fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Moyes: szkocki bez lodu

David Moyes w wieku 50 lat zaczyna nowe życie
AP
Przychodzi na Old Trafford kolejny mocny człowiek z Glasgow. Aleksa Fergusona zastąpi David Moyes.
Od kiedy Ferguson ogłosił odejście, to Moyes był faworytem do przejęcia drużyny. Tak wielkim, i tak bardzo nie mógł tego komentować będąc wciąż trenerem Evertonu, że na widok kamery telewizji Sky zwiał przedwczoraj sprintem ulicami Liverpoolu. Ale już wczoraj wszystkie strony uznały, że dalej uciekać się nie da.
Moyes, trener, który zapewnił Evertonowi 11 lat stabilizacji, odejdzie po sezonie. Zacznie pracę na Old Trafford 1 lipca, pierwszy kontrakt podpisał aż na sześć lat.
Już trzy lata temu pierwszy raz pojawiły się spekulacje, że sir Alex właśnie 50-letniego dziś Szkota upatrzył sobie na następcę. Mówią o Moyesie, że jest uszyty z tego samego sukna co Ferguson. A skoro z tego samego, to i z tego, co Matt Busby, też wielki budowniczy United pochodzący z Glasgow. I z tego co Jock Stein, mentor Fergusona, który zdobył z Celtikiem Puchar Europy, mając w drużynie piłkarzy urodzonych nie dalej niż 30 mil od Glasgow – miasta, które było kiedyś jednym z najważniejszych miejsc na mapie futbolu, a Szkoci do dziś chwalą się, że wprawdzie Anglicy skodyfikowali przepisy, ale to w Szkocji wymyślono futbolowi taktykę. I przez dziesięciolecia wychowywano tam dla siebie i dla ligi angielskiej fantastycznych trenerów. Bywało tak jeszcze całkiem niedawno, że co czwarty trener w Premiership był z Glasgow albo po pracy w Glasgow.
Moyes urodził się na przedmieściach, ale wychował w Partick, dzielnicy Glasgow, którą rzeka oddziela od Govan, gdzie dorastał Ferguson. Obaj mieli ojców pracujących w miejscowych stoczniach. Ojciec Moyesa był też trenerem, w dziecięcej drużynie trenował syna. W tym samym klubiku ćwiczył kiedyś młody Ferguson.
Moyes był obrońcą Celticu (napastnik Ferguson kibicował Rangersom i strzelał dla nich gole przez dwa sezony), potem grał jeszcze w kilku przeciętnych klubach, aż zakończył karierę w Preston North End i został w tym klubie trenerem. A w 2002 roku przeszedł do Evertonu i tam wyrósł na kandydata do wejścia w buty Fergusona na Old Trafford. Są teraz razem w trójce najdłużej pracujących trenerów w Premiership, rozdziela ich tylko Arsene Wenger.
Ale Ferguson pracuje w najbogatszej brytyjskiej korporacji piłkarskiej i w mieście, które przeżywa w ostatnich latach swoją wiosnę. Wenger w Londynie na stadionie, który jest fabryką pieniędzy. A Moyes w najbiedniejszym z wielkich miast Anglii, i to w tym klubie, który jest po uboższej stronie barykady. Na szaleństwa transferowe zostawało mu przez te 11 lat pracy średnio 800 tysięcy funtów netto rocznie, a jednak potrafił za to zbudować drużynę, która kończyła ligę wyżej niż bogatszy Liverpool.
Moyes trzy razy wygrywał głosowanie trenerów na menedżera roku. Wyszukiwał perły, które bogatsi ominęli, kupował tanio, sprzedawał drogo, wyciskał z analizy danych każdą możliwą przewagę. Nazywano go szkockim McGyverem, bo potrafił zrobić coś z niczego. Wychowywał Anglii reprezentantów: Joleona Lescotta, Phila Jagielkę, Leightona Bainesa, wyszukał Mikela Artetę, Stevena Pienaara, zaryzykował z Marouane'em Fellainim wydając na niego aż 15 mln funtów i się nie pomylił.
Trzymał klub żelazną ręką, musiał mieć kontrolę nad wszystkim, jak Ferguson (jest też jak sir Alex zakochany w wyścigach konnych i wierny Partii Pracy, angażuje się w jej kampanie wyborcze). Robił awantury piłkarzom, płacił za ubliżanie sędziom, pozwał wydawcę autobiografii Wayne'a Rooneya i samego piłkarza (Rooney odszedł do United z Evertonu Moyesa) za oskarżenia, że wyniósł do prasy szczegóły prywatnej rozmowy z piłkarzem. Wygrał i dostał odszkodowanie. Ponoć się potem z Rooneyem pogodzili, ale może to nie przypadek że piłkarz niedługo przed zmianą menedżera na Old Trafford poprosił klub o zgodę na transfer do innej drużyny.
Podobieństw Moyesa do Fergusona jest wiele, płonie w nich ten sam ogień, ale w następcy sir Aleksa jest mniej lodu, tego wystudiowanego okrucieństwa, z którym się Ferguson pastwił nad swoimi medialnymi wrogami. Moyes relacje z dziennikarzami ma o niebo lepsze, nawet komentował kiedyś mecze dla radia BBC, czyli firmy, z którą Ferguson toczył prywatną wojnę. Teraz trafiają pod jeden dach. Moyes pokazał, że dobrze się czuje jako David rzucający wyzwanie Goliatom. Teraz sprawdzi, jak to jest rzucać wyzwania w cieniu Goliata.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA