała kampania z nazwiskami – mówi Thomas Klau, ekspert paryskiego oddziału European Council for Foreign Relations.
Sprawne przekazanie władzy w UE wymaga w miarę szybkich decyzji. Optymalne byłoby zakończenie negocjacji w ciągu kilku tygodni, tak aby pod koniec czerwca szczyt przywódców zatwierdził konkretne nazwisko. W lipcu głosowałby na nie już nowy Parlament Europejski.
Kadencja obecnego szefa KE Jose Barroso kończy się w październiku. Do tego czasu powinni być już więc wybrani jego następca oraz członkowie nowej Komisji Europejskiej. W tym samym czasie powinny być znane nazwiska nowego szefa Rady Europejskiej, wysokiego przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej oraz prawdopodobnie stałego szefa Eurogrupy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA