fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Blogerka Sanchez w roli osobistego wroga Fidela Castro

Yoani Sanchez kilkadziesiąt razy odmawiano zgody na wyjazd.
AFP
Słynna kubańska opozycjonistka Yoani Sanchez, autorka bloga „Generacion Y", ma przylecieć jutro do Polski.
Zapisała się na jogę, potem na tai-chi. Chodziła na siłownię. Nie pomagało. Zaczęła pisać – jak wyjaśniła na swoim blogu – „z powodu frustracji, która raczej w niczym nie różni się od odczuwanej przez wielu Kubańczyków". „Kolejne lata to bezustanny wybór pomiędzy »To działa« a »Nie warto za to aż tak cierpieć«" – napisała.
Zamieszczenie postu na blogu powinno trwać góra kilkanaście sekund. Na Kubie, gdzie Internet ściśle kontrolowany był przez państwo, czasem zajmowało to Sanchez wiele tygodni. Po skończeniu filologii na Uniwersytecie w Hawanie, jak wielu młodych Kubańczyków wyjechała z kraju. Dlaczego wróciła po kilku latach, właściwie nie wyjaśniła, choć pewne jest, że zrobiła to nielegalnie i żeby władze nie wyrzuciły jej z kraju, podarła paszport. Tak stała się nielegalną Kubanką na Kubie.
Dzięki znajomości języka niemieckiego zatrudniła się jako przewodniczka zachodnich turystów. Dzięki temu było jej łatwiej zamieszczać posty. Przez ponad rok przebierała się za turystkę i zakradała się do hoteli w Hawanie, gdzie w kafejkach internetowych kopiowała z pendrive'a posty, zamieszczając na blogu kolejne opisy realiów kubańskiego życia, informacje o łamaniu praw człowieka i wolności prasy. Dziś blog tłumaczony jest na kilkanaście języków, ma 14 mln wejść miesięcznie. Sanchez za 30 minut w sieci płaciła 3 dol. – na Kubie to fortuna. Kilka razy kpiła, że właśnie dla tych paru minut w sieci pracuje cały miesiąc.
Post z 7 maja 2008 r: „Wczoraj otrzymałam nowy podarunek. Nazywa się »schwytana bloggerka« i polega na uniemożliwieniu mi wyjazdu do Madrytu. Ofiarodawcy nie zdradzili swego imienia, ale na tym blogu mówimy o nich »oni«. To ci, którzy w wojskowym ubraniu sterują naszymi prawami obywatelskimi i nie dają wyjaśnień, tylko wydają rozkazy". Do Madrytu Sanchez miała jechać po odbiór nagrody José Ortegi y Gasseta przyznawanej dziennikarzom przez „El País". Potem były kolejne wyróżnienia, m.in. Uniwersytetu Columbia, tygodnika „Time", który umieścił ją na liście 100 najbardziej wpływowych ludzi świata, czy „Foreign Policy" dla „10 najbardziej wpływowych intelektualistów Ameryki Południowej".
Władze w Hawanie kilkadziesiąt razy odmówiły Yoani Sanchez prawa do wyjazdu z wyspy.  „Funkcjonariusze zapominają, że w cyberprzestrzeni mój głos może podróżować bez ograniczeń, bez pytania o zgodę. Nieważne, czy oddadzą mi paszport. Od roku mam inny. W rubryce »narodowość« widnieje słowo »blogger«" – napisała.
Po pierwszych międzynarodowych sukcesach Sanchez kubańskie służby bezpieczeństwa utworzyły specjalną komórkę do walki z blogerami. We wstępie do swojej książki Fidel Castro takich jak ona nazwał swymi „osobistymi wrogami", a dostęp do „Generacion Y" był blokowany przez trzy lata. Posty, które potajemnie rozsyłała e-mailem, w sieci zamieszczali jej znajomi z zagranicy. Część była dystrybuowana wśród Kubańczyków na płytach CD. W wywiadzie dla „El Pais" Sanchez przyznała: „Jestem zastraszana, mój telefon jest na podsłuchu, grożono mi, dwa razy mnie porwano". Mimo to rozszerzyła działalność, zakładając platformę dziennikarską „Kubańskie głosy", która umożliwia Kubańczykom zamieszczanie komentarzy na temat sytuacji na wyspie. Jej wpisy na Twitterze śledzi ponad 100 tys. osób.
Gdy dwa lata temu reżim odblokował portale Desde Cuba i Voces Cubanas, na których zamieszcza blogi ponad 30 kubańskich dysydentów, Sanchez obawiała się, iż to kolejny podstęp. „Włókna tego światłowodu noszą piętno właściciela i jego ideologii" – pisała, dodając: „Ta podmorska łączność wydaje się mieć na celu bardziej kontrolowanie nas niż połączenie z resztą świata". Ale teraz „trudniej będzie nas przekonać, że nie możemy mieć YouTube, Facebooka czy Gmaila na wyciągnięcie ręki [...] i nikt nie przeszkodzi nam w zrobieniu z tego kabla zupełnie innego użytku, niż pragnęli ci, którzy go nam zafundowali".
Szansa na wyjazd z Kuby pojawiła się na początku roku, po rozluźnieniu przepisów migracyjnych. Blogerka ostatnie dwa miesiące spędziła, podróżując po Ameryce i Europie. Do Polski przylatuje na zaproszenie Instytutu Lecha Wałęsy w ramach programów „Solidarni z Kubą" i „La Program". Spędzi w Polsce pięć dni. To ostatni punkt jej podróży, o której sama mówi „w 80 dni dookoła świata".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA