fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Hamulcowi idą na Strasburg

Wzrost notowań eurosceptycznej UK Independence Party stał się jednym z głównych czynników kształtujących politykę brytyjskiego premiera Davida Camerona
AFP, Carl Court Carl Court
Jędrzej Bielecki
Skrajna prawica może obsadzić nawet co trzeci mandat po wyborach do europarlamentu w maju. I zablokować integrację.
Unijne sondaże nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości: kryzys skutecznie zniechęcił wyborców do Brukseli. O ile przed jego wybuchem około 50 proc. mieszkańców Unii deklarowało zaufanie do zjednoczonej Europy, to w lipcu tego roku (ostatnie badania Komisji Europejskiej) było to już tylko 30 proc. Aż 29 proc. respondentów uważa, że integracja jest czymś „złym" (15 proc. przed wybuchem kryzysu), zaś udział tych, którzy uważają, że to pozytywny trend, spadł z 49 do 30 proc.

Wyjątkowa ordynacja

– Weszliśmy w najbardziej bolesną z punktu widzenia społecznego fazę recesji: wysokiego bezrobocia, spadku dochodów i stagnacji gospodarczej. To znajdzie odbicie w preferencjach wyborczych – ostrzega w rozmowie „Rz" Thomas Klau, dyrektor francuskiego oddziału European Council on Foreign Relations (ECFR).
Wybory do europarlamentu w sposób szczególny będą sprzyjać skrajnej prawicy. W całej Unii obowiązuje bowiem proporcjonalna ordynacja (zwykle z 4- lub 5-procentowym progiem), a frekwencja jest niska, bo mimo przyznania deputowanym w Strasburgu poważnych kompetencji w traktacie z Lizbony, przy tej okazji mobilizuje się tylko najbardziej zaangażowany elektorat. A na taki mogą liczyć populiści.
W całej zjednoczonej Europie trudno znaleźć kraj, gdzie skrajna prawica by nie kwitła. Nawet w Republice Federalnej, gdzie ze względu na doświadczenia historyczne eurosceptycy zostali zepchnięci na margines, w ostatnich wyborach do Bundestagu próg wyborczy o mały włos by przekroczyła eurosceptyczna „Alternatywa dla Niemiec". W maju może się jej to udać.
– Wspólnym mianownikiem tych partii jest odrzucenie dotychczasowego establishmentu politycznego. Sześć lat od wybuchu kryzysu coraz więcej wyborców dochodzi do wniosku, że tradycyjne partie po prostu przestały być skuteczne – wskazuje Thomas Klau.

Wspomnienie Republiki Weimarskiej

W zachodnich mediach coraz częściej porównuje się obecną sytuację do schyłku Republiki Weimarskiej, kiedy naziści także doszli do władzy na fali załamania gospodarki i odrzucenia tradycyjnych partii politycznych.
– Musimy spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że z powodu kryzysu populiści rosną w siłę. Nie wolno zapominać, że kilkadziesiąt lat temu mieliśmy tragiczne doświadczenia z powodu rasizmu, ksenofobii i nietolerancji – ostrzegł na początku listopada w wywiadzie dla Reutersa przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso.
Kompetencje Parlamentu Europejskiego są dziś bardzo szerokie. Poza wybranymi dziedzinami, jak polityka zagraniczna, podatki czy normy socjalne, deputowani ze Strasburga mają prawo do współdecydowania o nowych dyrektywach europejskich na równi z reprezentowanymi w Radzie UE rządami państw „28". Europarlament będzie też miał w przyszłym roku decydujący głos przy nominacjach na kluczowe stanowiska w Brukseli, w tym następcy samego Barroso.

Kolacja Le Pen i Wildersa

Dlatego liderzy ugrupowań skrajnej prawicy nawiązali już pierwsze kontakty, aby zbudować wspólny front, który być może okaże się równie wpływowy jak dwa główne ugrupowania, które do tej pory miały najwięcej do powiedzenia w Strasburgu: centroprawicowa Europejska Partia Ludowa (EPP) czy socjaliści. Kilka tygodni temu Marine Le Pen, liderka francuskiego Frontu Narodowego, przyjmowała w znanej podparyskiej restauracji La Grande Cascade szefa holenderskiej Partii Wolności Geerta Wildersa. Przesłała także gratulacje z okazji sukcesów wyborczych szefowi UK Independence Party (UKIP) Nigelowi Farage'owi.
Koordynacja działań ugrupowań nacjonalistycznych nie będzie jednak łatwa.
– Z samej swojej natury to są partie, które koncentrują się na forsowaniu interesów narodowych, a nie współpracy międzynarodowej – ostrzega „Rz" Jean-Thomas Lesueur z paryskiego Instytutu Thomasa More'a. – Dlatego to przede wszystkim poprzez naciski na rządy w każdym ze swoich krajów populistyczne ugrupowania mogą wstrzymać rozwój integracji europejskiej – dodaje.

Farage dyktuje program premiera

Na razie największe sukcesy odnosi pod tym względem Brytyjczyk Nigel Farage. Według najnowszego sondażu przeprowadzonego dla tygodnika „Observer", UK Independence Party może liczyć na 16 proc. głosów. To co prawda wyraźnie mniej, niż zdobywają podobne ugrupowania we Francji, Holandii czy Włoszech, ale i to wystarcza, aby doprowadzić do odsunięcia od władzy konserwatystów w wyborach parlamentarnych 2015 roku.
Już teraz w sondażach Farage nie tylko zepchnął na margines koalicjanta torysów, Liberalnych Demokratów (7 proc. poparcia), ale spowodował także, że sami konserwatyści (31 proc.) pozostają wyraźnie w tyle za Partią Pracy (37 proc.).
Coraz więcej tradycyjnych wyborców Davida Camerona stawia bowiem na eurosceptyków z UKIP.
Aby temu przeciwdziałać, premier sięgnął po bezprecedensowe środki. Zapowiedział, że w razie zwycięstwa w wyborach w 2015 roku rozpisze referendum w sprawie pozostania Wielkiej Brytanii w Unii.
Mocno zaostrzył także walkę z imigrantami, wprowadzając surowe kary dla pracujących na czarno i żyjących bez pozwolenia w Zjednoczonym Królestwie. Także w Brukseli Cameron prowadzi politykę obstrukcji, na którą nie odważyłaby się nawet Margaret Thatcher. To pod jego naciskiem po raz pierwszy w historii budżet Unii na lata 2014–2020 będzie realnie mniejszy niż jego poprzednik.

Pierwsza partia Francji

Na razie wszystko to nie zdało się na nic: UKIP nie tylko nie traci wyborców, ale zdaniem „Guardiana" w 2014 może uzyskać najwięcej eurodeputowanych ze wszystkich brytyjskich partii.
Na to samo we Francji liczy Marine Le Pen. Jeśli wierzyć najnowszym sondażom, ma 24 proc. poparcia, więcej niż konserwatywna UMP (22 proc.) czy rządząca Partia Socjalistyczna (19 proc.).
– Od czterdziestu lat tradycyjne partie nie są w stanie zbić bezrobocia do akceptowalnego poziomu i zrównoważyć budżet państwa. Nie powiodła się także integracja imigrantów. A jednocześnie Marine, która od trzech lat stoi na czele FN, zdołała nadać temu grupowaniu bardziej akceptowalny dla opinii publicznej charakter. To tłumaczy jej sukces – przekonuje Lesueur.
Podobnie jak torysi także francuscy socjaliści próbują przejąć przynajmniej niektóre hasła populistów, aby odzyskać zaufanie wyborców. Minister spraw wewnętrznych Manuel Valls stał się najbardziej popularnym politykiem ekipy Francois Hollande'a dzięki takim brutalnym akcjom przeciw imigrantom jak deportacja Romów. W samej Brukseli Hollande próbuje budować front przeciwko polityce zaciskania pasa Angeli Merkel, na razie bezskutecznie.

54 warunki Holandii

– Jeśli Le Pen wygra wybory europejskie, może to doprowadzić do rozpadu UMP i utworzenia przez Nicolasa Sarkozy'ego bardziej radykalnej partii konserwatywnej gotowej wejść w koalicję z FN. Wówczas Francja prowadziłaby o wiele bardziej eurosceptyczną politykę niż obecnie – ostrzega ekspert Instytutu Thomasa More'a.
Tak właśnie się stało w Holandii. Do maja zeszłego roku rząd opierał się na wsparciu w parlamencie Partii Wolności i tolerował brutalną kampanię przeciw imigrantom. Obecny premier Mark Rutte, ku zaskoczeniu europejskich partnerów, wystąpił z listą 54 obszarów prawa, które powinny „na stałe" pozostać częścią kompetencji narodowych.
Pierwszym krajem, w którym skrajna prawica faktycznie zaczęła wpływać na politykę Brukseli, była Finlandia. Tu pod naciskiem „Prawdziwych Finów" rząd wyraźnie zaostrzył warunki, na jakich Helsinki będą gotowe wspierać państwa południa Europy. Tym śladem stopniowo poszły populistyczne ugrupowania w innych państwach Unii: Złota Jutrzenka w Grecji, Ruch Pięciu Gwiazd we Włoszech, ANO w Czechach, Vlaams Belang w Belgii.
Po wyborach do Parlamentu Europejskiego te pojedyncze inicjatywy mogą przekształcić się w całkiem nową jakość.
– Angela Merkel forsuje wzmocnienie kompetencji Brukseli, szczególnie gdy idzie o politykę budżetową i nadzór nad bankami. Do tej pory  nikt nie mógł jej się przeciwstawić. Teraz może znaleźć godnego przeciwnika – uważa Thomas Lesueur.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA