fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Polskie prawo zbyt łagodne dla pedofilów

Artur Grabek
Grzegorz Byszewski
Marek Kozubal
Polski system prawny nie jest w stanie skutecznie izolować pedofilów. Wychodzą na wolność i nadal krzywdzą dzieci.
7 września z zakładu karnego w Raciborzu został zwolniony 48-letni Roman B. W więzieniu przesiedział 12 lat. Skazano go za gwałt i molestowanie seksualne sześciorga dzieci w wieku 6–10 lat. Na wolności nie był jednak długo.
8 października w Chrzanowie (Małopolska) zaatakował 10-latka, który szedł do mamy obok ogródków działkowych. Siłą wciągnął go do jednego z domków i wykorzystał. Był tak brutalny, że dziecko odniosło obrażenia. Policja po kilku godzinach od zgłoszenia zatrzymała pedofila. Został rozpoznany przez ofiarę.
– To multirecydywista – przyznaje Bogusława Marcinkowska z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Roman B. wcześniej za podobne przestępstwa został skazany co najmniej dwa razy, za kratami spędził w sumie co najmniej 17 lat.
Po tym jak B. we wrześniu wyszedł z więzienia, jego ojciec zaprowadził go do miejscowego szpitala. Chciał, aby był leczony, bo wiedział o jego skłonnościach. Szpital wypisał jednak Romana B. do domu. Lekarze twierdzili, że nie mieli z sądu żadnej informacji na temat konieczności jego leczenia.
B. nie był też leczony w czasie pobytu w zakładzie karnym w Raciborzu. Zresztą w tej placówce nie ma oddziału, na którym mogą być leczeni pedofile. Dlaczego B. trafił akurat do takiej? Jeden z pracowników więzienia: – Biegły nie stwierdził, że jest pedofilem. Z wyroku sądowego wynika, że powinien odbywać karę w zakładzie karnym, gdzie można leczyć „anomalie psychiczne".

Chronić ofiary

Przykład Romana B. pokazuje, że polski system prawny nie radzi sobie z tego typu przestępcami.
Jak sobie z tym radzić, możemy uczyć się w innych krajach, np. USA. Sprawa jest tym bardziej paląca, że wkrótce więzienne mury zaczną opuszczać pedofile – zabójcy dzieci.
Na świecie stosuje się dwie strategie postępowania wobec nich. Kraje anglosaskie przede wszystkim koncentrują się na ochronie obywateli. Każdy z takich przestępców poddawany jest ścisłemu nadzorowi specjalistów, którzy odpowiedzialni są także za jego terapię. Trafiają oni do ogólnodostępnych rejestrów, dzięki którym społeczność może sprawdzić, czy w ich okolicy zamieszkuje np. pedofil.
Polski pedofil jest niegroźny?
W USA policja ma specjalne uprawnienia wobec takich przestępców, może np. w dowolnej chwili, bez sądowego zezwolenia, rewidować  ich miejsce zamieszkania. W krajach europejskich przeważa system przymusowej terapii klinicznej realizowanej w więzieniach lub specjalistycznych zakładach.

Pedofile wychodzą

W 2012 roku za przestępstwa seksualne wobec dzieci skazanych zostało 868 osób. Polskie sądy traktowały te osoby niezwykle liberalnie. Ani jeden nie został skazany na 25 lat pozbawienia wolności czy dożywocie. Wobec połowy z nich orzekły kary pozbawienia wolności w zawieszeniu.
Co gorsza, z danych resortu sprawiedliwości wynika, że w ciągu najbliższych 10 lat na wolność wyjdzie 18 niezwykle niebezpiecznych osób, które dokonały przestępstw „ze szczególnym okrucieństwem", i nadal wykazują zaburzenia preferencji seksualnych lub inne zaburzenia psychiczne.
Część z nich pod koniec lat 80. została skazana na karę śmierci, ale na mocy amnestii w 1989 r. zamieniono im ją na 25 lat więzienia. Są wprawdzie przymusowo leczeni, ale jak podkreślają urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości, rokowania co do ich resocjalizacji są negatywne.
11 lutego 2014 r. zza krat wyjdzie chyba najbardziej niebezpieczny przestępca, były nauczyciel wychowania fizycznego – Mariusz Trynkiewicz, seryjny morderca i pedofil (sąd zgodził się na podawanie jego danych). Pod koniec lat 80.  zgwałcił i zamordował on czterech chłopców. Przestępstw tych dokonał w czasie przerwy w odbywaniu kary za wykorzystywanie seksualne dzieci. Trynkiewicz został okrzyknięty szatanem z Piotrkowa. Zapytany podczas procesu, czy po wyjściu na wolność znowu zapraszałby do siebie nieletnich, odparł: „Tak, na pewno".
Psychiatrzy ocenili, że „z przekonaniem graniczącym z pewnością" można przewidzieć, że będzie zabijał. 29 września 1989 r. sąd skazał Trynkiewicza czterokrotnie na karę śmierci. Ale już wtedy obowiązywało nieformalne moratorium na jej wykonywanie. 7 grudnia 1989 r. weszła w życie amnestia. Wszystkie wyroki śmierci zamieniono automatycznie na 25 lat więzienia. Kary dożywocia ówczesny kodeks nie przewidywał. Trynkiewicz przymusowo jest teraz leczony w zakładzie karnym, bo sam nie chciał poddać się terapii.
Co można zrobić z mordercami, którzy niebawem wyjdą na wolność, a rokowania co do ich resocjalizacji są marne? O fakcie opuszczenia więzienia przez pedofila w tej chwili jest informowana policja, a od niedawna także sąd oraz pokrzywdzony. – Od 2010 roku dyrektor zakładu karnego może zawiadomić o takiej osobie sędziego. Ten może powołać biegłych, w oparciu o ich opinie – osoba taka może zostać leczona ambulatoryjnie w zakładzie zamkniętym – dodaje ppłk Jarosław Góra.

Przymus leczenia

Ale taka procedura stosowana jest tylko wobec tych osób, które zostały skazane po nowelizacji z 2010 r., nie można jej zastosować wobec skazanych wcześniej.
To dlatego resort sprawiedliwości przygotował kolejny projekt ustawy o postępowaniu wobec osób zaburzonych psychicznie, które stwarzają zagrożenie dla życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. Na mocy nowej ustawy sądy będą miały możliwość osadzania groźnych przestępców w Krajowym Ośrodku Terapii Zaburzeń Psychicznych, specjalnej placówce medycznej, albo nakładać na nich dozór policji.
Przymusowe leczenie psychiatryczne będzie orzekane tylko wobec osób, które mogą popełnić kolejne przestępstwa. Pomysł resortu sprawiedliwości jest następujący: dyrektor więzienia, który uzna, że dany więzień może dopuścić się recydywy, może na pół roku przed jego wyjściem na wolność zwrócić się o opinię biegłych. Jeśli uznają oni to za konieczne, zwrócą się do sądu opiekuńczego o poddanie więźnia przymusowemu leczeniu psychiatrycznemu. Decyzja taka będzie weryfikowana co pół roku. Problem w tym, że projekt budzi wątpliwości natury konstytucyjnej.
– Prawo nie może działać wstecz, już w momencie popełnienia czynu zabronionego dana osoba ma prawo wiedzieć, jakie wywoła to skutki prawne. Nie może dowiadywać się o nich pod koniec odsiadki  – tłumaczył na łamach „Rz" konstytucjonalista prof. Piotr Winczorek.
– Nasz projekt jest zgodny ze standardami konstytucji i Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu – odpowiedział mu minister sprawiedliwości Marek Biernacki, dodając, że jego resort i Rządowe Centrum Legislacji dokładnie zapoznali się z orzeczeniami Trybunału i pod nie sformułowane zostały przepisy ws. groźnych przestępców. – Biorę polityczną odpowiedzialność za projekt ws. leczenia groźnych przestępców. Jeśli Trybunał Konstytucyjny uzna go za niekonstytucyjny, podam się do dymisji – mówił Biernacki.

Izolować, bo mogą nadal krzywdzić

Rozwiązania z ustawy, którą forsuje, są doskonale znane w innych krajach. W Niemczech osoby skazane za przestępstwa z użyciem przemocy i cierpiące na zaburzenia umysłowe, które w wysokim stopniu uprawdopodobniają popełnienie przez nie przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności, w tym wolności seksualnej, po wyjściu z więzienia  mogą decyzją sądu trafić do zakładu leczniczego na okres 18 miesięcy, po tym czasie sąd ponownie musi rozpatrzyć sprawę i wydać decyzję o dalszym leczeniu lub zwolnić osadzonego. Procedura powtarzana jest co półtora roku.
Francuzi kierują takie osoby do ośrodków społeczno-medyczno-sądowych. Czas ich osadzenia nie jest określony.  W Szwajcarii prewencyjne pozbawienie wolności jest odbywane w zakładzie terapeutycznym lub karnym, po odbyciu przez skazanego wymierzonej mu kary pozbawienia wolności. Jest ono orzekane na okres do 6 lat z możliwością przedłużenia. Co najmniej raz na rok sąd ma obowiązek sprawdzać, czy nie ustały przesłanki stosowania środka zabezpieczającego.
Austriacy mają ośrodki dla niebezpiecznych recydywistów, Duńczycy areszty prewencyjne. Litwini i Ukraińcy przymusowe leczenie w zakładach zamkniętych. W Belgii za gwałt na dziecku do 10. roku życia grozi kara dożywotniego więzienia, w niektórych stanach USA nawet kara śmierci.
Amerykanie podobnie jak Kanadyjczycy czy Australijczycy przede wszystkim koncentrują się na informowaniu społeczeństwa o sprawcach przestępstw seksualnych. Lokalne władze mają możliwość podjęcia wszystkich niezbędnych środków służących udostępnianiu opinii publicznej informacji o osobach skazanych za tego typu przestępstwa, które są zwolnione po odbyciu kary – zamieszkują w rejonie zainteresowanej społeczności lokalnej. I nie dotyczy to tylko gwałcicieli, ale także tych, którzy np. rozpowszechniali dziecięcą pornografię lub obnażali się.
Prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości, nie jest zwolennikiem takiego rozwiązania. W jego ocenie narażałoby to byłych skazanych nie tylko na społeczną dyskryminację, ale także możliwość linczu. Tymczasem każdy, kto odbędzie karę, ma prawo do poszanowania jego czci i godności – zaznacza Ćwiąkalski.
Jest jednak zwolennikiem przymusowej terapii takich osób.  W podobny sposób leczy się przecież alkoholików czy narkomanów – wyjaśnia.
—felieton     Krzysztofa Rybińskiego
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA