fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Matt Dusk - rozmowa

Matt Dusk chciał zaśpiewać z Edytą Górniak, gdy usłyszał ją na YouTubie
Fotorzepa, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Z kanadyjskim wokalistą o jego nowej płycie, fascynacji dawnym jazzem, Frankiem Sinatrą oraz o duecie z Edytą Górniak rozmawia Marek Dusza.
Pana nowy album „My Funny Valentine" otwiera piosenka „All The Way" zaśpiewana razem z Edytą Górniak. Sopot TOP of the TOP Festival
Matt Dusk: Pomysł podsunęła wytwórnia Universal już w 2009 r., kiedy ukazała się moja płyta „Good News". Zaproponowano mi duet z Edytą na koncercie w Białymstoku. Ucieszyłem się, bo lubię występować z różnymi artystami, jednak do tego nie doszło. Może następnym razem — pomyślałem wtedy. Gdy kończyłem nagrywanie nowej płyty, pomyślałem, że brakuje na niej jednego duetu. Wtedy żona podpowiedziała mi: A może Edyta Górniak? Na YouTube trafiłem na jej interpretację „Hallelujah" Leonarda Cohena i pomyślałem, że idealnie byłoby zaśpiewać razem „All The Way". Zaprosiłem więc Edytę do Kanady. W półtora dnia nagraliśmy demo będące punktem wyjścia do ostatecznej wersji. Następnie, już za pośrednictwem Internetu, zaśpiewaliśmy razem, ja w studio w Kanadzie, Edyta w Polsce.
Co daje współpraca z innymi artystami?
Od każdego czegoś się uczę. W jazzie współpraca jest istotnym aspektem tworzenia. Mam szczęście, że wybrałem taki styl, bo w innych zaczyna się kalkulacja: co można zyskać, co stracić, czy artysta, z którym wystąpię, sprzedał odpowiednią liczbę płyt. U mnie to nie ma miejsca.
A jednak wasz duet nie trafił na międzynarodową wersję albumu.
Wytwórnia przygotowała kilka wydań płyty, żeby wykorzystać wszelkie możliwości promocyjne na różnych rynkach. Nagrałem także solową wersję „All The Way".
Na płycie dominują tematy znane z interpretacji Cheta Bakera. Dlaczego wybrał pan akurat jego?
To wielki muzyk, trochę szalony i uzależniony od alkoholu, narkotyków. Kiedy byłem młody, słuchałem jazzu odrabiając lekcje. Tak trafiłem na Cheta Bakera, ale podobały mi się tylko jego nagrania instrumentalne. Do jego śpiewania dorosłem mając dwadzieścia kilka lat. Kiedy niedawno myślałem o nagraniu nowej płyty, wróciły tamte fascynacje głosem Bakera. Przypomniałem sobie, że właśnie dzięki niemu polubiłem jazz i zrozumiałem, na czym polega jego oryginalne brzmienie. Nie zamierzałem śpiewać w jego stylu. Poległbym przy pierwszych próbach naśladowania charakterystycznej chrypki czy artykulacji. Sięgnąłem po jego repertuar, wybrałem utwory, które mi się spodobały. Dlatego w tytule jest słowo: „songbook", a nie „tribute".
Którzy jeszcze artyści wprowadzili pana w świat jazzu?
Ci, którzy potrafili wytworzyć specyficzny nastrój np. pianista Kenny Drew, trębacz Ruby Braff, pianista Ellis Larkins — nagrywał m.in. z Ellą Fitzgerald, wiele kanadyjskich talentów m.in. trębacz Guido Basso. Po szkole chodziłem do sklepu płytowego, gdzie sprzedawca podsuwał mi kolejnych wykonawców i ich płyty. Tak poznałem muzykę Stana Getza, Johna Coltrane'a i mojego ulubionego Charliego Parkera. Do dziś mam jego płyty w iPhonie, w tym te najstarsze, monofoniczne.
To zaskakujące, że młody artysta lubi dawne nagrania, a do fotografii towarzyszących płycie pozuje przy starym samochodzie i lampowym radioodbiorniku.
Jestem facetem w dawnym stylu. Spójrz, jak jestem ubrany. Posłuchaj, jak śpiewam. To są romantyczne piosenki sprzed wielu lat. Na okładce jest samochód moich dziadków, oldsmobile delta 88 z lat 60. Pozuję na pokładzie starego jachtu. Kto dziś jeszcze żegluje? To była piękna era.
Pana styl jest najbliższy temu, w jakim śpiewał Frank Sinatra.
Pierwszy raz usłyszałem go, gdy miałem 17- 18 lat. Zachwycił mnie, w jego wspaniale brzmiącym głosie był romantyzm, spokój, przestrzeń, swing. Dla zabawy spróbowałem śpiewać piosenki Franka Sinatry w barze karaoke. Później poszedłem na studia muzyczne, uczyłem się jazzu i znowu skusiłem się, by  podśpiewywać jego piosenki. Usłyszał to jeden z wykładowców i powiedział mi: „Masz dobry głos, ale śpiewasz okropnie — będę cię uczył śpiewu". To był pianista, który współpracował z Billie Holiday, Chetem Bakerem i Zootem Simsem. Sam miał zniszczony głos, ale wiedział, jak nauczyć mnie specyficznego stylu ery swingu.
Dlaczego tak wielu znakomitych wokalistów pochodzi z Kanady?
W Kanadzie jest silne środowisko artystyczne, rząd wspiera kulturę i edukację, co otwiera możliwości przed tymi, którzy chcą ciężko pracować. Dzięki temu mamy tak znanych artystów jak Diana Krall, Celine Dion i Michael Bublé.
A jednak pan zaczynał publikując prywatne nagrania w Internecie.
Na nagrania wydawałem wszystkie zarobione pieniądze. Liczyłem, że ktoś je zauważy i tak się stało. Na studiach miałem kilka zajęć z Oscarem Petersonem. Przekazał mi ważną myśl: nie śpiewaj dla pieniędzy, rób to z miłości. Trzeba się nauczyć techniki, ale takie sentencje kierują nasze myślenie na właściwe tory.
Jedną z ważniejszych piosenek, jakie pan nagrał była „Two Shots of Happy, One Shot of Sad".
Napisali ją Bono i The Edge z U2 dla Franka Sinatry na jego 80. urodziny. Wcześniej Bono nagrał z Sinatrą standard „I've Got You Under My Skin" i w podziękowaniu obiecał mu piosenkę. Bono zaśpiewał „Two Shots of Happy, One Shot of Sad" podczas uroczystości urodzinowych Sinatry, jego nagranie wideo odtworzono na ekranie. Kiedy przygotowywałem album „Two Shots" producent powiedział mi, że jest utwór, który powinienem zaśpiewać. Kiedy zobaczyłem nuty i autorów, spytałem — żartujesz ze mnie? A jednak miał rację. Teraz jest moim znakiem rozpoznawczym. Za każdym razem śpiewam ją inaczej, zawsze porusza mnie do głębi.
Komponuje pan dla siebie?
Tak, ale do szuflady. Czy mogę napisać coś lepszego niż „New York, New York" czy „All of Me"? Śpiewam najlepsze piosenki, jakie kiedykolwiek powstały, więc trudno mi z nimi konkurować.
Rozmawiał Marek Dusza
Sopot TOP of the TOP Festival
Druga edycja festiwalu odbędzie się w piątek i sobotę w Operze Leśnej. ?Piątkowy wieczór rozpoczną gwiazdy dekady lat 80. w koncercie „Live Is Life", zaśpiewają m.in.: Belinda Carlisle, Rick Astley, Helena Vondračkova oraz Budka Suflera z Krzysztofem Cugowskim, Izabelą Trojanowską i Felicjanem Andrzejczakiem. W konkursie o nagrodę Bursztynowego Słowika wystąpią artyści z kilku krajów. Zwycięzcę wybiorą widzowie w głosowaniu esemesowym. Gościem specjalnym będzie Kanadyjczyk Matt Dusk. Sobotni wieczór zakończy recital Edyty Górniak.
md
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA