fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Antykatolicyzm, czyli nowy antysemityzm elit

Tomasz P. Terlikowski
Fotorzepa, Ryszard Waniek Ryszard Waniek
Opowieści o tym, że ONZ chodzi o dobro dzieci, można włożyć między bajki. Dokument wyprodukowany przez tę organizację zawiera nie tylko uwagi o rzekomym ukrywaniu skali przestępstw seksualnych w Kościele, ale również żądania zmiany doktryny ?w sprawach takich, jak aborcja czy ocena aktów homoseksualnych – pisze publicysta.
Raport ONZ dotyczący Kościoła i pedofilii to zwyczajna hucpa. Ale trzeba mieć świadomość, że to hucpa groźna, pokazuje bowiem, że gigantyczna, choć nieco operetkowa, instytucja międzynarodowa wydaje pieniądze i publikuje dokumenty, których jedynym celem jest dyskredytacja Kościoła katolickiego i jego nauczania, a także przedstawienie ich w niekorzystnym świetle.

A co z Dutroux, ?Cohn-Benditem, Polańskim?

Opowieści o tym, że pogromcom Kościoła chodzi tylko i wyłącznie o dobro dzieci, możemy włożyć między bajki. Dokument, o którym mowa, zawiera nie tylko uwagi na temat rzekomego ukrywania skali przestępstw seksualnych w Kościele, ale również postulaty (by nie powiedzieć wprost żądania) zmiany doktryny Kościoła w sprawach takich, jak aborcja czy ocena aktów homoseksualnych.
Aż trudno nie zadać pytania, w jakiż to cudowny sposób problem pedofilii ma zniknąć tylko od tego, że Kościół zgodzi się na zabijanie nienarodzonych w pewnych wskazanych przez komisję ds. dziecka przypadkach? Nie jest też jasne, w jakiż to sposób akceptacja aktów homoseksualnych ma pomóc w walce z pedofilią, szczególnie w sytuacji gdy – jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Episkopatu Stanów Zjednoczonych – zdecydowana większość skandali seksualnych w Kościele to afery związane z relacjami homoseksualnymi z dorastającymi chłopcami (w sensie ścisłym nie jest to już pedofilia)?
Już tylko te dwie kwestie świetnie pokazują, że Komisji ds. Dziecka ONZ nie chodziło o to, by zatroszczyć się o najmłodszych, lecz wyłącznie o to, by uderzyć w nielubianą instytucję.
Gdyby rzeczywiście chodziło o dzieci, to ONZ zwróciłby się z żądaniami ujawnienia pełnej dokumentacji dotyczącej pedofilów oraz ich ochrony także do państw, które miały lub mają z tym poważny problem. Zacząć można choćby od Belgii, w której – co ujawniła sprawa Marca Dutroux – szajka pedofilów obejmowała policjantów, prawników, najwyżej usytuowanych polityków. I mimo iż proces zboczeńca ujawnił część z tych powiązań, sprawa nigdy nie została doprowadzona do końca. A ludzie, którzy chronili i wspierali pedofilów, nigdy nie ponieśli za to odpowiedzialności.
Atak poszedł na jedyną instytucję, która od kilku lat wprowadza jasne i wyraziste standardy postępowania w przypadkach wykrycia pedofilii, usuwa zboczeńców ze stanu duchownego i rozlicza się z problemu
ONZ – by przypomnieć także inne sprawy – mógłby wskazać Parlamentowi Europejskiemu, by ten zajął się swoimi pedofilami, którzy pełnią w nim ważną rolę. Daniel Cohn-Bendit jest najbardziej wyrazistym przykładem polityka funkcjonującego jako autorytet (także ostro krytykujący Kościół), który chwalił się, że najmocniejsze przeżycia seksualne miał z przedszkolakami.
Nie zaszkodziłoby zająć się także europejskimi partiami zielonych, które – jak pokazuje przykład Niemiec – aż do lat 90. postulowały „wyzwolenie seksualne dzieci" i depenalizację pedofilii.
ONZ mógłby się zwrócić z gorącą prośbą do Szwajcarii, by ta wydała organom ścigania Romana Polańskiego, który od lat ucieka od odpowiedzialności prawnej za gwałt na nastolatce, tylko dlatego, że pewien kraj uznał, iż reżyserów nie obowiązują normy moralne i prawne.
Terlikowski pali karty tarota. I nagrywa film

Pałka pedofilii

Organizacja Narodów Zjednoczonych, gdyby rzeczywiście chciała zająć się cierpieniem dzieci, mogłoby także oczyścić własne struktury. W 2008 roku organizacja Save the Children opublikowała raport, z którego wynika, że pracownicy i żołnierze ONZ chętnie korzystają z usług seksualnych nawet sześcioletnich dzieci.
Media opisywały przypadek 13-letniej dziewczynki, która została zgwałcona przez dziesięciu żołnierzy ONZ w pobliżu jej domu na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Żołnierze nie ponieśli żadnych konsekwencji. Co na to ONZ? Odpowiedź rzecznika organizacji była prosta: „niemożliwe jest zagwarantowanie, iż będzie zero takich incydentów w organizacji zatrudniającej na całym świecie 200 tys. ludzi". I choć trudno nie zgodzić się z taką opinią, to trudno nie zapytać przy okazji, dlaczego tej samej zasady nie zastosować wobec organizacji, która liczy mniej więcej półtora miliarda członków.
Nie chodzi mi o to, by winami innych przykrywać niewątpliwe problemy części ludzi Kościoła, wedle sprawdzonej metody komunistów, którzy na wszelkie uwagi krytyczne na temat systemu, odpowiadali: „a u was biją Murzynów". Chodzi raczej o to, by pokazując skalę zjawisk i jednostronność ONZ-owskiego raportu wykazać, że jego autorom w najmniejszym stopniu nie chodziło o dzieci. Gdyby bowiem dobro najmłodszych było kluczowe, gdyby chodziło o ich rzeczywistą obronę, to ONZ zająłby się także innymi instytucjami, wspólnotami wiary (a trzeba mieć świadomość, że problemy pedofilskie występuje także w innych wyznaniach), a także innymi państwami.
Tak się jednak nie stało, a atak skierowano na jedyną instytucję, która od kilku lat wprowadza jasne i wyraziste standardy postępowania w takich przypadkach, usuwa zboczeńców ze stanu duchownego i rozlicza się z tego problemu. Trudno znaleźć inny przykład wspólnoty czy instytucji, która zrobiłaby w tej sprawie tak wiele. To te właśnie fakty pokazują jednoznacznie, że autorom raportu (o skrajnie lewicowych poglądach) nie chodzi o dobro dzieci, ale o to, by pałką pedofilii uderzyć w nielubianą instytucję, która stoi na drodze do zbudowania Nowego Wspaniałego Świata. Świata, w którym aborcja będzie legalna, dzieci od początku będą edukowane seksualnie, a religia nie będzie budować fałszywych stereotypów płciowych (to wszystko są pomysły sygnowane przez Organizację Narodów Zjednoczonych).

Najmodniejsze wyznanie intelektualistów

I to właśnie dlatego, że Kościół jest główną przeszkodą w budowaniu globalnego społeczeństwa konsumentów  pozbawionych korzeni, religii i rodziny, jest on pod tak silnym ostrzałem. To, co w przypadku innych instytucji uchodzi płazem albo uznawane jest za koszt ich istnienia, w przypadku Kościoła staje się przedmiotem bezlitosnego ataku, którego celem wcale nie jest zmiana sytuacji, ale... przyklejenie do tej instytucji łatki „organizacji przestępczej" czy broniącej przestępców. W ten sposób powoli dochodzimy do sytuacji, w której antykatolicyzm, walka z Kościołem staje się nie tylko ostatnim akceptowalnym uprzedzeniem, ale wręcz czymś godnym podziwu i wsparcia.
Zwraca na to uwagę amerykański religioznawca i politolog Philip Jenkins (zresztą wyznania episkopalnego) w książce „The New Anti-Catholicism". Antykatolicyzm – podkreśla Jenkins – stał się ostatnio najmodniejszym wyznaniem wśród intelektualistów i lewicowców i coraz częściej przybiera on formę „antysemityzmu wykształconych". „Demagodzy atakują Żydów, wykształceni katolików" – wskazuje Jenkins. A powodem tej nagonki jest... niezmienne nauczanie Kościoła w sprawach moralnych, przede wszystkim odnoszących się do homoseksualizmu czy feminizmu. Jenkins wskazuje, że formą antykatolicyzmu była również nagonka na Kościół związana z przypadkami wykorzystywania nieletnich przez duchownych katolickich. – Skandale seksualne w Kościele katolickim nie są częstsze niż w innych Kościołach czy wśród nauczycieli – podkreśla. – Pedofilia jest przerażającą zbrodnią, musi być ukarana, ale... nie można nią manipulować – wskazuje religioznawca.
Niestety raport ONZ wpisuje się w ten nurt nowego antysemityzmu elit. Jego autorzy znaleźli wygodnego wroga, kogoś, kogo można bezkarnie nienawidzić i piętnować. I nie ma się co łudzić, że to tylko słowa.
W Hiszpanii rewolucjoniści też zaczynali od słów, a później – już w latach 30., po kilku latach nagonki, zaczęła się brutalna rzeź katolików, a także księży. Tamę położył jej dopiero generał Franco i jego zwycięstwo. Jeśli więc nie chcemy, by ten schemat się powtórzył, warto zatrzymać kampanię nienawiści, zanim na dobre się ona rozkręci...
Autor jest publicystą, filozofem, ?redaktorem naczelnym portalu Fronda.pl ?i komentatorem Telewizji Republika. Niebawem ukaże się jego książka ?„Operacja Franciszek"
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA