fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bezpieczeństwo

Metody złodziei samochodów

Chowanie wartościowych rzeczy do bagażnika w momencie opuszczania pojazdu zwiększa ryzyko kradzieży
Fotorzepa, Daniel Szysz Dan Daniel Szysz
Grzegorz Byszewski
Janina Blikowska
Marek Kozubal
521,8 mln zł. Taka jest wartość skradzionych w poprzednim roku samochodów. Złodzieje najbardziej upatrzyli sobie marki niemieckie
Pan Piotr z Warszawy jest fotografem, a samochód, obok aparatu, jest jego narzędziem pracy. I w pracy to auto stracił. – Robiłem zdjęcia na imprezie w jednym z ekskluzywnych hoteli w centrum stolicy. Kurtkę, w której były kluczyki, zostawiłem na krześle w jednej z sal, gdzie robiłem zdjęcia. Wystarczyła chwila i straciłem ją z oczu, kurtka zniknęła, a wraz z nią mój kilkuletni peugeot – opowiada. Mężczyzna od razu zgłosił sprawę na policję. Funkcjonariusze wzięli go do radiowozu i razem jeździli po okolicy w poszukiwaniu samochodu. – Trwało to ok. godziny. Niestety po aucie nie było śladu – tłumaczy.
Po kilku dniach odebrał telefon od młodego mężczyzny. – Mogę zwrócić auto, ale musisz zapłacić mi 5 tys. zł – wspomina pan Piotr i dodaje: – Byłem gotów zapłacić, by odzyskać samochód. Pojechałem na spotkanie z tym mężczyzną, ale nikogo nie było – wspomina fotograf. Opowiedział o tym policji. Ta namierzyła chłopaka, który dzwonił do pana Piotra. – Wziął telefon ojca. Chciał sobie dorobić – mówi właściciel peugeota.
Policji udało się złapać złodzieja auta. W hotelu był bowiem monitoring, który nagrał moment kradzieży kurtki. – Samego samochodu nie udało się jednak odzyskać. Zapadł się jak kamień w wodę – wspomina pan Piotr.
Nie dostał on odszkodowania od ubezpieczyciela. – Firma uznała, że źle zabezpieczyłem kluczyki i dlatego auto zginęło. Ta sprawa i tak dużo mnie kosztowała, więc nie pozwałem ubezpieczyciela do sądu – mówi fotograf. Dodaje, że wyciągnął wnioski z tej historii. – Teraz kluczyki zawsze mam przy sobie. A po zamknięciu pojazdu trzy razy sprawdzam, bo taki mam nawyk, czy drzwi są zamknięte – dodaje.
– Nic nie wskazywało na to, że zostaniemy obrabowani, a złodzieje zabiorą nam samochód – wspomina z kolei pani Marzena, mieszkanka powiatu warszawskiego zachodniego. Złodzieje włamali się do jej domu, gdy cała rodzina spała. Z leżącej obok drzwi wejściowej na szafce torebki zabrali dokumenty i kluczyki opla. Otworzyli bramę i wyjechali samochodem. Nikt nic nie zauważył. – Złodzieje musieli się trochę natrudzić, bo samochód był zablokowany innym pojazdem. Przeszkodę jednak przepchnęli – wspomina nasza rozmówczyni.
Taki sposób kradzieży aut policjanci nazywają „metodą na śpiocha". Złodzieje buszują w domu kilka minut. – Wykorzystują nasze przyzwyczajenia. Wiedzą, że wartościowe rzeczy zostawiamy przy wejściu – mówi policjant.
Złodzieje kradną auta metodą na śpiocha głównie w okolicach dużych miast, ale także na osiedlach jednorodzinnych. Niestety, jak zauważają policjanci, niektórzy właściciele zostawiają samochody z kluczykami i dokumentami w środku. Tym samym ułatwiają działanie złodziejom. – Radzimy, aby nie zostawiać toreb z kluczykami i dokumentami w przedpokoju. W nocy należy zamykać drzwi wejściowe i balkonowe, a przed położeniem się spać włączyć alarm – mówią mundurowi.

Portret złodzieja

13 sekund. Tyle czasu potrzebował złodziej, aby ukraść audi Q7 ze stołecznego parkingu.
– Dwie sekundy zajęło mu zneutralizowanie tuby dźwiękowej. Psiknął w nią pianką izolacyjną. Kolejne sekundy trwało otworzenie maski, podpięcie modułu do komputera pojazdu i instalacja własnego oprogramowania. Dzięki temu mógł uruchomić audi – opowiada policjant ścigający złodziei samochodów. Przestępca został ujęty zaraz po tym, gdy zaczął pracować silnik.
Współcześni złodzieje samochodów nie tylko posiadają łamaki do zamków, ale także laptopy. Dzięki urządzeniom elektronicznym są w stanie zagłuszyć sygnał z centralnego zamka nawet w promieniu 50 metrów oraz błyskawicznie złamać kod immobilisera.
Co ciekawe specjalne moduły „rozbrajające" elektronikę samochodów każdy może kupić przez Internet na stronie rumuńskich sklepów. I z takiej możliwości korzystają właśnie złodzieje.
Jak im utrudnić pracę? – Złodziejom zależy na czasie. Niektórzy omijają samochody, które mają zamontowane blokady na kierownicy lub pedale gazu – mówią funkcjonariusze rozpracowujący gangi samochodowe. Policjanci radzą też, aby w nietypowym miejscu (które zna tylko kierowca) instalować dodatkowe urządzenie odcinające zapłon.
Anna Zbroja z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie: – Nie pozostawiajmy pojazdów w miejscach ciemnych, mało uczęszczanych, bezludnych, na dzikich parkingach. Najlepiej  parkować auto w miejscu często uczęszczanym, widocznym i dobrze oświetlonym nocą. Nie kuśmy złodzieja. Nie pozostawiajmy  na widoku cennych przedmiotów.  Nie chowajmy wartościowych rzeczy do bagażnika dopiero w momencie opuszczania pojazdu. Kluczyki od auta chowajmy w bezpiecznym, trudno dostępnym dla złodzieja miejscu. Zadbajmy o profesjonalne alarmy zabezpieczające pojazd.
Złodzieje aut to rekordziści w rankingach popełnianych przestępstw. W Warszawie absolutnym liderem w takim zestawieniu może być Marcin R. ps. Rydwanek, lider tzw. grupy praskiej. Ma aż 238 zarzutów karnych, co najmniej tyle samochodów ukradł. – Choć w jego grupie było dziesięć osób, Rydwanek brał udział w każdej kradzieży – wspomina policjant.
Z kolei w maju tego roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do sądu akt oskarżenia wobec 40-letniego Adama G. ps. Rudy. Zdaniem śledczych ukradł lub próbował ukraść 83 samochody. – Był on specjalistą od bmw, które kradł na zlecenie – mówił nam prokurator Dariusz Ślepokura. Z ustaleń śledczych wynika, że złodziej ma na swoim koncie kradzieże aut z roczników 2003–2009. Wybierał modele BMW1, BMW3, BMW5, BMW6, BMWX5 i BMWX6. Samochody kradł tylko w Warszawie.
– Najpierw wyłamywał zamek, potem unieruchamiał alarm, a na końcu za pomocą specjalnego urządzenia odpalał samochód – mówi prokurator. Dodaje, że wszystkie auta były kradzione na zlecenie i przekazywane paserom. Za każde auto dostawał od kilkuset złotych do nawet kilkunastu tysięcy.
Złodzieje stosują także inne metody. Kradną kluczyki samochodowe i odjeżdżają pojazdami. Niekiedy współpracują oni z kieszonkowcami. Niedawno Dariuszowi Ch., kieszonkowcowi i złodziejowi aut, prokuratura postawiła 67 zarzutów kradzieży aut w Warszawie. Dariusz Ch. kradł kluczyki z płaszczy właścicieli, a następnie odjeżdżał ich samochodami. Grasował w sklepach, hotelach, a nawet w siedzibie kurii warszawskiej przy ul. Miodowej.
Nieco inną metodę opatentował Mariusz W. ps. Wacek. Kradł on samochody, wykorzystując trik z plastikową butelką wypełnioną wodą. W jaki sposób? Na tylnym lewym kole zaparkowanego samochodu kładł plastikową butelkę z płynem. Gdy kierowca ruszał, butelka tarła o nadkole, następnie pękała. Zaniepokojony właściciel pojazdu widział w lusterku przy kole kałużę. Nie wiedząc, co się dzieje, wychodził z auta. Zwykle zostawiał kluczyki w stacyjce. Ten moment wykorzystywał złodziej. Wskakiwał za kierownicę i odjeżdżał.
Mariusz W. bywał też brutalny. Właściciela jednego pojazdu, który próbował go zatrzymać, potrącił. Mężczyzna z urazem nogi trafił do szpitala. W ten sposób ukradł m.in. subaru i renaulta. Wpadł, bo świadkiem jednej z kradzieży była studentka ASP. Namalowała ona tak doskonały portret pamięciowy sprawcy, że policjanci, którzy go zobaczyli, nie mieli żadnych wątpliwości, iż na wizerunku jest 37-letni Mariusz W. ps. Wacek, wielokrotnie notowany za kradzieże.

Niemieckie i japońskie

Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w poprzednim roku w całym kraju zostało skradzionych 15 427 pojazdów; policji udało się ustalić zaledwie co czwartego sprawcę kradzieży. Zarzuty karne usłyszało 1776 podejrzanych dorosłych oraz 226 nieletnich. Jak podaje policja, suma wartości skradzionych samochodów wyniosła 521,8 mln zł.
Jakie auta cieszą się największą popularnością wśród złodziei? Z danych KGP wynika, że najczęściej łupem złodziei padały w roku 2012: volkswageny golfy (1128 kradzieży), volkswageny passaty (915), audi A4 (690), audi A6 (332), hondy civic (306), fiaty cinquecento (303), seaty leon (272), skody octavie (271), audi A3 (270), volkswageny touran (269). ?Jednak z zestawień policji wynika, że w różnych regionach kraju łupem złodziei padają nieco inne marki pojazdów. – W Warszawie niezmiennie od lat są to samochody produkcji japońskiej: toyoty, hondy i mazdy – przyznaje nadkom. Ireneusz Ambroziak, naczelnik wydziału zwalczania przestępczości samochodowej KSP.
Z kolei, jak informuje Anna Zbroja z małopolskiej policji, w tamtym rejonie najczęściej łupem złodziei padają pojazdy z grupy VW, czyli audi, volkswageny, skody, seaty.
– W 2011 r. na terenie województwa małopolskiego skradziono 848 pojazdów, w 2012 r. – 821. Według naszych statystyk udało się odnaleźć ok. 30 proc. skradzionych pojazdów – tłumaczy Anna Zbroja.
– W Lublinie złodzieje najczęściej kradną mazdy, hondy, toyoty. Potem te auta są rozbierane na części – mówi  Andrzej Fijołek z lubelskiej komendy wojewódzkiej policji. Na Dolnym Śląsku na pierwszym miejscu kradzionych aut jest audi A4, w zachodniopomorskim – volkswagen passat, w Wielkopolsce – volkswagen golf.
Samochody były kradzione z ulic oraz parkingów. Ponadto z parkingów przy centrach handlowych, z garażu, a nawet na autostradzie. – Najczęściej są kradzione z osiedli mieszkaniowych, gdzie nie ma monitoringu – mówi Anna Zbroja.
Największe zagrożenie przestępczością samochodową występowało w poprzednim roku na terenie Komendy Stołecznej Policji (Warszawa i sąsiednie powiaty) – tutaj na 100 tys. mieszkańców odnotowywanych było średnio 89 kradzieży aut. Kolejne były: województwa łódzkie, dolnośląskie oraz śląskie. Najbezpieczniej pod tym względem było: na Podkarpaciu, w świętokrzyskim i na Lubelszczyźnie.
W stolicy najwięcej aut w 2012 r. zniknęło z ulic Pragi-Południa. Praktycznie codziennie ginął tam jakiś samochód (w całym roku 365). Dlaczego złodzieje tak polubili tę dzielnicę? Policjanci podkreślają, że na „gościnne" występy przyjeżdżają tam złodzieje z gangów wołomińskich i otwockich.
Wzrost liczby kradzionych aut widać też w warszawskich dzielnicach sypialniach, jak Wilanów, Ursynów, Włochy, Białołęka. Ale, co ciekawe, na cieszącej się złą sławą Pradze-Północ zginęło tylko 27 aut (o ponad 40 proc. mniej niż w 2011 r.), tyle samo co w spokojnej Wesołej czy w Ursusie.
W tej chwili w stołecznych policyjnych bazach znajduje się około tysiąca nazwisk złodziei aut. To głównie przestępcy związani z gangami wołomińskimi, praskimi i otwockimi. – Niekiedy to całe rodziny, które żyją z kradzieży samochodów. Są tacy, którzy specjalizują się w odpowiednich markach samochodów i kradną tylko np. pojazdy francuskie albo japońskie. Mechanicy rozbierają skradziony samochód w 45 minut – opowiada policjant.
Jak ocenia były oficer Centralnego Biura Śledczego, w branży tej nie ma już dominacji dużych grup przestępczych jak 10 czy więcej lat temu. – Pruszków, Wołomin i inne gangi zostały już rozbite. W ich miejsce wchodzą małe, kilkuosobowe grupy – dodaje.
Zdaniem kryminologa prof. Brunona Hołysta polscy gangsterzy nie wrócą już do brutalnych metod kradzieży sprzed 10 czy 20 lat.  – U nas przyjmuje się zachodni model przestępczości zorganizowanej, czyli zysk bez ofiar. Kiedyś, aby ukraść samochód, trzeba było zabić właściciela. Dziś już nie trzeba tego robić. Zysk, ale bez przemocy jest najważniejszy – podkreśla profesor.
Ile może zarobić złodziej? – Ceny u paserów są zróżnicowane. Za nissana qashqai paser z Wielkopolski płacił 14–15 tys. zł, a z okolic Warszawy 6–7 tys. zł – ujawnił nam policjant zwalczający przestępczość samochodową.
Co dzieje się ze skradzionymi pojazdami ? W zdecydowanej większości trafiają one do tzw. dziupli, czyli miejsc, gdzie są przechowywane. Następnie idą pod młotek. Dosłownie. Rozbierane są na części. Paserzy upłynniają je na aukcjach internetowych oraz na giełdach samochodowych. Coraz częściej rozebrane samochody w częściach są też „eksportowane" na Wschód – na Białoruś i Ukrainę. Niektóre pojazdy złodzieje próbują legalizować, wykorzystując do tego skradzione w Niemczech dokumenty. W ten sposób tworzą im nową historię, a klientom wmawiają, że kupili je za granicą.
Niezwykle rzadko, ale jednak zdarzają się przypadki legalizacji „trefnych" aut w wydziałach komunikacji. W procederze tym współpracują urzędnicy. W maju tego roku prokuratura w Warszawie zakończyła niezwykle rozległe śledztwo w sprawie legalizacji skradzionych aut przez urzędników i przyjmowania przez nich łapówek. Przed sądem odpowiedzą aż 33 osoby.
Rozbicie grupy było możliwe m.in. dzięki zeznaniom świadka koronnego. Śledztwo w tej sprawie trwało kilka lat. Przez ten czas zarzutami objęto złodziei, paserów i osoby pomagające gangowi legalizować skradzione samochody na podstawie sfałszowanych dokumentów. Gang miał bowiem własnych fałszerzy dokumentów. – Na ich podstawie pracownicy wydziałów komunikacji m.in. z Ochoty i Woli legalizowali auta, mimo że wiedzieli, iż są kradzione. Robili to w zamian za korzyści materialne – wspomina prokurator Dariusz Ślepokura.
Śledczy ustalili, że gang w latach 1999–2001 ukradł i zalegalizował w sumie 180 samochodów o łącznej wartości 10 mln zł. Samochody były kradzione zarówno w Warszawie, jak i za granicą. W sumie 84 zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych usłyszeli dwaj urzędnicy wydziału komunikacji, trzem osobom przedstawiono 81 zarzutów za wręczenie korzyści majątkowej urzędnikom, 18 osób dostało zarzuty za nabycie w złej wierze pojazdów pochodzących z kradzieży. Ponadto 11 osób usłyszało 54 zarzuty za sfałszowanie dokumentów służących do zarejestrowania skradzionych samochodów.
Policjanci radzą, aby przed kupnem samochodu sprawdzić, czy nie został on skradziony w innym kraju. Można to zrobić w każdym komisariacie.

Jadą na Zachód

Od kilku lat w stołecznej policji działa wydział, który zajmuje się ściganiem złodziei. Kryminalni przeprowadzają kontrole samochodów (sprawdzają wszystkie w kwadracie określonych ulic) i parkingów. Na ulicach, gdzie najczęściej dochodzi do kradzieży, ustawiają auta pułapki i wokół nich instalują małe kamery. Dzięki temu od kilku lat spada liczba kradzionych w stolicy pojazdów.
Policjanci ciągle nękają złodziei, dlatego rabusie coraz częściej wolą grasować w innych krajach. Przykład. Pod Piasecznem kryminalni odnaleźli trzy luksusowe bmw, astona martina (który określany jest potocznie samochodem Jamesa Bonda) i hondę civic. Samochody warte 1,5 mln zł zostały skradzione w Niemczech.
Okazuje się, że nasi złodzieje mają złą sławę w innych krajach: w Niemczech i Austrii, Włoszech, Hiszpanii, Francji i Belgii.
Dlaczego rabusie fatygują się, aby kraść auta kilkaset kilometrów od domu? – Rozpoznanie środowiska naszych złodziei samochodów przez policję niemiecką jest słabe. Tam łatwiej ukraść im pojazd, bo czują się anonimowi – kwituje policjant.
Kilka tygodni temu spektakularna akcja przeciwko polskim złodziejom samochodów miała miejsce w Wiedniu. W ręce kryminalnych wpadli wołomińscy złodzieje. Jak szacują stołeczni policjanci, wołomińscy gangsterzy mogli ukraść w okolicach Wiednia nawet tysiąc samochodów.
Policjanci z Wołomina ustalili, że dwaj złodzieje pojechali do Austrii. Do mężczyzn pociągiem z Warszawy do Wiednia dojechało też dwóch ich wspólników, którzy najprawdopodobniej mieli odebrać i przewieźć do Polski skradzione auta. Te informacje zostały przekazane policjantom w Austrii. Polscy i austriaccy funkcjonariusze, podejrzewając, że kolejny raz grupa będzie usiłowała dokonać kradzieży pojazdów, zaczęli obserwację miejsc, gdzie mogli przebywać przestępcy.
W Wiedniu zatrzymano 28-letniego Tomasza M. ps. Kocur, który jechał skradzioną kilka minut wcześniej hondą civic, 39-letniego Roberta B. ps. Szkarada oraz 27-letniego Arkadiusza T. ps. Abdul. Według policji są oni organizatorami i zarazem przywódcami grupy przestępczej. W wynajmowanym przez nich mieszkaniu w Wiedniu policjanci znaleźli przedmioty służące do kradzieży pojazdów, sfałszowane dokumenty i polskie tablice rejestracyjne.
W tym samym czasie policjanci wołomińskiej komendy wkroczyli na teren kilku posesji w Kobyłce, Wołominie, Markach i Duczkach. W Kobyłce, podczas demontażu skradzionej w Austrii hondy, zatrzymali 26-letniego Mariusza Cz. ps. Czerak i 28-letniego Przemysława S. Policjanci odzyskali trzy skradzione hondy, dwie toyoty oraz części innych pojazdów pochodzących z kradzieży na terenie Austrii.
To niejedyna tak spektakularna wpadka wołomińskich złodziei. Na masową skalę kradną też w Niemczech m.in. w okolicach Berlina, w Cottbus, we Frankfurcie nad Odrą oraz Poczdamie. Ich łupem mogło paść 150 aut, głównie samochody japońskich marek, m.in. hondy, toyoty, nissany.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA