fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Sześciolatki jednak przegrywają

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Z badań wynika, że uczniowie wcześniej zaczynający naukę mają gorsze wyniki. Wniosek: nie zmuszać do nauki w szkole dzieci, które sześciu lat jeszcze nie skończyły.
Prof. Krzysztof Konarzewski z Instytutu Badań Edukacyjnych sprawdził, czy istnieje zależność między umiejętnościami matematycznymi i przyrodniczymi uczniów a wiekiem, w jakim dzieci te zaczynały naukę w szkole.
Przeanalizował wyniki ponad 100 tys. dziesięciolatków z 25 krajów Europy w badaniu IEA TIMSS 2011. Część tych dzieci poszła do szkoły w wieku sześciu, a część – siedmiu lat.
Co ustalił? Okazało się, że w tej samej klasie uczniowie starsi uzyskują lepsze wyniki z matematyki i przedmiotów przyrodniczych niż ich młodsi koledzy.
Kolejna obserwacja potwierdziła, że im później uczniowie rozpoczynają naukę, tym dysproporcje edukacyjne wynikające z różnicy wieku są mniejsze. To oznacza że różnice pomiędzy uczniami urodzonymi np. w styczniu a tymi z grudnia będą mniejsze, jeżeli rozpoczną oni edukację jako siedmiolatki, niż gdy ich start szkolny przypada na szósty rok życia.
Z analizy prof. Konarzewskiego wynika też, że im wyższy średni wiek uczniów w klasie, tym – przeciętnie – lepsze osiągnięcia całej grupy. Przy czym w większym stopniu dotyczy to przedmiotów przyrodniczych.
Konarzewski zwraca uwagę również na to, że im starsza klasa, tym mniejsze są różnice pomiędzy osiągnięciami chłopców i dziewcząt.
– Wniosek z tych badań jest następujący. Optymalnym wiekiem do rozpoczęcia edukacji jest sześć i pół roku – konkluduje prof. Konarzewski.
Dalsze odraczanie startu wieku szkolnego nie przynosi już bowiem korzyści. To oznacza, że dzieci ze szkół, w których edukacja zaczyna się  od siódmego roku życia, nie osiągają więcej niż ich koledzy z klas o pół roku młodszych.
Prof. Konarzewski wskazuje, by w związku z tym zmienić datę, w której dzieci obejmowałby obowiązek szkolny z 31 grudnia  na 30 czerwca. To oznaczałoby, że do szkoły muszą iść tylko te dzieci, które  skończyły sześć lat w pierwszym półroczu.
– Uzyskalibyśmy dwie korzyści. Po pierwsze, w szkole uczyłyby się naprawdę sześciolatki, po drugie, różnice wynikające z miesiąca urodzenia dzieci nie miałyby już tak dużego wpływu na przyswajanie przez nie wiedzy – wyjaśnia naukowiec.
Takie rozwiązanie z powodzeniem stosowane jest w innych krajach. W Austrii, Czechach i na Słowacji 1 września rozpoczynają naukę te dzieci, które sześć lat skończyły do 31 sierpnia, podobnie  jest w niektórych niemieckich landach. W innych jest to właśnie 30 czerwca. Z kolei na Węgrzech uczeń, który ma trafić do szkoły, szóste urodziny musi obchodzić najpóźniej 31 maja.
Z naszych informacji wynika, że takie rozwiązania specjaliści proponowali byłym ministrom edukacji Katarzynie Hall i Krystynie Szumilas, które je zignorowały
Według tej reguły mają wprawdzie trafić do szkół sześciolatki w najbliższym roku szkolnym, ale jest to przejściowe rozwiązanie, które zaproponował premier Donald Tusk, by złagodzić obawy rodziców. Szczególnie tych, którzy musieliby posłać do szkół dzieci niespełna sześcioletnie.
Od kolejnego roku szkolnego – 2015/2016 – zaczną obowiązywać rozwiązania, w których do szkół pójdą sześciolatki niezależnie od miesiąca, w którym się urodziły. To oznacza, że w pierwszej klasie będą mogli się spotkać uczniowie mający sześć lat i dziewięć miesięcy z tymi nawet o rok młodszymi.
Minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska nie odpowiedziała nam na pytanie, czy bierze pod uwagę możliwość zmiany przepisów według propozycji eksperta IBE.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA