fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Piasecki: Terror rozjuszonej mniejszości

Marcin Piasecki
Fotorzepa, Waldemar Kompała Waldemar Kompała
Od kilku dni, zwłaszcza wieczorami, Warszawę dusi smog.
Tym razem nie za sprawą tysięcy samochodów ani dymiących kominów, których zresztą jest w stolicy coraz mniej. To do akcji przystąpili działkowcy. W ramach jesiennego porządkowania swoich ogródków gremialnie zaczęli palić to wszystko, co ich zdaniem spalić należało. Liście, gałęzie, zeschłą trawę i nie wiadomo co jeszcze. Wrażenie było niesamowite – w zachodzącym słońcu po mieście rozchodziły się tumany ciężkiego dymu. Nietrudno zgadnąć, że smród był równie niesamowity.
W Warszawie, jak zresztą w większości polskich metropolii, część ogródków jest położonych niemalże w centrum miasta. Dym i smród więc dzielnie rozsnuwały się po ulicach, w równej porcji dla wszystkich, czy się mieszka w bloku z wielkiej płyty, czy  w eleganckim apartamentowcu. Jak rozumiem, działkowców niewiele obchodzi to, że w miastach nie są sami, że nowe rozwiązania dotyczące śmieci pozwalają na pozbycie się niepotrzebnego bogactwa z ich działek w bardziej cywilizowany i mniej uciążliwy sposób. Po co się wysilać? Po co ponosić koszty? Suche liście na działkach paliło się od zawsze. Za komuny, za kapitalizmu, za Kaczyńskiego i Tuska.
Działki w centrach miast to przeżytek, i to koszmarny przeżytek. Nikt bowiem nie przekona mnie do piękna, tkwiącego rzekomo w byle jak skleconych altankach, budkach czy zwiezionych na działki kioskach z czasów późnego Gierka. Pół biedy jeszcze wiosną i latem. Jesienią i w zimie stanowi to obraz nędzy i rozpaczy. Działkowcy zawłaszczyli potężne fragmenty przestrzeni miejskich, a jakakolwiek próba zmiany stanu rzeczy kończy się protestami podsycanymi przez ich związek.
A przecież nie chodzi o to, żeby w ogóle nie mieli swoich działek, tylko żeby ogródki przestały straszyć w centrach miast. I nie chodzi też o to, by tereny działek przejęli deweloperzy, lecz by przywrócić je miastom i przestrzeni publicznej. Proste? Niezbyt proste dla rządzących, którzy się po prostu boją rozjuszonych działkowców. I to ich interes pewnie, niestety, będzie górą, a nie interes milczącej, nie działkowej i nie dymiącej większości.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA